Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 660 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Notatka bez tytułu

piątek, 16 grudnia 2011 14:38

Od ostatniego wpisu w tym dzienniczku minął miesiąc i w zasadzie powinienem wymienić wszystkie ważniejsze wydarzenia, jakie w tym czasie mi się przytrafiły. Tylko czy blog to jest dziennik? Chyba nie, bo dziennik to jednak medium intymne, zamknięte dla oczu postronnych przez długi czas. A blog to słowo wystawione na widok publiczny. Gdybym zapisywał tu wszystkie ważne dla mnie przeżycia, zostałbym wzięty za taniego ekshibicjonistę. A nie chcę takiej łatki, nie takiej. Choć łatek u nas dostatek, tak mi się niechcący rymsnęło.


Mógłbym od biedy sporządzić raport z frontu pisarskiego. Pisałem przez ten czas dużo, choć skłamałbym, gdybym powiedział, że sprawiało mi to dużą radość. Raczej poprawianie, szlifowanie, przerabianie niż to co tygrysy lubią najbardziej, czyli eksplozje natchnienia, rozpękujące się banie z poezją, wodospady metafor, kaskady myśli co nie nowe. Skończyłem tym sposobem jedną rzecz na zamówienie i dwie inne, nie na zamówienie, choć staram się wszystko co piszę jakoś tam sobie "zamawiać". W ten sposób wmawiam sobie, że "muszę", w przeciwnym razie musiałbym powiedzieć, też sobie, że całe to moje pisanie to jakaś ucieczka przed czymś, co być może ważniejsze, donioślejcze, choć niekoniecznie efektowniejsze. Bo niby dlaczego problematyka "wojny polsko-polskiej", mojego literackiego dojrzewania czy też przemyślenia na temat "ja a świat" miałyby być ważniejsze niż patyk na drodze, ptak na drzewie czy mgła wisząca nad drogą? Nie twierdzę, że te akurat elementy są bardziej ważne, twierdzę jedynie że to, co nazywamy życiem źle znosi hierarchizowanie, grupowanie, katalogowanie, ponieważ jest szeroką rzeką. Rzeką mającą swój początek i koniec, ale jednak w przebiegu swym dziką i nieujarzmialną. A jeśli dodamy do tego nasze jaźnie i niejaźnie zanurzone w tej rzece, to zobaczymy, że mamy do czynienia z żywiołem tyleż przerażającym, co wytwarzającym rodzaj zobojętnienia. Zobojętnienia przez skupianie się na drobniusich jego fragmencikach.


Oczywiście przeczytałem też jakieś książki, niektórych tytuły nawet pamiętam, choćby listy Mrożka i Lema czy 535 wierszy Świetlickiego, nie było tego dużo, pewnie mógłbym i stać mnie na to, żeby czytać więcej i z pożytkiem większym, ale tak po prostu i zwyczajnie mi się nie chciało. Nie chciało mi się też oglądać telewizji i komentować wydarzeń, które być może wymagały komentarza, ale dziś brak mojej w tym względzie aktywności wydaje mi się równie pozbawiony znaczenia jak i same komentarze, gdybym je popełnił. Gazety przeglądałem pobieżnie, zatrzymywałem się na artykułach z tematyk, które mnie interesują, a więc literatura i teatr. A i tak większość z tych artykułów pozostawiła we mnie albo nic, albo przykre wrażenie, że ja to już wszystko gdzieś czytałem, a jeśli nie czytałem, to po prostu mógłbym przeczytać jakoś tylko inaczej wyrażone. I jeszcze wrażenie bezsilności wobec obowiązujących teraz trendów myślowych, które niewiele zresztą z myśleniem mają wspólnego.


Powinienem napisać o spotkaniu w Gdyni z Arturem Nowaczewskim i Krzysztofem Kuczkowskim, i o tym, że "Generał" w Gdyni dostał główną nagrodę z rąk Mrożka samego i o tym, że Mrożek do piersi mnie przytulił i że ja sobie to wydarzenie momentalnie zmitologizowałem na własny użytek. I że każdy sukces, sukcesik okupiony jest u mnie poczuciem winy, że ja a nie inni, tak samo jak każdy cudzy sukces, sukcesik okupiony jest moim: "a czemu to inni, a nie ja"? To wszystko pewnie zostałoby dokładnie opisane, gdybym tylko poczuł że powinienem, ale od dawna już mam tak, że przeżywam a równolegle kombinuję na co też to przeżycie spożytkować. Więc przeżywam, ale nie opisuję, bo szkoda przeżycia na opis, bo można na dramat, opowiadanie albo inny gatunek szlachetny, w szlachetności swej bardziej pokupny. Otwarte jest też pytanie na co komu mój opis moich przeżyć, moich przeżyć przetwory? Receptą na te niebezpieczne wątpliwości może być właśnie ta wzgardzona "problematyka". Taki Gombrowicz miał swoją problematykę, każdy wielki pisarz chyba ją miał, ale już Mrożek, też przecież wielki, chyba jej nie miał, przynajmniej nie tak wyraźnie jak choćby Gombrowicz. Brak problematyki zresztą też można uczynić swoją problematyką. Rzeka przyjmie wszystko.


Co jeszcze? Co jeszcze, duszo moja? Byłem na wystawie w Toruniu, o gniewie, i gniew różnych artystów różnych czasów sobie obejrzałem. Potem wyszedłem na ulicę i zjadłem loda w kawiarni. Obiecałem sobie, że napiszę relację z tej wystawy, bo w ogóle postanowiłem sobie, że jeśli recenzować to recenzować nie własną dziedzinę. Może w końcu to napiszę, na razie ważniejszym wydaje mi się opisanie tego, czego opisać się nie da. Na przykład kilometry, kilometry przejechane samochodem i przechodzone, i nawet te przestane w różnych środkach komunikacji. Wiele ich było, wiele, pamiętam nawet jakieś chwile z ich przebywania, pokonywania. Słońce na szybie, liść w kratce samochodowego nawiewu, ciemność z dzisiejszego ranka, kiedy wchodziłem w cichy, śpiący las. Wczorajszą czułą szorstkość mężczyzny, który wsiadł do autobusu z córką i jej synkiem. Jego szorstkie, krótkie kwestie wypowiadane znużonym głosem przeciwko związkom zawodowym i przeciwko pracodawcom. Jego szorstkie dłonie nie mogące poradzić sobie z wiązaniem dziecięcej czapeczki, głos tego dziecka, które siedziało obok mnie i moje złe myśli o tym, że przeszkadza mi w czytaniu pisma poświęconego dramaturgii współczesnej. Odbicia mojej twarzy w lustrach, lusterkach, szybach, karoseriach, kałużach, w rzece, poza którą nic przecież nie ma.


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: ja

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  807 744  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Literatura w czasach zarazy.

O mnie

Jarosław Jakubowski. Urodzony 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Absolwent tamtejszego VI LO. Studiował budownictwo i politologię. Zawód: reporter.
Wydał osiem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych" i "Flow". Oraz jedną z prozą - "Slajdy". "Pseudo" i "Slajdy" otrzymały tytuły Bydgoskiej Książki Roku. Równolegle rozwija karierę dramatopisarską. W 2007 roku w Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka odbyło się sceniczne czytanie tragedii pt. "Dom matki", w roku 2010 komedia pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego. W tymże samym roku dramat "Generał" znalazł się w finale konkursu "Metafory Rzeczywistości" Teatru Polskiego w Poznaniu.
Współpracownik dwumiesięcznika literackiego "Topos". Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Koronowie.

Statystyki

Odwiedziny: 807744

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl