Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 661 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


"Slajdy" w księgarniach, poezja w oknie

niedziela, 29 listopada 2009 11:36



Tom prozy "SLAJDY" powinien być już dostępny w sieci księgarskiej Matras. Pytajcie księgarzy, domagajcie się "SLAJDÓW". Autor nie pogniewa się też jeśli zamówicie książkę bezpośrednio u niego. Wystarczy napisać do niego mejla na adres j.jakub74@wp.pl, a on już załatwi resztę. Jeśli jesteście organizatorami życia kulturalnego w Waszych miejscowościach, to podpowiadam, że możecie zaprosić autora "SLAJDÓW" na spotkanie z czytelnikami. W tej sprawie również wystarczy napisać mejla.

W czwartek wybieram się do Sopotu na Festiwal Poezji "Lublin nad morzem", którego program podaję. Chcę z okna sopockiego Spatifu przeczytać któryś z nowych wierszy. Mam nadzieję, że się zobaczymy.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kościół powszechnie sprywatyzowany

środa, 25 listopada 2009 18:30


Dwie nowe powieści współczesne przynoszą ważne diagnozy polskiego katolicyzmu. Kłopot w tym, że są to oceny rzadko tylko wykraczające poza doraźne, publicystyczne spory.


Karol Maliszewski napisał wielogłosową powieść „Sajgon", którą równie dobrze można potraktować jako cykl opowiadań połączonych czasem i miejscem. Czas - współczesność, miejsce - prowincjonalna Nowa Ruda z osiedlem zapuszczonych (pod każdym względem) ruder zwanych „Sajgonem". Akcja rozgrywa się w środowisku lokalnej inteligencji - są tu nauczyciele, siostra zakonna, lokalny literat „Maliszewski Karol" nota bene.  Każdy z nich ma do opowiedzenia własną prawdę o miejscu, w którym żyje. Jeden z bohaterów, podczas szkolnej pielgrzymki na Jasną Górę, mówi: „Żeby żyć pozorem pełni, trzeba mieć w sobie chociaż pozory prawdy. Nawet nasz głupi oddech musi mieć poczucie sensu, musi rozgrywać się, zachodzić w prawdzie".


Głód sensu towarzyszy tu wierzącym i niewierzącym. Ale każdy z nich sens rozumie po swojemu. Bohaterowie Maliszewskiego nie szczędzą krytyki Kościołowi instytucjonalnemu. Jeden z nich nazywa go „instytucją zakłamaną i sztuczną", co nie przeszkadza mu jednocześnie twierdzić, że „jest świat poza tym światem". Konsekwencją takiego rozdwojenia jest tworzenie czegoś w rodzaju prywatnych, międzyludzkich Kościołów, iluzji która zaspokaja głód transcendencji, a jednocześnie daje poczucie „chociaż pozorów prawdy".


Nie brak w nowej powieści Maliszewskiego ociekających brudem opisów brzydoty małomiasteczkowej rzeczywistości, której najważniejszymi kreatorami są nie władza, szkoła i Kościół, ale ulica. Wśród kolejnych aktów bezsilności wobec powszedniejącego upadku, pojawiają się jednak wyznania świadczące o tym, że walka trwa i nie wszystko jeszcze stracone. Swoistą filozofię działania reprezentowaną w „Sajgonie" dobrze oddaje credo jednej z postaci: „Wierzę w człowieka. Nie w siebie samotnego i jedynego. Wierzę w to, co zachodzi między ludźmi, wierzę w gorzkie, trudne człowieczeństwo uginające się pod ciężarem następnej trumny". A w innym miejscu czytamy: „Jedynym jesteś wtedy, gdy inni mają z tego pożytek".


Czy jednak w tym międzyludzkim, antropocentrycznym „Kościele" jest miejsce na samego Boga? Pisarz unika jednoznacznej odpowiedzi, co częściowo uzasadnione jest samą konstrukcją powieści. Jedna z bohaterek wyznaje, że „Chrystusa pojęła jako zadanie", inny narrator szkicuje zaś taką wizję eschatologiczną: „Jest (...) jakaś myśląca, czuła próżnia. Z tą próżnią trzeba dojść do porozumienia. Sprawiedliwa otchłań". Szkoda, że Maliszewski pozwolił „rozpuścić się" ważnym problemom, które w tej książce zaledwie dotyka. Świetne, reportażowe fragmenty aż się proszą o równie mocne, wyraziste postaci, które zdołałyby unieść tak ważne dziś pytania o to, jaką rolę powinien spełniać Kościół i religia w życiu społecznym i czy możliwy jest w życiu katolika kompromis pomiędzy realiami państwa świeckiego a dogmatami wiary. Z pewnością „Sajgon" nie jest powieścią katolicką, ale można potraktować go jako literacką metaforę świadomości człowieka poszukującego, a być może nawet - odnajdującego, „[...] bo Bóg bez nas nie pociągnie, tak jest słaby, chromy i ludzki, jak również i my bez Niego jak te szmaciane figurki w podpalonym przez faszystów wędrownym, żydowskim teatrze".


Podobny niedosyt pozostawia przeszło 450-stronicowa powieść Jerzego Sosnowskiego pt. „Instalacja Idziego". To dla odmiany historia rozgrywająca się w latach 2003-2004 w Warszawie i najbliższej okolicy. Pisana zaś, jak głosi podpis na końcu, w lipcu 2004 oraz w lipcu-grudniu 2008 roku, a więc tuż przed i tuż po ważnym epizodzie w naszej historii najnowszej, który jedni nazywają „rewolucją moralną", inni „IV RP", a jeszcze inni „kaczyzmem". Książkę Sosnowskiego można nazwać wielką rozprawą o polskiej duchowości, w której katolicyzm wciąż pełni rolę szczególną. Nie jest już przede wszystkim konstytucją życia duchowego większości Polaków, ale instrumentem manipulacji dokonywanej zarówno przez prawicę, jak i lewicę. Sosnowski pragnął pokazać, że katolicyzm albo szerzej - chrystianizm zamiast być elementem wojny ideologicznej, powinien stać się czymś większym i głębszym, sprawą życia i śmierci. Stąd postać Idziego Janika, dwudziestolatka, który - mówiąc najkrócej, ale i najściślej - „świecił". To taki polski, współczesny „jurodiwy" - cały poświęca się dla innych, posiada dar uzdrawiania i wywołuje u ludzi nieposkromioną potrzebę zwierzania się z najintymniejszych tajemnic. Wkracza w momencie, kiedy życie publiczne targane jest niepokojami: wybucha afera pedofilska z udziałem znanych ludzi, trwa gra teczkami wyciąganymi z archiwów IPN-u, a ideologiczny spór między - ogólnie mówiąc - liberałami a konserwatystami zdaje się osiągać swoje apogeum. Główny bohater powieści, dziennikarz telewizyjny Waldemar Wilkowski (domniemany ojciec Idziego) w pojawieniu się chłopaka widzi szansę na zmianę swojego życia, poddanemu nieznośnej ambiwalencji. Wprawdzie kiedyś „pod wpływem lektury świętego Augustyna postanowił rzucić wszystko w diabły i zostać księdzem", ale ostatecznie został... notorycznym rozwodnikiem, który właśnie próbuje ocalić rozpadający się związek z czwartą żoną.


Tyle że w świecie powieściowym Sosnowskiego żadna z postaci nie przechodzi poważniejszej przemiany - szuje pozostają szujami, feministki feministkami, narodowcy narodowcami, a hamletyzujący Wilkowski nie potrafi przyjąć „dziwacznego daru", jakim był w jego życiu Idzi. Nie brak w tej historii wyrazistych bohaterów (jak choćby przeżywający kryzys powołania ksiądz Cabaj czy też czule zarysowana postać Teresy, żony Wilkowskiego), ale ich dylematy podane są na ogół w formie monologów; brakuje ostatecznego starcia przeciwstawnych racji, tak jakby wszyscy chcieli być dla siebie do końca mili i uprzejmi. Dramat rozgrywa się raczej w sferze myśli i deklaracji, niż w świecie rzeczywistych wyborów. Te, mam wrażenie, zostały dokonane poza bohaterami, którzy       biernie na nie przystają.


Jedyną postacią powieści, która zachowuje się konsekwentnie, czyli w zgodzie z własnymi przekonaniami, jest Idzi. Czy to nie paradoks, że jest jednocześnie w tej historii kimś najmniej realnym? Metaforycznie odczytując jego wypadki możemy powiedzieć, że katolicyzm to dana nam szansa, owa tytułowa „instalacja", a to czy z niej skorzystamy, czy nadamy jej praktyczny, codzienny wymiar, zależy już od nas.


Co zrobiliśmy ze swoją wolnością? - pytają obaj pisarze. Odpowiedź, sądząc po obu powieściach, wydaje się oczywista: nie potrafimy skorzystać z tego daru. „Co mam zrobić, żeby wyłamać się z tego bardziej? Z czego właściwie chcę się wyłamać?" - zastanawia się bohater Maliszewskiego, „Żyć naprawdę, jeśli tylko będzie to możliwe" - asekuruje się bohater Sosnowskiego, obaj tak samo bezradni. Ale od literatury mamy prawo oczekiwać czegoś więcej niż stawiania słusznych skądinąd pytań i sprawnego skatalogowania publicystycznych spostrzeżeń.


Karol Maliszewski, Sajgon, Biuro Literackie, Wrocław 2009

Jerzy Sosnowski, Instalacja Idziego, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Małej kolejki, małej Amazonki szlakiem

poniedziałek, 23 listopada 2009 12:49

Nie ma jak to wypuścić się w nieznane. Nawet jeśli nieznane znajduje się tuz za miastem. W niedzielę wyekwipowaliśmy się, dzieciaki i ja, i ruszyliśmy szlakiem koronowskiej wąskotorówki. Najpierw ulicą Wąskotorową. To jedyna, słowna pamiątka po stacji kolejki i po lokomotywowni. Dalej śladów jest więcej. Na ul. Pomianowskiego został wąski pasek po torach, a po łagodnym skręcie w prawo, między ogródkami działkowymi, nasyp jest wyraźny i nawet z resztkami podkładów.

Mijamy oczyszczalnię i wchodzimy w tunel ostrokrzewów. Wyobrażam sobie jak przed laty sunął tędy "samowarek" ciągnący śmieszne, trochę westernowe wagoniki. Za chwilę zadudniłby na moście nad Brdą. My wchodzimy z drżącymi nogami, ale mimo lęku wysokości robię dziarską minę, żeby sobie Olaf z Zosią nie pomyśleli, że tata pęka.

Z mostu pyszne widoki, na zieloną wstążkę Brdy, naszej małej Amazonki, na wzgórza Grabiny z błekitnawoszarą cebulą kolegiaty. Tu jest moje miejsce - myślę sobie nie wiem już który raz. Ale dobrze jest od czasu do czasu w tym przekonaniu się utwierdzić.

Za mostem mamy trzy możliwości: w lewo, błockiem leśnej dróżyny w stronę Okola, Stopki, Starego Dworu, wielkim łukiem wracając do Koronowa, ale to nie na nogi dzieciaków; powrót tą samą drogą, tyle że to akurat niezgodne z naszym kodeksem zdobywców; no i trzecia droga - w prawo, liściastym lasem porastającym strome zbocze rzecznej doliny. Las bukowy! Całkiem inna bajka niż żywiczny bór iglasty. Jest pełen wykrotów, grzybów wyrastających z podłoża jak mięsiste uszy, mazi skrytej tuż pod brunatną pierzynką liści. Idziemy!

Na początku jest przyjemnie, bo droga wije się dnem jaru i choć trochę błotnisto tutaj, to da się iść. Ale nagle droga się kończy, to znaczy zmienia w potok. Musimy wspiąć się na grzbiet przypominający ogromnego, pokrytego liśćmi wieloryba. Idziemy grzbietem wielkiej ryby i nagle rozdziawiamy buzie ze zdumienia, bo stajemy nad przepaścią! Strumyczek spływający zboczem do rzeki wyżłobił w ilasto-gliniastej glebie jar głęboki na jakieś pięć metrów i stromy jakby wycięty brzytwą. Już wiemy, że czeka nas bój, żeby przedostać się na drugą stronę. Break on trough to the other side.

Olafowi udaje się to znakomicie. Mnie znacznie gorzej. Ląduję w strumieniu. Buty grzęzną w galaretowatej substancji, która wydziela zapach jakby wszystkich jesieni od początku świata. Ale trzymam Zosię przed sobą nie pozwalając, żeby znalazła się w wodzie. Wreszcie chwytam jakiś krzaczek, podciągam się, przebierając butami w śliskiej glinie, parę upadków i w końcu jesteśmy na przeciwległym brzegu.


Dalsza droga to już plaża. Włazimy w jakąś nadrzeczną gęstwinę, przeskakujemy resztki drucianego ogrodzenia i jesteśmy na terenie dawnej cegielni. Jej ogromny budynek straszy dziurami po oknach, pustką drążącą go już wiele lat. Obok ceglany domek, na oko była siedziba dyrekcji, teraz chyba zamieszkany, bo w oknach wiszą firanki. Żeby nie obudzić licha cicho idziemy do furtki. Oby nie była zamknięta. Nie jest! Wydostajemy się na ulicę. Jeszcze tylko przejście kładką na „naszą" stronę Brdy, krótki popas na placu zabaw i wracamy do domu. W domu czeka na nas mama, która na nasz widok z miejsca włącza pralkę.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Życie ze strachu

piątek, 20 listopada 2009 8:27
Żyjemy w czasach zmasowanego straszenia Epidemią, Pandemią, Końcem. Serwisy informacyjne puchną od doniesień o kolejnych przypadkach zachorowań, podejrzeń zachorowań i podejrzeń o podejrzenia zachorowań. Z aptek zniknęły maski. Kto żyw szczepi się, kto nie żyw, niech żałuje że tego nie zrobił, żyłby nadal. Kto wie, może żyłby wiecznie. Tak jak na przykład celebryci, którzy umierają tylko po to, żeby odżyć i zarabiać jeszcze większe miliony niż za poprzedniego życia. Tyle tylko, że celebrytom życie wieczne obiecuje nie wiara, lecz plotkarskie strony internetowe i chłam kolorowej prasy. Zwykły zjadacz chleba umiera bez tego typu konsekwencji. Pozostaje mu "jedynie" perspektywa życia wiecznego, jeśli ją przyjmuje za swoją.

Śmierć jest dzisiaj czymś w rodzaju Czarnej Bestii (Black Beast z wiersza Teda Hughesa), która dopada zawsze innych. Wprawdzie wiemy, że dotyczy ona każdego bez wyjątku, ale ta oczywista konstatacja jakoś nie przedostaje się do oficjalnego obiegu. Krąży więc sobie w prywatnych rozmowach, sumieniach, rozmyślaniach. Tak długo jak udaje się utrzymywać Czarną Bestię z dala od nas, tak długo utrzymuje się strach przed nią. Dzięki strachowi dzisiaj się zarabia - zarabiają koncerny farmaceutyczne, media, agencje reklamowe, właściciele aptek, cała rzesza ludzi żyje ze strachu.

Tymczasem Czarna Bestia czuwa tuż przy tobie, kochany. Stoi za tobą, kiedy piszesz te słowa i kiedy je czytasz. Koniec właściwie już się stał, został jedynie odroczony w czasie. Dlatego nie masz powodu do strachu. Zdejmij maskę, zaszczep się jeśli sprawi ci to ulgę, ale nie panikuj i nie zarażaj paniką innych. Skup się na tym co ważne, na chwili jaką masz jeszcze do przeżycia.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Maski/Twarze Grzegorza Kociuby

środa, 18 listopada 2009 21:26



Grzegorz Kociuba, poeta, krytyk literacki, autor czterech książek poetyckich oraz tomu prozy, opublikował właśnie zbiór esejów, szkiców i recenzji o poezji pt. "Maski/Twarze". Książkę rozpoczynają dwa znakomite eseje: "Literatura a Pisarstwo" oraz "Poezja a doświadczenie indywidualne".

Znakomite są dlatego, że w klarowny sposób artykułują to, co czasem kłębi się gdzieś tam "z tyłu głowy", ale nie mamy czasu albo i cierpliwości, aby wydobyć to na światło dzienne. To zresztą cecha każdego rasowego pisarstwa. Naprawdę bliskie mi są rozpoznania Kociuby - rozdzielenie pisarstwa jako domeny samotności i ponadczasowości od literatury, domeny wspólnotowości i doraźności; definicja pisarza ("Każde wielkie, istotne pisarstwo czerpie siłę i natchnienie z mitu Księgi. Każdy pisarz, godzien tego miana, pracuje z przeczuciem, zarysem, wizją Księgi").

Pisarstwo krytyczne Kociuby cechuje się nie tylko klarownym stylem, ale też logiką wywodu, umiejętnością precyzyjnego definiowania i hierarchizacji rozpoznań. Jest to krytyk głęboko analityczny, który czytając dzieło oddaje mu niejako głos, pozwala mu wybrzmieć w różnych tonacjach i barwach analizy, przy czym nie narzuca mu siebie, swoich odczuć, przeczuć, przywidzeń. Jest to rzadki dziś okaz, ponieważ na ogół krytycy współcześni traktują analizowane dzieło jedynie jako punkt wyjścia do budowania dzieła własnego, które obudowuje, oplata swoją konstrukcją dzieło pierwotne, połyka je. Są krytykami-pasożytami, dla których literatura jest żerem. Dla Kociuby inaczej - literatura stanowi zbiór dzieł, które on stara się objaśnić, uwypuklić, ukazać w ostrzejszym świetle literaturoznawczych kontekstów.


Tym bardziej jestem dumny, że w "Maskach/Twarzach" znalazły się recenzje dwóch moich książek poetyckich - Pseudo ("Kronika rzeczy (nie) istotnych") oraz Ojcostychu ("Saga ojcem podszyta").

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  807 784  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Literatura w czasach zarazy.

O mnie

Jarosław Jakubowski. Urodzony 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Absolwent tamtejszego VI LO. Studiował budownictwo i politologię. Zawód: reporter.
Wydał osiem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych" i "Flow". Oraz jedną z prozą - "Slajdy". "Pseudo" i "Slajdy" otrzymały tytuły Bydgoskiej Książki Roku. Równolegle rozwija karierę dramatopisarską. W 2007 roku w Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka odbyło się sceniczne czytanie tragedii pt. "Dom matki", w roku 2010 komedia pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego. W tymże samym roku dramat "Generał" znalazł się w finale konkursu "Metafory Rzeczywistości" Teatru Polskiego w Poznaniu.
Współpracownik dwumiesięcznika literackiego "Topos". Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Koronowie.

Statystyki

Odwiedziny: 807784

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl