Zacząłem grzebać się w powieści. Nie wiem co z tego wyjdzie, na razie przekopuję się przez materiały źródłowe, bo rzecz ma się rozgrywać w latach 20. ubiegłego wieku. Miejsce: Bydgoszcz (wtedy jeszcze często zwana Brombergiem).
Chcę opisać miasto, którego już nie ma. Mam bohatera, mam fabułę i dzień za dniem włażę w tamten świat. Gatunek: czarny kryminał, a jakże. Ale nie "breslauerowski" jak u Marka Krajewskiego. Bydgoski, polski, choć siłą rzeczy trochę i pruski. Trudno żeby było inaczej skoro w 1920 roku w mieście żyło 80 procent Niemców.
Będzie w tej historii wilgoć i mrok, prosto z Kanału Bydgoskiego i spelun, w których swoje pobory przepijali barkarze i flisacy.
Będzie oczywiście makabryczna zbrodnia, tajemnica i swoiście bydgoska mieszanina mieszczańskiej kołtunerii z pretensjami do światowości. No i wreszcie udowodnię, że Bydzia to nie Brzydzia! W międzywojniu Bydgoszcz była uznawana za jedno z dwóch, obok Wilna, najpiękniejszych i najlepiej utrzymanych polskich miast. Kresy Zachodnie rulezzz!
Porywam się z motyką na słońce, ale do końca roku zamierzam to słońce skolonizować. Proszę o westchnienie w tej intencji do świętego Franciszka Salezego, patrona pisarzy.
Wróciłem późno do domu. Po drodze zamknąłem drzwi wejściowe, ale na korytarzu przypomniało mi się, że nie zamknąłem furtki. Wróciłem się i wtedy zobaczyłem siebie jak zamykam furtkę. Przestraszyłem się. Postanowiłem wyeliminować drugiego człowieka, który się ode mnie oddzielił. W końcu udało mi się zrobić na niego udaną zasadzkę i zgładzić go.
Wówczas okazało się, że to ja byłem drugim człowiekiem, a tamten, martwy, był Jarem.
"W poszukiwaniu przygód" - ciąg dalszy. Wietrzna, zimna sobota sprzyjała wyprawom, więc się wyprawiliśmy, ja i moja trzyosobowa ekipa w składzie: Olaf (lat prawie 6), Zosia (lat 3 i pół) i Kuba (lat prawie 5), na linię jezior koronowskich. Tam, w 1939 roku Rzeczpospolita wybudowała system schronów przeciwko niemieckiemu najeźdźcy. Krótko były przydatne, bo już 2 września potyczki na linii jezior koronowskich zakończyły się wzięciem do niewoli oddziału BON Koronowo, w którym był między innymi mój śp. dziadek Józef Spychalski (babcia śmiała się potem, że poszedł na Niemców z... gazetą).
Bunkry, a według literatury przedmiotu, na odcinku około 20 kilometrów jest ich 8, zachowały się w dobrym stanie, jeśli chodzi o samą bryłę. Ale niektóre, jak ten:

nad Jeziorem Kadzionka w Buszkowie, zostały przez lata zasypane wszelakim śmieciem. Najlepiej zachowały się te wysunięte najbardziej na południowy zachód bunkry w Prosperowie nad Jeziorem Wierzchucinieckim Dużym i Jeziorem Słupowskim, jak na przykład ten:

Można do nich wejść i wyobrazić sobie, że auta jadące pobliską szosą to kolumna niemieckiej piechoty. I ciąć ją w myślach aż miło! Trzeba tylko uważać, bo w bunkrach lubią gnieździć się szczury. My akurat na żadnego nie natrafiliśmy. Dzieciaki miały frajdę skacząc po żelbetowych czaszach i wkładając głowy w otwory strzelnicze. Sporo wody w Brdzie musiało upłynąć, żeby zamiast terkotu ckm-u w bunkrach rozlegał się śmiech dzieci.
Trafić do bunkrów jest dość trudno i gdyby nie pomoc życzliwych miejscowych (a spotkaliśmy troje takich sympatycznych przewodników) człowiek błąkałby się po lasach i polach. Szkoda, że nikt nie pomyślał o oznaczeniu miejsc i zrobieniu do nich dojść. Ale może "with a little help of my friends" uda się to zrealizować? Chłopaki z września '39 by się ucieszyli :))
Polecam zacną stronkę Armia Pomorze, na której można dowiedzieć się wielu szczegółów o koronowskich bunkrach.
czwartek, 18 marca 2010
Licznik odwiedzin: 31494
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Literatura w czasach zarazy.

Nazywam się Jarosław Jakubowski. Urodziłem się 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Jestem absolwentem tamtejszego VI LO. Studiowałem budownictwo i politologię. Pracuję jako dziennikarz. Wydałem siedem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych". Za "Pseudo" dostałem Złotą Strzałę Łuczniczki - nagrodę za Bydgoską Książkę Roku 2007. Ostatnio opublikowałem pierwszą książkę prozatorską pt. "Slajdy". W 2007 roku Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka zorganizowało czytanie mojej debiutanckiej sztuki pt. "Dom matki", w roku 2010 moja sztuka pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego na polską komedię współczesną. Jestem współpracownikiem dwumiesięcznika literackiego "Topos". Należę do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Od stycznia 2009 kieruję bydgoskim oddziałem SPP. Mieszkam w Koronowie.