Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 328 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Constans

czwartek, 24 marca 2011 23:08

 

 

Niedawno na fb wpisałem zdanie: "już wiem, żadnej radykalnej poprawy nie będzie". Spróbuję rozwinąć ten zapis, choć w zasadzie zawiera on wszystko, co chciałem powiedzieć. Kiedyś, jeszcze całkiem niedawno, byłem przekonany, że wystarczy mocno się starać, pracować itd., żeby zmienić świat, a przynajmniej kawałek świata, który mnie otacza. Popadłem w coś na kształt błędnego koła dyskusji, polemik, blogowych potyczek, traciłem znajomych, kłóciłem się z przyjaciółmi. O politykę, ideologię, o to, żeby świat zechciał być taki, jak ja chcę, żeby był. Walka, bunt określały moją postawę wobec niego. Wobec jego obrazu, jaki w sobie nosiłem i pielęgnowałem. Świata jako stanu, który wymaga natychmiastowej i radykalnej zmiany. Pogodzenie, akceptację uważałem za synonimy kapitulanctwa wobec świata.

 

To trwało dość długo, całe lata. Zmieniły mnie, w polemicznych bojach nabrałem maniery , aby w każdym niemal napotkanym człowieku widzieć jeśli nie przeciwnika, to przynajmniej "materiał" do nawrócenia go na moją, to jest właściwą drogę. Na szczęście nic nie jest takie proste i moja opowieść też ma w sobie niejedno "ale".

 

Przede wszystkim od początku mojej "walki" miałem podskórne poczucie, że przystąpiłem do niej nie tyle z autentycznej potrzeby działania i zmieniania rzeczywistości, ile z głębokiej i nie do końca chyba uświadomionej potrzeby określenia się wobec świata, czy też odkreślenia się od niego, poprzez negację. Pamiętam taki moment, kiedy zaczęto mnie uważać za "poetę katolickiego", "frondystę", "konserwatystę". Z jednej strony mi to pochlebiało, bo nareszcie byłem "kimś", byłem "jakiś". Ale wewnętrznie pękałem ze śmiechu na widok siebie w kostiumie, jaki mi nałożono. Mimo to wypełniałem go niejako zgodnie z oczekiwaniami - pisałem artykuły pod tezę, wygłaszałem opinie pasujące do definicji, którymi mnie częstowano, napisałem nawet poemat o Europie, w którym poddałem totalnej krytyce całą cywilizację zachodnią, niewielkie mając o owej cywilizacji pojęcie. Paradoksalnie, był to czas, kiedy "dobrze mi szło", w sensie "kariery" literackiej czy publicystycznej.

 

Kłamstwo. To słowo coraz częściej pojawiało się w mojej głowie. Uczestniczyłem w kłamstwie, którego sam byłem twórcą i tworzywem, że zacytuję klasyka. Albo raczej - miałem rosnące poczucie, że nie buduję prawdy, nie mówię prawdy. A prawda jakaż może być, jeśli nie tylko i wyłącznie moja, przeze mnie sprawdzona i przeżyta? To nie jest opowieść z morałem, nie o morał w niej chodzi. Chodzi właściwie o samą opowieść, o taką narrację, która nie będzie składała się z tez i oblepiających je omułków w postaci słów. Martwych słów.

 

Żadnej radykalnej poprawy nie będzie. Ludzie nie wyjdą na ulicę, żeby powiedzieć "nie" nieprawości i zgniliźnie, ponieważ nieprawość i zgnilizna są częścią człowieka tak samo, jak jest nią prawda, dobro i piekno. Więc nawet jeśli jedni powiedzą "nie", inni będą krzyczeć "tak", czego obrazki mamy na Krakowskim Przedmieściu chociażby. Żadnej radykalnej poprawy nie będzie poza mną. Poza tym, czym mogę wpływać na otoczenie, na najbliższych mi ludzi. To zbieżne z tym, co wyczytałem dziś w kolejnym "Notesie" Wojtka Kassa drukowanym w "Toposie", redagowanym przez niestrudzonego Krzysia Kuczkowskiego.

 

Przed chwilą wysłuchałem audycji, w której pewien krytyk teatralny był łaskaw stwierdzić, że moja komedia "Życie" jako jedyna z pomieszczonych w antologii Teatru Powszechnego w Łodzi, nie powinna w zasadzie się w niej znaleźć. Bo budzi pana krytyka "dysgust". No i co? I nic, pan krytyk puścił swoje w eter, a ja swoje wiem i tego "swego" się trzymam. Trudno mi odejść od retoryki wojny ze światem, ale wiem, że muszę z nią zerwać. Nie będzie żadnej radykalnej poprawy. Będą kilometry głupstw toczone z dystyngowanych ust (rym niezamierzony), ale będzie też odkrywanie prawdy, krok po kroku, słowo po słowie. To największa przygoda życia!

 

PS Łaskawej uwadze polecam calutki "Topos" wraz z dołączonymi tomami wierszy Wojciecha Kudyby "Ojciec się zmienia" i Karoliny Sałdeckiej "Na własne oczy" (debiut!) oraz plakat poetycki pt. "Dziko sumienny w swoim znikaniu" niejakiego Jakubowskiego.


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: ja

komentarze (17) | dodaj komentarz

Kwiecień

sobota, 19 marca 2011 12:02

 

Gdybym miał jednym słowem podsumować moje teraźniejsze życie, to napisałbym "niepokoje". 21 kwietnia warszawska premiera "Generała", po której nie wiem czego mogę się spodziewać, ale wiem, że mogę spodziewać się wszystkiego; 1 maja Pierwsza Komunia syna, a wczoraj dowiedziałem się, że z małżonką mamy wygłosić w kościele podziękowanie w imieniu wszystkich rodziców; do tego jeszcze comiesięczne wizyty u dentysty, coby jakoś nadrobić stracone stomatologicznie lata; a i praca dziennikarska, że użyję eufemizmu, niewolna od sytuacji stresowych; a i praca pisarska, która jest pracą właściwą, bo, że użyję niezbyt udanej metafory, wysysającą soki z najgłębszych pokładów jestestwa.

 

Codziennie choć stroniczka, taki program pan pisarz sobie zadał i ten program realizuje w bólu (panujący nam prezydent napisałby "w bulu" a może "f bulu", wszak ortografię traktuje równie lekko jak pozostałe dziedziny poza myślistwem rzecz jasna). W bólu i wśród rzeczy świata tego, a więc: Libii, tsunami w Japonii, krachu systemu emerytalnego w Polsce i biedy naszej powszedniej. Pan pisarz jest krew z krwi, kość z kości i sól tej ziemi, więc dlaczego miałby odłączyć się od tych wszystkich spraw, które czynią go sejsmografem i wariografem w jednej osobie. Nie, nie, nie, pan pisarz nie uważa siebie za wyrocznię, a nawet nie uważa pokarmu, który przyjmuje za smaczny i pożywny, ale najzwyczajniej w świecie nie ma innego pokarmu dla pana pisarza poza rzeczywistością, z całą jej piękną popierdolonością.

 

Mógłbym wiele opowiadać nad czym teraz pracuję, ale po pierwsze nie chce mi się, a po drugie piszę na konkursy, bo jak dotąd wydaje mi się to jedyny sensowny powód spędzania godzin przy kompie zamiast przy dzieciach, żonie i Bóg wie jakich jeszcze pożytecznościach. W ubiegłym roku dzięki konkursom zarobiłem więcej niż na etacie. W tym roku nie zarobiłem jeszcze na konkursach ani grosza i w ogóle w tym roku zarabianie idzie mi słabiutko, ale zaciskam zęby i codziennie choć stroniczkę...

 

No i jeszcze ta ziemia, taka ogołocona ze śniegu, lodu i w ogóle wszystkiego, co osłaniało ją przed naszym wzrokiem. A teraz wszystko odkryte: trawa, mech, liście, patyki, gówna, śmieci, śmieci, całe archipelagi śmieci w lesie, przy szosie, pod domami i podejrzewam, że w głowach też, wszędzie śmieci, śmieci, śmieci. Leje się to to z telewizora i nie przestaje, telewizje ruszyły z nowymi programami, w których imitatorzy imitują imitacje, a po drugiej stronie szkła ludzie udają, że są odbiorcami rozrywki, podczas gdy są odbiorcami śmieci.

 

Więc z jednej strony moje niepokoje, a z drugiej? No właśnie problem w tym, że nie widzę, żeby cokolwiek je równoważyło. Dzieci, tak, nasza polisa na przyszłość, one są nadzieją, ale w co je wypuszczamy, w jaki świat? Niepokoje, niepokoje. Pan pisarz zadał kolejne ważkie pytanie. Pan pisarz wcisnął "control s".

 

A tu zbliża się Kwiecień. Czyż nie najokrutniejszy z miesięcy?

 


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: refleksje

komentarze (0) | dodaj komentarz

Poeci solidarni z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem

wtorek, 15 marca 2011 21:33

W związku z rozpoczynającym się 17 marca 2011 roku procesem, jaki Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi wytoczyła spółka Agora, wydawca „Gazety Wyborczej”, stanowczo sprzeciwiamy się próbie ograniczenia w Polsce wolności słowa.


Prawo każdego obywatela do głoszenia własnych opinii jest podstawowym warunkiem funkcjonowania demokracji. Kwestionowanie tego prawa w odniesieniu do poety to praktyka haniebna, naruszająca zarówno swobodę obywatelską, jak i dobro polskiej kultury.

Jako poeci i obywatele wyrażamy solidarność z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem i wzywamy związki twórcze, organizacje społeczne, niezależne media oraz wszystkich ludzi dobrej woli do zajęcia podobnego stanowiska.

Wojciech WENCEL


Marcin ŚWIETLICKI

Krzysztof KOEHLER

Marcin BARAN

Marcin SENDECKI

Krzysztof KARASEK

Leszek DŁUGOSZ

Leszek ELEKTOROWICZ

Jerzy GIZELLA

Wojciech KASS

Edward PASEWICZ

Artur NOWACZEWSKI

Szymon BABUCHOWSKI

Karol MALISZEWSKI

Stanisław CHYCZYŃSKI

Franciszek KAMECKI

Sławomir MATUSZ

Jarosław JAKUBOWSKI

Wojciech BANACH

Artur FRYZ

Marek CZUKU

Krzysztof KUCZKOWSKI

Przemysław DAKOWICZ

Janusz KOTAŃSKI

Maciej MAZUREK

ks. Jan SOCHOŃ

Roman MISIEWICZ

Jarosław TRZEŚNIEWSKI-KWIECIEŃ

 

Lista jest otwarta dla kolejnych poetów. Ewentualne zgłoszenia można kierować na adres:

wojciechwencel@tlen.pl


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: list, JMR

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie muszę

czwartek, 10 marca 2011 14:45

 

Ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że nie czytam książki, którą miałem przeczytać, nie piszę tekstu, który miałem napisać albo nie mówię tego, co miałem mówić. Przyjemne poczucie zobojętnienia idzie w parze z nie mniej przyjemnym poczuciem wolności. Oczywiście wolności wykrojonej w obszarze licznych konieczności. Ale potrafię się w tej enklawie wygodnie urządzić. Umiem podzielić czas na odcinki-zadania. Tak jest lepiej, higieniczniej niż pozwalać mu, czasowi, rozlewać się jak rzeka na wiosnę. Lubię mieć wrażenie (nie mam bladego pojęcia czy oparte na racjonalnych podstawach), że nie marnuję życia. Robię co w mojej mocy, żeby nie marnować.

 

"Nie muszę" - w tym króciutkim stwierdzeniu jest heroizm bycia niekoniecznym. Jestem niekonieczny światu, ale świat jest konieczny mnie. Niech moje bycie będzie ufundowane na mocnej bazie, a nie na chceniach. "Nie muszę" - ile za tym walki z sobą-akuratnym, sobą-nieasertywnym, sobą-wizerunkiem. Nie muszę rozdrabniać się na czynności, które oddalają mnie od sedna. Od pisania, od dzieci, od żony (możecie doczepić się do kolejności, nie mam nic przeciwko temu).

 

Kiedy idę z kijkami przez las, poczucie zobojętnienia, wolności i własnej niekonieczności jest głębokie i nie do zapomnienia. Utrwala się i uzależnia od siebie. Może powinienem nazwać to szczęściem? Czuję się dobrze, w tej konkretnej chwili nie czuję żadnych bólów, niczego się nie boję. Idę pewnie, mięśnie pracują miarowo i harmonijnie. Stadko saren przystaje pod lasem i odwracając łby, patrzy na mnie przez chwilę, po czym znika w ciemni drzew. Patrzę na biegnącą w oddali żonę i wiem, że za chwilę będzie szła przy mnie, że będziemy rozmawiać o naszych sprawach albo będziemy milczeć, bo milczenie też jest naszą sprawą. Nauczyłem się nie wypowiadać na głos słów, które płoszą nastrój chwili. Pieszczę je w myślach, szlifuję aż stają się moimi prywatnymi diamentami.

 

Gdzieś w tle są moi przyjaciele i wrogowie, sprawy w których jakoś tam uczestniczę, ale przecież które nie zdołają zwyciężyć we mnie pragnienia wolności. Łaknę poklasku jak każdy, kto tworzy, ale nie oddam za poklask nawet piędzi mojej enklawy. Tak mi dopomóż Bóg.

 


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: ja

komentarze (13) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  786 968  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Literatura w czasach zarazy.

O mnie

Jarosław Jakubowski. Urodzony 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Absolwent tamtejszego VI LO. Studiował budownictwo i politologię. Zawód: reporter.
Wydał osiem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych" i "Flow". Oraz jedną z prozą - "Slajdy". "Pseudo" i "Slajdy" otrzymały tytuły Bydgoskiej Książki Roku. Równolegle rozwija karierę dramatopisarską. W 2007 roku w Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka odbyło się sceniczne czytanie tragedii pt. "Dom matki", w roku 2010 komedia pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego. W tymże samym roku dramat "Generał" znalazł się w finale konkursu "Metafory Rzeczywistości" Teatru Polskiego w Poznaniu.
Współpracownik dwumiesięcznika literackiego "Topos". Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Koronowie.

Statystyki

Odwiedziny: 786968

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl