Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 328 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Jest dżez...

niedziela, 28 stycznia 2007 18:06
Gdyby nie muzyka, nie powstałoby wiele fajnych wierszy. Chodzi nie tylko o samą "muzyczność" utworu, ale o klimat, aurę, skojarzenia, jakie z sobą niesie. Wydaje mi się, że muzyką najbardziej "przestrzenną", a tym samym przyjazną poetom, jest jazz. Rządzący nim duch improwizacji i towarzysząca mu abnegacka aura (przez wiele lat jazz kojarzony był z półświatkiem) wydają się doskonale pasować do stereotypu "poety przeklętego".


John Coltrane ze swoim saksofonem
źródło: Wikipedia


Ale dzisiaj jazz jest już muzyką salonów, tak samo jak poezja stała się domeną intelektualistów. Dlatego z radością witam utwory, które unikają analizy na rzecz jakże smacznej syntezy. Tak jak "Pochwała jazzu" Janusza Drzewuckiego:

Zimno,
pada już
trzeci dzień
o czwartej
robi się ciemno.
Nie ma sensu
wychodzić z domu,
nie ma po co
i nie ma dokąd,
nic nie ma sensu,
siedzenie
w domu także
jest bez sensu.

Każda
następna
książka wydaje się
taka sama, niczym
prognoza pogody,
alkohol budzi
obrzydzenie,
papieros
przyprawia
o mdłości,
czas płynie wolno,
wolniej, jeszcze
wolniej, w końcu
nieruchomieje
jak staw
w lipcowe
południe.

Ale jest jazz.
Imiona jazzu
układają się
w jeden wiersz,
który nigdy
się nie kończy,
bo skończyć się n
nie może:
Louis Armstrong,
Duke Ellington,
Chjarlie Parker,
Dizzy Gillespie,
John Coltrane,
Clifford Brown,
Ella Fitzgerald,
Billie Holiday,
Coleman Hawkins,
Ben Webster,
Lester Young,
Dexter Gordon,
Gerry Mulligan,
Stan Getz,
Joe Henderson,
Stephane Grapelli.

A poza tym
Miles Davis,
rano i wieczorem
Miles Davis, Miles
Davis wiosną, Miles
Davis jesienią,
w poniedziałek
Miles, w Boże
Narodzenie
Miles, przez cały
czas i w każdej
chwili Miles,
Miles, Miles.

Tak więc
można żyć,
bo kiedy nie ma
już nic,
jest jeszcze
jazz, zawsze
i wszędzie,
jazz.

(wiersz zamieszczony w arkuszu "Ostatnia niedziela sierpnia", dodatku do "Toposu" nr 5 (90)/2006)



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

To co zostaje

środa, 24 stycznia 2007 22:29
Dzień po dniu zmarli Ryszard Kapuściński i Krystyna Feldman. Zapytacie: co mają z sobą wspólnego? Być może niewiele, ale łączy ich z pewnością jedno: pozostaną w mojej WDZIĘCZNEJ PAMIĘCI. Pozostaną mi po nich nie tylko książki i filmy, ale przede wszystkim pojedyncze zdania, ujęcia, grymasy twarzy. Okruchy żywych ludzi.
Na fali wspomnień postanowiłem wypisać sobie 10 moim zdaniem najlepszych scen filmowych. Oto one (kolejność jest przypadkowa):
1. "Taksówkarz" Martina Scorsese - bohater, Travis Bickle (Robert De Niro) pod koniec filmu odwozi swoją byłą już dziewczynę Betsy (Cybill Shepherd) do domu. Kiedy odjeżdża, w pewnym momencie poprawia lusterko wsteczne, żeby jeszcze raz ją zobaczyć. Czas zatrzymuje się na ułamek sekundy.
2. "Pięć łatwych utworów" Boba Rafelsona - bohater grany przez Jacka Nickolsona w końcowej scenie zostawia na stacji benzynowej kobietę, z którą rzekomo zamierzał rozpocząć nowe życie. Zamiast tego wsiada do przypadkowej ciężarówki i rusza na północ.
3. "Wniebowzięci" Andrzeja Kondratiuka - też końcowa scena, kiedy dwójka "obrzympałów" Maklakiewicz i Himilsbach budzą się na plaży przed hotelem "Grand". Maklakiewicz wpatruje się w horyzont i wypowiada nieśmiertelną kwestię: "Morze... co to jest morze? Popłyniemy innym razem".
4. "Absolwent" Mike'a Nicholsa - scena mniej więcej w połowie filmu, kiedy Ben, czyli Dustin Hoffman wyjawia Elaine, czyli Katerine Ross, że romansował z jej matką, Mrs. Robinson, czyli Anne Bancroft. Genialne zbliżenie na jej tragiczną twarz i nagły odjazd kamery.
5. "2001: Odyseja kosmiczna" Stanley'a Kubricka - właściwie mógłbym wstawić tu cały film, ale skoro wybieram sceny, to będzie nią ta, kiedy komputer pokładowy HAL prosi jednego z astronautów, aby go nie wyłączał. Człowiek jednak zaczyna odłączać poszczególne sekcje komputera. HAL "traci rozum", w pewnym momencie zaczyna śpiewać jakąś dziecięcą piosenkę. Wszystko odbywa się w niesamowitej kosmicznej ciszy.
6. "Lśnienie" i znowu Kubrick - znerwicowana żona (Shelley Duvall) jeszcze bardziej znerwicowanego pisarza-dozorcy hotelowego (Nickolson), odkrywa że jego rzekoma "powieść" składa się z powtórzonego tysiące razy wierszyka. Na polski przetłumaczono to tak: "Nudzą Jacka takie sprawy, ciągła praca, brak zabawy".
7. "Pociąg" Jerzego Kawalerowicza - Lucyna Winnicka wpatrując się w punkt gdzieś poza kamerą mówi trochę do siebie, a trochę do Leona Niemczyka, współpasażera: "Nikt nie chce kochać. Wszyscy chcą być kochani".
8. "Pętla" Wojciecha Jerzego Hasa - alkoholik Kubuś grany przez Gustawa Holoubka w barze "Pod Orłem" stawia setę za setą alkoholikowi Władkowi (Tadeusz Fijewski), "najlepszemu saksofoniście w tym mieście". Zwróćcie uwagę na ręce Fijewskiego, kiedy próbuje pokazać Holoubkowi jak kiedyś grał.
9. "Rozmowa" Francisa Forda Coppoli - bohater, specjalista od technik podsłuchowych (Gene Hackman), zaczyna podejrzewać, że sam jest podsłuchiwany. W poszukiwaniu "pluskwy" demoluje swoje mieszkanie. Ale nic nie znajduje. Końcowe ujęcie: Hackman siedzi oparty o ścianę i dmie w saksofon.
10. "Kobiela na plaży" Andrzeja Kondratiuka - jedyny w tym gronie dokument, choć inscenizowany. Na końcu Bogumił Kobiela jak na dżentelmena przystało żegna się z plażowiczami w Sopocie. Najwyraźniej chce pożegnać się z wszystkimi. A w tle Czesław Niemen śpiewa: "Że nie wrócisz, ja wiem, czas upłynął jak sen. Zgubiłem twój ślad i teraz w świat pójdę już sam".
To oczywiście wybór, a więc chwilowy kaprys, podobnych dziesiątek mógłbym ułożyć jeszcze pewnie kilka. Ale ta jest taka, a nie inna. Zachęcam Was, żebyście dzielili się ze mną swoimi scenami, momentami z filmów wartymi zapamiętania.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

O krok od nich

niedziela, 21 stycznia 2007 23:17


"O krok od nich. Przekłady z poetów amerykańskich" Piotra Sommera. Książka, która przez ostatnie tygodnie pomagała mi pokonywać autobusowe godziny do i z pracy. Symptomatyczne, że za ilustracje posłużyły reprodukcje obrazów Jane Freilicher, amerykańskiej malarki. W przenikliwym szkicu na końcu książki Sommer pisze: "Status najbardziej pewny i kształt najbardziej precyzyjny mają tu rzeczy intymne, dotykalne i zmysłowe. A status najpewniejszy posiada człowiek, którego na obrazie nie ma, ale którego obecność jawi się nam bez trudu". Odnosi się to i do obrazów J.F., i do zamieszczonych tu wierszy. Myślę, że polska poezja współczesna zawdzięcza Amerykanom o wiele więcej niż tradycji polskiej. Dlaczego? Polska poezja nigdy w takim stopniu co amerykańska nie była skupiona na konkrecie. Kiedy stężenie ideologii staje się nieznośne, ratunkiem jest "studium przedmiotu", a butlami tlenowymi książki takie jak "O krok od nich". Zażyłem i oto skutki.

DO POETÓW AMERYKAŃSKICH

(czytając antologię „O krok od nich”)

 
Wierzycie w tak wielu bogów Poeci Amerykańscy

wasi bogowie mieszkają w Nowym Jorku Iowa Ohio

w górach na równinach nad brzegiem oceanu i w głębi kontynentu

mają tyle imion Jezus Jahwe Allah Pan Śmierć

że można dostać kręćka jak na Piątej Alei na której zresztą

nigdy nie byłem choć mam na niej meldunek w wyobraźni

(dzieje się u was tyle w tych waszych stanach z których każdy

mógłby być Polską że wyobraźnia wam niespecjalnie potrzebna co?)

 

myślę o was stojąc na przystanku autobusu 403

który rano zabiera mnie do pracy a wieczorem przywozi z powrotem

do domu gdzie rosną moje dzieci i moje drzewa

uśpione teraz i przypominające ekspresjonistyczną grafikę

na tle nieoświetlonego grudniowego nieba

myślę o was patrząc na krążek śliny pozostawiony

przez śpieszącego dokądś chłopca, tuż przed moimi butami

i kiedy wrzucam do kosza bankową kopertę zapisaną jasną treścią zakupów

 

a wy Poeci Amerykańscy

myślicie czasem o nas środkowych Europejczykach?

albo raczej

myślicie czasem o mnie?

albo raczej

myślicie czasem o samotności otoczeni przez tylu bogów?

 

jesteście tacy głośni że choćby wymarło całe wasze pokolenie

wasz głos wciąż będzie niósł się między szczytami Poeci Amerykańscy

a ja będę myślał o was w różnych przypadkach i osobach

muszę to wreszcie powiedzieć: kocham was cholerni Amerykanie

od pierwszego wejrzenia w wasze zadowolone z siebie i zblazowane wersy

ale powiedzcie

myślicie czasem o zagubionych prowincjach?

dopuszczacie czasem myśl że słowo przetrwa

koniec wszystkich światów?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Ecce Home

sobota, 20 stycznia 2007 13:29

Dom, w którym mieszkam. Ma grubo ponad sto lat. We wrześniu 1939 roku mieścił się tutaj sztab IX Podlaskiej Dywizji Piechoty. Potem Niemcy ulokowali tu komórkę NSDAP. Po "wyzwoleniu" mój dom był siedzibą miejscowego NKWD. W ścianie piwnicy  jeszcze niedawno były metalowe kółka do zaczepiania łańcuchów, którymi skuwano więźniów. Teraz mieszkam tu ja i próbuję opisać to miejsce:


HISTORIA

 
Czołgi Guderiana osiągają linię jezior koronowskich

Dziewiąta Podlaska wkrótce zostanie rozbita

w moim mieszkaniu trwa ostatnia narada sztabu

za parę miesięcy wprowadzi się tu NSDAP a za lat parę

NKWD trzydzieści lat później obok mojego okna powieszą

tablicę ku pamięci za kolejne trzydzieści parę o niej zapomną

a ja będę siedział sam w mieszkaniu przy ulicy Dworcowej

dawniej Stalina dawniej Hitlera i będę słuchał Komedowskiej

Litanii w wykonaniu Tomasza Stańki z zespołem i wprawiał

się w nastrój przed kolejną potyczką w plecaku będzie czekać

ćwiartka gorzkiej żołądkowej piwo tyskie parę książek

gorzką żołądkową wypijemy z dwoma piszącymi kolegami

podczas festiwalu poezji tyskie wypiję sam książek nawet nie tknę

ciekawe co miał przy sobie dziadek kiedy na początku września ‘39

brali go do niewoli miał wtedy tyle lat co ja za rok

w niewoli spędził ich więcej niż ja w tym mieszkaniu

przy ulicy Dworcowej dawniej Stalina dawniej Hitlera


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  786 932  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Literatura w czasach zarazy.

O mnie

Jarosław Jakubowski. Urodzony 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Absolwent tamtejszego VI LO. Studiował budownictwo i politologię. Zawód: reporter.
Wydał osiem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych" i "Flow". Oraz jedną z prozą - "Slajdy". "Pseudo" i "Slajdy" otrzymały tytuły Bydgoskiej Książki Roku. Równolegle rozwija karierę dramatopisarską. W 2007 roku w Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka odbyło się sceniczne czytanie tragedii pt. "Dom matki", w roku 2010 komedia pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego. W tymże samym roku dramat "Generał" znalazł się w finale konkursu "Metafory Rzeczywistości" Teatru Polskiego w Poznaniu.
Współpracownik dwumiesięcznika literackiego "Topos". Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Koronowie.

Statystyki

Odwiedziny: 786932

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl