Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 328 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Gnojenie, POlska specjalność

czwartek, 29 listopada 2007 16:28
Należę pewnie do ostatniego pokolenia, które jeszcze pamięta PRL. Dla niewtajemniczonych - to takie państwo, co się nazywało Polska Rzeczpospolita Ludowa, a każdy człon tej nazwy był kłamstwem. Nie "Polska", bo z sowieckiego nadania i pod sowieckim faktycznym zarządem. Nie "Rzeczpospolita", bo do partyjnej nomenklatury należąca. I nie "Ludowa", bo lud miał zapieprzać i cicho siedzieć, a co cztery lata kartkę bez skreśleń do urny wrzucać.
Ale było paru takich, którym się to nie podobało i mieli odwagę czerwonemu powiedzieć po polsku: "a wała!". Po 1989 roku to oni mieli przejąć stery państwa, a raczej stworzyć nowe państwo. Nic takiego nie nastąpiło, bo w służbach specjalnych i w gospodarce panoszyły się wciąż te same kreatury, tylko że teraz pod innymi szyldami. A ci nieliczni, którzy w dalszym ciągu mówili, że nie tak miało być, zostali określeni "oszołomami". Pamiętacie Andrzeja Kerna? Zmarł w tych dniach. Był wicemarszałkiem Sejmu. Sprytnie przeprowadzona prowokacja z udziałem "Gazety Wyborczej", "Nie" Urbana, a nawet reżysera Piwowskiego zniszczyła go publicznie. A Jan Olszewski, obrońca opozycjonistów w stanie wojennym, a Antoni Macierewicz, działacz KOR i ROPCIO, jeden z najodważniejszych polskich dysydentów? Obaj po "nocy teczek" w 1992 roku przez propagandę michnikowszczyzny zostali zakwalifikowani jako szaleńcy. Dzisiaj, po przeprowadzonej przez Macierewicza likwidacji WSI zamiast nosić go na rękach, media wciąż robią z niego diabła. Posłanka Radziszewska z PO, ta co lubi autem jeździć po pijaku, powiedziała niedawno, że Macierewicz nie może zasiadać w komisji do spraw służb specjalnych, "bo ma złe idee". To ważne stwierdzenie. Jakie idee są więc dzisiaj dobre? Ano, pewnie takie, jakie ma towarzysz Janusz Zemke z SLD. Kiedy Macierewicz siedział w "internacie", Zemke jako I sekretarz KW PZPR w Bydgoszczy pierdział w ciepły fotel. Dzisiaj PO zrobiła go szefem komisji do spraw specsłużb. Dobre idee ma pewnie towarzysz Marek Borowski z SdPL (kolejna popłuczyna po PZPR), zrobiony przez PO szefem komisji ds. kontaktów z Polonią. Pewnie po to, żeby "podziękować" Polonii za gremialne poparcie dla PiS.
Gnojenie to prawdziwie POlska specjalność. Centralne Biuro Antykorupcyjne, pierwszy polski organ ścigania powstały według "opcji zerowej" (a więc bez udziału dawnych ubeków) dzisiaj traktowany jest jak chłopiec do bicia. PO zaczęła swoją przygodę z władzą od poszukiwań haków na Mariusza Kamińskiego, którego największym grzechem jest zdecydowany antykomunizm. Nagonka medialna zrobiła swoje. Kilka dni temu 33-letni zastępca Kamińskiego dostał udaru mózgu. Facet uwierzył, że Polska może być krajem wolnym od czerwonej zarazy. Jaśnie nam panująca partia małych i większych geszefciarzy sprawnie go pouczyła, kto tu rządzi.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Na szkle malowane

wtorek, 27 listopada 2007 9:50
Zostałem zaproszony na spotkanie autorskie w koronowskim Zakładzie Poprawczym dla Dziewcząt. Stoi przy tej samej ulicy, a byłem tam pierwszy raz. Budynek pamięta czasy, kiedy mieścił się w nim Sąd Grodzki. Obszerna klatka schodowa z gipsowymi, malowanymi stiukami i kutą w żelazie balustradą, szerokie korytarze i duże, wysokie pomieszczenia, które obejrzałem dzięki uprzejmości Pani Dyrektor. W nich - dziewczyńsko, różowo i ciepło. Tylko kraty w oknach i pani strażniczka w dyżurce z monitorami przypominają, gdzie jesteśmy.
Spotkanie odbyło się w przestronnej sali służącej też za kaplicę. Siedziałem na podeście, za mną na ścianie wisiał duży krzyż. Dziewczyny słuchały uważnie, kiedy czytałem im wiersze z "Pseudo" i kiedy - nieźle się bawiąc - wchodziłem w rolę Jowialskiego wspominającego swe prl-owskie dziecięctwo w "Ojcostychu". Potem set pytań - mądrych, dociekliwych. Wyjątkowo aktywna była dziewczyna z włosami upiętymi w kucyk. Sprawiała wrażenie, jakby rozumiała więcej niż pozostałe. Kilka razy napotkałem jej spojrzenie, uważne, może nawet "świdrujące".
- Miła dziewczyna - zauważam po spotkaniu.
- Niech pan się nie da zmylić - mówi Pani Dyrektor i uśmiecha się z niejakim politowaniem.
Dostałem od dziewczyn szklany talerz malowany w kolorowe kwiaty.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nieśmiertelnik

wtorek, 20 listopada 2007 20:34



Mój dziadek Józef Spychalski, rzeźnik, syn mistrza rzeźnickiego Ignacego, dnia 24 sierpnia 1939 roku został zmobilizowany w randze strzelca do Batalionu Obrony Narodowej Koronowo. Punkt zborny mieścił się w budynku dzisiejszego LO na rogu Szkolnej i Farnej.
"Sprawdzano stany drużyn i plutonów, wydawano oporządzenie i broń. Uzbrojenie było bardzo słabe i przestarzałe. Karabiny z czasów I wojny światowej, amunicja zleżała, mało granatów ręcznych. Oficerowie nie otrzymali żadnego uzbrojenia, nawet hełmu, mapnika czy lornetki. 25.VIII batalion koronowski wyruszył na przydzielone mu stanowisko bojowe" - pisze w swoich wspomnieniach Kazimierz Śmierzchalski, dowódca II plutonu w I kompanii BON Koronowo, tej samej, w której służył dziadek Józef.
Batalion ON Koronowo bronił odcinka środkowego Zgrupowania Koronowo między Buszkowem a Wierzchucinem Królewskim. Stanowisko dowodzenia batalionu mieściło się we wsi Więzowno w gospodarstwie rolnika Górskiego. Zaczęło sie o świcie 2 września silnym ostrzałem artyleryjskim całej polskiej linii obrony. Piechota niemiecka miała wsparcie czołgów. Nasza kompania dysponowała jednym drewnianym schronem dla ckmu. Oddajmy głos K. Śmierzchalskiemu, który jak sądzę opisuje wzięcie do niewoli również mego dziadka: "Ataki Niemców odpierał przez kilka godzin I pluton ppor. Walentego Kaczmarka, lecz wobec dużej przewagi wroga, braku amunicji i strat własnych, musiał ulec. Z I plutonu polegli 2 IX: Bronisław Wrzeszcz, Mieczysław Kokosza, Józef Lewandowski, Bolesław Brzóścik oraz kapral Szczupacki. Reszta plutonu z jego dowódcą dostała się ok. godz. 11 do niewoli". Śmierzchalski wspomina jeszcze: "Widziałem idących jak na spacer młodych żołnierzy niemieckich z zakasanymi rękawami mundurów".
Taka to była wojna i tak zakończył się w niej udział mojego dziadka. Trafił do Stalagu II A w miejscowości Neubrandenburg w Meklemburgii, 90 kilometrów na zachód od Szczecina. Po roku pobytu w obozie jenieckim został robotnikiem przymusowym w gospodarstwie rybackim. Jego niewola skończyła się 1 maja 1945 roku, 31 maja był z powrotem w Koronowie. Miał 39 lat, a przed sobą jeszcze małżeństwo i narodziny dwójki dzieci.
Dzisiaj rzucam się na pamiątki po dziadku jak pies, który wreszcie zwęszył trop. Niewiele zostało: blaszany nieśmiertelnik ze stalagu, kartka pocztowa od znajomego przysłana do obozu, znaczek do noszenia oznaczający narodowość polską oraz wycinek z niemieckiej gazety o tym, jak mój dziadek podczas niewoli uratował przed utonięciem siedmioletnią dziewczynkę.
Nigdy nie wiadomo, kiedy człowiekowi przyjdzie zostać bohaterem.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Polecam łaskawej uwadze

sobota, 17 listopada 2007 12:13
W najnowszym, listopadowym numerze pisma Przegląd Powszechny Adriana Szymańska pisze o mojej książce "Pseudo".
A listopadowa Odra, dokładnie jej "Ósmy arkusz", przynosi moją gro(z)teskę pt. "Spacer do klepsydry".
Zapraszam do lektury.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Amok, brat zwycięzców

piątek, 16 listopada 2007 21:05
Zulu Gula i Dzięcioł rozsiedli się w ławach sejmowych, Niesiołowski strzepnął wyborczą pianę z ust, Donek skręcił gabinet.
Jak to się mówi, szału nie ma.
Połowa to jacyś tam eksperci, czyli szara masa, druga połowa mierni i wierni dworzanie Donka. TVN w spowolnionych klatkach niczym w "Rydwanach ognia" oddał cześć ekipie. Polsat się cieszy, że będzie jak w (zaiste dennym) serialu reżyserki Holland, gdzie premier TUrSKi gromi wszelki ciemnogród.
Ale telewizornia jest w końcu od opowiadania bajek. Im głupiej, tym większa oglądalność. Najciekawsze jest jednak to, że w realu
ludzie, którzy naprawdę w te bajki wierzą. Mam to szczęście spotykać ich codziennie, rozmawiać z nimi, a nawet próbować delikatnie przekonywać, że jednak nie wszystko to, co im się wciska ze szklanego ekranu, jest prawdą. To ciekawe doświadczenie. Większości z nich jest zupełnie obojętne co będzie po wyborach, liczy się tylko to, że odsunięto od władzy Lorda Vadera. Że PO gładko wycofało się ze swoich sztandarowych obietnic (podatek liniowy, ordynacja większościowa, bon oświatowy, likwidacja KRUS)? Nic to. "A wy we wszystkim słuchaliście się Rydzyka" - pada odpowiedź. Że rzekomo "lepsza" PO robi to, co po wygranej robił Lord Vader, tylko że jeszcze bezczelniej (czyli czyści służby specjalne i administrację, a także ustawia pod siebie media publiczne)? "A Fotyga to co?" - słychać rzeczowy argument.
No właśnie. Jest pewna granica, za którą rozmowa staje się wymianą niezrozumiałych komunikatów. Tą granicą jest zdrowy rozsądek. Gdy zastępuje go ślepa nienawiść do przeciwnika, polityka zmienia się w wojnę. Na początku amunicją są słowa, potem paragrafy, ale jest i cięższy arsenał.
Tak czy tak, ktoś będzie musiał pogrzebać poległych.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  786 908  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Literatura w czasach zarazy.

O mnie

Jarosław Jakubowski. Urodzony 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Absolwent tamtejszego VI LO. Studiował budownictwo i politologię. Zawód: reporter.
Wydał osiem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych" i "Flow". Oraz jedną z prozą - "Slajdy". "Pseudo" i "Slajdy" otrzymały tytuły Bydgoskiej Książki Roku. Równolegle rozwija karierę dramatopisarską. W 2007 roku w Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka odbyło się sceniczne czytanie tragedii pt. "Dom matki", w roku 2010 komedia pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego. W tymże samym roku dramat "Generał" znalazł się w finale konkursu "Metafory Rzeczywistości" Teatru Polskiego w Poznaniu.
Współpracownik dwumiesięcznika literackiego "Topos". Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Koronowie.

Statystyki

Odwiedziny: 786908

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl