Ważny spektakl na scenie Teatru Polskiego w Bydgoszczy. "Słowacki. 5 dramatów. Rekonstrukcja historyczna". "Mazepa", "Sen srebrny Salomei", "Ksiądz Marek", "Horsztyński", "Kordian". Wszystko w ciągu jakiś sześciu godzin. Trudno wysiedzieć, ale też teatr nie po to jest, żeby było łatwo.
Scena pudełkowa, podzielona na jeden duży środkowy i dwa mniejsze boczne pokoje. Różowawe ściany, jakaś komoda, krzesła, resztki albo po prostu znaki dawnej świetności dworsko-pałacowej. Na drzwiach czarną kredą wypisywane K+M+B i kolejne daty: 1661, 1768, 1794... Historia Polski zamknięta w ciasnej przestrzeni, skondensowana do ludzkich dramatów, których tłem zawsze jest dążenie Polaków do dominacji nad Ukraińcami, Żydami itd. Polscy panowie wschodnich kresów, kolonizatorzy tych ziem, walczą z miejscowymi o zachowanie swej władzy. Pomiędzy nimi ksiądz - czasem cichy, czasem przebiegły, innym razem szalony - zawsze na służbie tak Bogu, jak i potędze państwa. Religia jest tu nie drogą duchową, ale dodatkiem do polityki. Czy to nie aktualne - biorąc pod uwagę Radio Maryja z jednej i TVN Religia z drugiej strony?
Aktorzy noszą jedynie elementy kostiumów, są jakby wyjęci z czasu, historyczni i współcześni zarazem. Zakładają szlacheckie żupany na swetry i dżinsy, wysokie buty z cholewami na bose stopy, czasem spod gaci świeci goły tyłek. Objawieniem był dla mnie Roland Nowak, od tego sezonu na deskach bydgoskiego teatru. W dwóch początkowych częściach jedynie zaznaczył swoją obecność (świetna sekwencja kiedy siedzi milczący z białą twarzą), a "Horsztyńskim" daje popis gry - jest tragiczny, szalony, pokonany. Na brawa zasłużył młody Piotr Żurawski choćby w roli Mazepy - jego atuty to naturalność i "kozacka" physis. Dobrze wypada stara gwardia Teatru Polskiego. Wspaniały jest Marian Jaskulski jako polski pan, wojewoda, dostojny, tragiczny, świetny Jerzy Pożarowski w roli cynicznego króla, Mieczysław Franaszek jako Wernyhora a potem Żyd potrafi utrzymać na wodzy rytm monologu. Ksiądz Marek Jakuba Ulewicza jest dostojnikiem i wywrotowcem zarazem. Znakomite role stworzył Mirosław Guzowski, aktor mam wrażenie niedoceniany, a dysponujący świetnym warsztatem i sprawnością fizyczną.
Panie na tle męskiej obsady wypadły też bardzo dobrze. Podobała mi się zwłaszcza Marta Ścisłowicz w "Księdzu Marku". Żydówkę opłakującę swego ojca-rabina zagrała z energią, ale też nieco "intelektualnie", nie dając się ponieść szarży. Katarzyna Kołeczek i Magdalena Łaska, obie dysponujące podobnymi warunkami, również nie odstawały od reszty obsady.
Największy problem mam z Michałem Czachorem. Nie mogę zarzucić mu słabizn aktorskich, bo warsztatowo jest sprawny, momentami nawet fascynujący. Razi mnie tylko jego maniera sceniczna (przejawiająca się przede wszystkim w gestykulacji), sprawiająca że jego role zawsze narzucają jakiś cudzysłów. Jego Kordian jest histeryczny i manieryczny, paradoksalnie za bardzo taki jakim go sobie wyobrażamy. W tym sensie nie zaskakuje.
Reasumując - powstał spektakl równy, konsekwentny, pokazujący historię Polski w kontekście dnia dzisiejszego. Poszukujemy dawnej potęgi, ale jej już nie ma. Z dawnych kolonizatorów staliśmy się społecznością skolonizowaną - wtedy przez zaborców, dzisiaj przez Unię Europejską, polityczną poprawność, liberalizm. Został dmuchany, wzdymający się i flaczejący na przemian zamek ze sceny finałowej, na którym igrają bohaterowie dramatu. Kordian wygłasza swój słynny monolog na śmietnisku. Religia została sprowadzona do wymiaru polityki. Gdzie szukać nadziei? Może nie w narodowych zrywach, w kolejnych próbach narzucania innym swojej "narracji", ale w nas samych, w jednostkowym życiu. Przeżyć je porządnie - to prawdziwy herozim.
A tak poza tym wszystkim - Słowacki był jednak świetnym pisarzem. Pisał o czasach nie tak znowu odległych, z perspektywy kilkunastu, kilkudziesięciu lat. Gdzie nasze dramaty o Powstaniu Warszawskim, stanie wojennym, o Jaruzelskim? Dobre pytanie. Czas na odpowiedzi.
Słowacki. 5 dramatów. Rekonstrukcja historyczna.
Reżyseria, scenografia, adaptacja tekstu: Paweł Wodziński
Kostiumy, reżyseria świateł, współpraca scenograficzna: Agata Skwarczyńska
muzyka: Michał Dobrzyński
wykonawcy na żywo: skrzypce Ewa Gruszka, akordeon Stanisław Miłek
komentarze (2) | dodaj komentarz