Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Słowacki dzisiaj

sobota, 06 lutego 2010 10:51
Ważny spektakl na scenie Teatru Polskiego w Bydgoszczy. "Słowacki. 5 dramatów. Rekonstrukcja historyczna". "Mazepa", "Sen srebrny Salomei", "Ksiądz Marek", "Horsztyński", "Kordian". Wszystko w ciągu jakiś sześciu godzin. Trudno wysiedzieć, ale też teatr nie po to jest, żeby było łatwo.

Scena pudełkowa, podzielona na jeden duży środkowy i dwa mniejsze boczne pokoje. Różowawe ściany, jakaś komoda, krzesła, resztki albo po prostu znaki dawnej świetności dworsko-pałacowej. Na drzwiach czarną kredą wypisywane K+M+B i kolejne daty: 1661, 1768, 1794... Historia Polski zamknięta w ciasnej przestrzeni, skondensowana do ludzkich dramatów, których tłem zawsze jest dążenie Polaków do dominacji nad Ukraińcami, Żydami itd. Polscy panowie wschodnich kresów, kolonizatorzy tych ziem, walczą z miejscowymi o zachowanie swej władzy. Pomiędzy nimi ksiądz - czasem cichy, czasem przebiegły, innym razem szalony - zawsze na służbie tak Bogu, jak i potędze państwa. Religia jest tu nie drogą duchową, ale dodatkiem do polityki. Czy to nie aktualne - biorąc pod uwagę Radio Maryja z jednej i TVN Religia z drugiej strony?

Aktorzy noszą jedynie elementy kostiumów, są jakby wyjęci z czasu, historyczni i współcześni zarazem. Zakładają szlacheckie żupany na swetry i dżinsy, wysokie buty z cholewami na bose stopy, czasem spod gaci świeci goły tyłek. Objawieniem był dla mnie Roland Nowak, od tego sezonu na deskach bydgoskiego teatru. W dwóch początkowych częściach jedynie zaznaczył swoją obecność (świetna sekwencja kiedy siedzi milczący z białą twarzą), a "Horsztyńskim" daje popis gry - jest tragiczny, szalony, pokonany. Na brawa zasłużył młody Piotr Żurawski choćby w roli Mazepy - jego atuty to naturalność i "kozacka" physis. Dobrze wypada stara gwardia Teatru Polskiego. Wspaniały jest Marian Jaskulski jako polski pan, wojewoda, dostojny, tragiczny, świetny Jerzy Pożarowski w roli cynicznego króla, Mieczysław Franaszek jako Wernyhora a potem Żyd potrafi utrzymać na wodzy rytm monologu. Ksiądz Marek Jakuba Ulewicza jest dostojnikiem i wywrotowcem zarazem. Znakomite role stworzył Mirosław Guzowski, aktor mam wrażenie niedoceniany, a dysponujący świetnym warsztatem i sprawnością fizyczną.

Panie na tle męskiej obsady wypadły też bardzo dobrze. Podobała mi się zwłaszcza Marta Ścisłowicz w "Księdzu Marku". Żydówkę opłakującę swego ojca-rabina zagrała z energią, ale też nieco "intelektualnie", nie dając się ponieść szarży. Katarzyna Kołeczek i Magdalena Łaska, obie dysponujące podobnymi warunkami, również nie odstawały od reszty obsady.
Największy problem mam z Michałem Czachorem. Nie mogę zarzucić mu słabizn aktorskich, bo warsztatowo jest sprawny, momentami nawet fascynujący. Razi mnie tylko jego maniera sceniczna (przejawiająca się przede wszystkim w gestykulacji), sprawiająca że jego role zawsze narzucają jakiś cudzysłów. Jego Kordian jest histeryczny i manieryczny, paradoksalnie za bardzo taki jakim go sobie wyobrażamy. W tym sensie nie zaskakuje.

Reasumując - powstał spektakl równy, konsekwentny, pokazujący historię Polski w kontekście dnia dzisiejszego. Poszukujemy dawnej potęgi, ale jej już nie ma. Z dawnych kolonizatorów staliśmy się społecznością skolonizowaną -
wtedy przez  zaborców, dzisiaj przez Unię Europejską, polityczną poprawność, liberalizm. Został dmuchany, wzdymający się i flaczejący na przemian zamek ze sceny finałowej, na którym igrają bohaterowie dramatu. Kordian wygłasza swój słynny monolog na śmietnisku. Religia została sprowadzona do wymiaru polityki. Gdzie szukać nadziei? Może nie w narodowych zrywach, w kolejnych próbach narzucania innym swojej "narracji", ale w nas samych, w jednostkowym życiu. Przeżyć je porządnie - to prawdziwy herozim.

A tak poza tym wszystkim - Słowacki był jednak świetnym pisarzem. Pisał o czasach nie tak znowu odległych, z perspektywy kilkunastu, kilkudziesięciu lat. Gdzie nasze dramaty o Powstaniu Warszawskim, stanie wojennym, o Jaruzelskim? Dobre pytanie. Czas na odpowiedzi.

Słowacki. 5 dramatów. Rekonstrukcja historyczna.
Reżyseria, scenografia, adaptacja tekstu: Paweł Wodziński
Kostiumy, reżyseria świateł, współpraca scenograficzna: Agata Skwarczyńska
muzyka: Michał Dobrzyński
wykonawcy na żywo: skrzypce Ewa Gruszka, akordeon Stanisław Miłek

komentarze (2) | dodaj komentarz

Podróże, podróże

czwartek, 04 lutego 2010 9:33
"Sala kolumnowa" Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Koronowie, gdzie w zeszły piątek miałem spotkanie z Andrzejem Maziecem, została wystrojona na okoliczność promocji "Slajdów", czyli książki o czasie i pamięci. Lampy naftowe, nastrojowy dżezik, wiszące prześcieradło, na którym wyświetlały się koronowskie zdjęcia Andrzeja stworzyły klimat sprzyjający dobremu spotkaniu. Było nieźle, chociaż nie dopisała publika. Kilka osób (nie licząc rodziny) to niewiele. Nie udało się rozkręcić gorętszej dyskusji, choć dzięki i za to, co było. To nie wina Koronowa - podobnie mało ludzi przychodzi "na poetów" w Więcborku, a nawet Gdańsku (w Gdyni na ORP "Błyskawica" też było ich tyle co kot napłakał). Na byle kapelę rockową przychodzi więcej publiki. Poezja ma to, czego chciała - stała się domeną poetów, uprawianą dla poetów. Przestała rozmawiać z człowiekiem.

Następnego dnia do Łodzi na wręczenie nagród w konkursie dramaturgicznym. Polskie Koleje Państwowe zadbały o to, żebym nie zdążył na premierę "Komedii romantycznej" w Teatrze Powszechnym. Pociąg planowo miał być w Łodzi półtorej godziny przed premierą, ale stanął w Kutnie i stał tak półtorej godziny właśnie. Trzydzieści kolejnych minut opóźnienia załapał w dalszej trasie. Na szczęście na miejscu czekał Przemek, który zawiózł nas pod samiuśki teatr. Zdążyliśmy jeszcze na końcówkę pierwszego aktu i na cały drugi. Publika łódzka zaskoczyła mnie elegancją. W naszym bydgoskim teatrze panuje większy odzieżowy pluralizm. Tam obowiązuje raczej styl odświętny.

Szczęśliwie się złożyło, że samo wręczenie nagród było po przedstawieniu. Sama celebra przebiegła dość szybko. Stałem na scenie obok Marty Klubowicz, która wraz z Fredem Apke zdobyła III nagrodę. Potem jakaś starsza pani z telewizji wzięła mnie na spytki w sali, na której trwała jeszcze uroczystość. - Szkoda że nie mówił pan do kamery, tylko do mikrofonu, będę miała tylko pana usta - powiedziała z pretensją. - Razi mnie to światło - odparłem szczerze. Ale głowę podniosłem i coś tam jeszcze dopowiedziałem.

Pani dyrektor teatru powiedziała, że będziemy w kontakcie, czyli że trzeba czekać. Po uroczystości był oficjalny bankiet, po nim bankiecik nieoficjalny, a po nim z innymi laureatami - wyjazd na miasto, na imprezę domową u łódzkiego aktora, u którego zastaliśmy jeszcze reżysera, redaktora pisma teatralnego i zakochanego w teatrze emerytowanego chirurga. Ogląda nawet 25 spektakli miesięcznie! Siedzieliśmy i gadaliśmy do trzeciej nad ranem. A rano z powrotem do domu, tym razem bez przeszkód.

PS W niedzielę o godzinie 22 wystąpię w audycji "Rozmowy o literaturze" na antenie Polskiego Radia Pomorza i Kujaw. Małgorzata Maniszewska przepyta mnie na okoliczność poezji, prozy i dramatu.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zaproszenie do Koronowa

wtorek, 26 stycznia 2010 23:54
W piątek 29 stycznia o godzinie 18 mam wieczór autorski w Domu Kultury w Koronowie (ul. Kotomierska 3, przy trasie na Pieczyska). Śniegu napadało i rtęć też opadła, ale liczę że przyj(e)dziecie. Będzie nastrojowo, naftowo i slajdowo. Będzie też Andrzej "Maziu" Maziec, człowiek od strony graficznej moich "SLAJDÓW". Zapraszam!

komentarze (2) | dodaj komentarz

Śnieg w świetle

sobota, 23 stycznia 2010 10:47



Przed spotkaniem w "Węgliszku" zrobiłem sobie przechadzkę po bydgoskiej starówce. W padającym śniegu poszedłem na Jaz Farny przy katedrze. W oszklonej budce dyżurki panował bezruch. Tylko uparta woda przeciskała się przez szczeliny w grubym lodowym nawisie skuwającym metalowe prowadnice i wrota. Pluskała miękko.


Katedra, zwana przez wszystkich bydgoszczan farą, ukazała mi się nagle w obezwładniającym pięknie. Widzi się je dopiero kiedy obchodzi się jej bryłę dookoła. Kaplica ze złoconą kopułą, przyklejona do głównej części kościoła, trochę jak Kaplica Zygmuntowska na Wawelu, tyle że ukryta przed turystami, nie niepokojona fleszami aparatów. Spokój i harmonia proporcji. I wejście od zachodniej strony, przykryte rodzajem wykuszu na grubych, krytych białym tynkiem łukach. - dziwo nad dziwami, jakaś zastanawiająca mieszanina mieszczańskiej, niemalże karczemnej prostoty z gotyckim majestatem.

Bydgoska fara jest jednym z najcudowniejszych kościołów, jakie w życiu widziałem. Śnieg skrzypiał pod butami jak solidna podłoga. Spojrzałem w górę i znowu olśnienie: drobne śnieżynki tańczące w kulistym świetle latarni.  Czyżbym robił się sentymentalny?


Spotkanie z A.M. w Węgliszku raczej dobre, choć cały "scenariusz" jaki sobie "przygotowaliśmy" oczywiście wziął w łeb. Stanęło na tym, że zamiast odpowiadać na pytania A.M. sam je sobie zadawałem i próbowałem odpowiedzieć. Poezja w pewnym sensie skończyła się - powiedziałem, co spotkało się z protestami dużej części widowni. Skończyła się w tym sensie, że poza nielicznymi wyjątkami, przestała rozmawiać ze współczesnością, przestała towarzyszyć człowiekowi w jego codzienności, sprawiać że codzienność staje się choć trochę odświętna.

Kilka dni temu zabrałem dzieci i pojechaliśmy do lasu. Wzięliśmy sanki. Śniegu w lesie tyle, że nogi zapadały się po kolana. Pełno zwierzęcych tropów w białym puchu. Każdy krok jest wysiłkiem, kiedy ciągnie się sanki z dwójką nie tak już małych ludzi. Kiedy wdrapaliśmy się na niewielkie wzniesienie drogi, zrobiliśmy postój. Lubię te chwile, kiedy można stanąć i rozejrzeć się dookoła. Słyszy się szum krwi w skroniach, wzrok próbuje przedrzeć się przez misterny system szarości, czerni i bieli, w jaki zmienia się las zimą.
Nie chce się nic, tylko dziękować.

komentarze (0) | dodaj komentarz

SLAJDY w Węgliszku

wtorek, 19 stycznia 2010 11:51
W środę 20 stycznia o godzinie 18 będę promował książkę "SLAJDY" w Kawiarni Artystycznej "Węgliszek" w Bydgoszczy (przy Starym Rynku). Promowanie będzie polegało na tym, że razem z Andrzejem Maziecem, który zaprojektował okładkę książki będziemy rozmawiać o naszej robocie - pisarskiej i fotograficznej. Potem przeczytam porcję "Slajdów". Będzie możliwość nabycia książki w cenie 10 zł. Cenie oczywiście promocyjnej.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 30181

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Literatura w czasach zarazy.

O mnie

Nazywam się Jarosław Jakubowski. Urodziłem się 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Jestem absolwentem tamtejszego VI LO. Studiowałem budownictwo i politologię. Pracuję jako dziennikarz. Wydałem siedem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych". Za "Pseudo" dostałem Złotą Strzałę Łuczniczki - nagrodę za Bydgoską Książkę Roku 2007. Ostatnio opublikowałem pierwszą książkę prozatorską pt. "Slajdy". W 2007 roku Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka zorganizowało czytanie mojej debiutanckiej sztuki pt. "Dom matki", w roku 2010 moja sztuka pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego na polską komedię współczesną. Jestem współpracownikiem dwumiesięcznika literackiego "Topos". Należę do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Od stycznia 2009 kieruję bydgoskim oddziałem SPP. Mieszkam w Koronowie.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 06.02.2010 2:59:11
  • autor: kota-kocura
  • treść: Jakiś czas funkcjono...