Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 328 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Gdzie orbituje Teatr Polski?

niedziela, 15 lutego 2015 19:29
Skocz do komentarzy

 

Czytam ostatni felieton Pawła Wodzińskiego w miesięczniku „Teatr”. Dyrektor Teatru Polskiego w Bydgoszczy ubolewa nad tym, że wśród widzów, którzy przyszli na debatę poświęconą „relacjom demokracji i kapitalizmu” byli i tacy, którzy usiłowali wypowiedzieć się na tematy, powiedzmy, nieprzewidziane, niezaplanowane. „Demokratyczna debata kończy się bowiem w tym miejscu, w którym zaczyna się narzucanie innym swoich własnych oczekiwań, zwłaszcza gdy towarzyszy temu działaniu postawa urażonego klienta w stosunku do dostawcy produktu.” – kończy kategorycznie swój felieton dyrektor Wodziński.

 

Nie wiem, co zaszło podczas owej debaty, nie uczestniczyłem w niej. Nie uczestniczyłem też w debacie ostatniej, poświęconej „islamofobii”. W kontekście tego, co napisał dyrektor Wodziński chciałbym jednak zastanowić się nad obecną rolą Teatru Polskiego w Bydgoszczy w debacie publicznej. Czy jest to rola inicjatora ważnych dyskusji, żywych polemik, intelektualnego fermentu, czy może raczej teatr przy Al. Mickiewicza jawi się jako tuba propagandowa jednego, ściśle określonego światopoglądu?

 

Już sama zapowiedź panelu „islamofobicznego” budzi wątpliwości.  „Dlaczego islam kojarzy się dziś głównie z terroryzmem, podczas gdy statystyki pokazują, że motywacja religijna dotyczy mniej niż 1% wszystkich aktów przemocy politycznej w Europie? Skąd bierze się irracjonalny lęk przed hidżabem i dżalabiją? Dlaczego zachodnim mediom tak bardzo zależy na fałszywym utrwalaniu dżihadu jako synonimu "świętej wojny", całkowicie mylnie interpretowanego? Czy są jakieś różnice między dzisiejszą islamofobią a rasizmem i antysemityzmem?” Niby pytania, ale jednak zawierające wyraźne sugestie odpowiedzi. Dobór panelistów też wybitnie tendencyjny. Jak jeden mąż, wszyscy związani z ruchem lewackim, niekiedy o anarchistycznym zabarwieniu (Przemysław Wielgosz) czy feministyczno-genderowym (Monika Bobako).

 

Jaki jest sens organizowania debaty o „islamofobii” w kraju, w którym wyznawcy islamu to znikomy procent społeczeństwa, a także w czasie, gdy trwa wojna „Państwa Islamskiego” ze światem Zachodu? Jak rozumieć „islamofobię” w sytuacji, gdy niemal codziennie atakowani jesteśmy informacjami o kolejnych zdekapitowanych ofiarach islamistów, o kolejnych zamachach, za którymi stoją wyznawcy Mahometa? I wreszcie – czy nie zakrawa na cynizm urządzanie tego rodzaju debaty, gdy według wszelkich dostępnych źródeł najbardziej prześladowaną grupą religijną na świecie są chrześcijanie? Jeśli można tu mówić o jakiejkolwiek „fobii”, a więc lęku, to wyłącznie o naturalnym, atawistycznym lęku człowieka przed śmiercią, przed byciem ofiarą islamisty. Nie ma to moim zdaniem nic wspólnego z lękiem przed islamem jako takim. Tak się jakoś składa, że ludzie nie lubią być masowo zabijani, a kiedy trzeba - bronią siebie i swoich bliskich. To całkowicie racjonalna postawa. Gdzie tu rasizm i antysemityzm?

 

Lewacka narracja nie dopuszcza takiego rozwiązania, ponieważ w jej rozumieniu radykalizm islamski (łącznie z krwawym terrorem) jest wyrazem dążenia do emancypacji uciśnionych klas społecznych, które – tak się składa – wyznają islam. W podobnym duchu usprawiedliwiano przecież „Czarne Pantery” w Stanach Zjednoczonych. Ciekawe, że celem najkrwawszego w ostatnich latach zamachu islamistów w Europie Zachodniej było lewackie pismo satyryczne, które za główny cel postawiło sobie szydzenie z religii (nie tylko islamu). Dlaczego zatem nie rozmawiamy o lewackiej fobii antyreligijnej, zwłaszcza antychrześcijańskiej, tylko wymyślamy problem, którego nie ma? Może dlatego, że jest to okazja, żeby zaserwować kolejną porcję genderowo-feministycznego pasztetu?  Z filmu z debaty „islamofobicznej” wynika jednak, że zainteresowanie było bardzo nikłe. Na widowni zasiadło ledwie kilka osób.

 

Niestrudzony Teatr Polski nie poprzestaje na tym. Już zapowiedział kolejną debatę. Tym razem o książce Enzo Traverso „Historia jako pole bitwy”. Niewątpliwym bohaterem spotkania będzie pan, który lubi paradować w damskich fatałaszkach. Mówi o sobie „trans-gender”. I tak dalej, i tak dalej… Bydgoski teatr chce najwyraźniej zasłużyć na miano najbardziej czerwonej sceny w Polsce.

 

Na koniec wróćmy do Pawła Wodzińskiego i jego felietonu. Wypada zgodzić się z konkluzją. „Demokratyczna debata kończy się bowiem w tym miejscu, w którym zaczyna się narzucanie innym swoich własnych oczekiwań”. Zwłaszcza gdy z jednej strony mamy widza, który może jedynie domagać się dopuszczenia go do mikrofonu (o ile organizator debaty się na to zgodzi), a z drugiej strony – potężną (w porównaniu z pojedynczym człowiekiem) instytucję publiczną, dysponującą pokaźnym budżetem, nieograniczonym właściwie dostępem do mediów oraz grupą przychylnych dziennikarzy, którzy nie popsują samopoczucia niewygodnymi pytaniami. Wbrew pozorom widz jednak nie jest całkiem bezbronny. Jak pokazała ostatnia debata, widz może „zagłosować nogami” i zwyczajnie „nie kupić” pakietu ideologicznego, który mu się podsuwa. W rezultacie – i to jest najgroźniejsze – może odwrócić się od teatru, uznając go za miejsce nieprzyjazne, bo narzucające mu własną wizję świata, a także dyktujące sposób udziału w debacie publicznej.

 

Szczerze mówiąc, od teatru oczekiwałbym (tak, nawet ja, mały żuczek, też miewam czasem jakieś oczekiwania), że debaty będą toczone wokół spektakli, najlepiej znakomitych i poruszających. Tych na bydgoskiej scenie ostatnio jakoś mało…

 

Czy Teatr Polski zacznie wreszcie słuchać swoich widzów? To pytanie pozostawmy na razie otwarte.

 

Podziel się
oceń
4
3



Więcej na ten temat


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  786 899  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Literatura w czasach zarazy.

O mnie

Jarosław Jakubowski. Urodzony 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Absolwent tamtejszego VI LO. Studiował budownictwo i politologię. Zawód: reporter.
Wydał osiem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych" i "Flow". Oraz jedną z prozą - "Slajdy". "Pseudo" i "Slajdy" otrzymały tytuły Bydgoskiej Książki Roku. Równolegle rozwija karierę dramatopisarską. W 2007 roku w Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka odbyło się sceniczne czytanie tragedii pt. "Dom matki", w roku 2010 komedia pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego. W tymże samym roku dramat "Generał" znalazł się w finale konkursu "Metafory Rzeczywistości" Teatru Polskiego w Poznaniu.
Współpracownik dwumiesięcznika literackiego "Topos". Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Koronowie.

Statystyki

Odwiedziny: 786899

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl