Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 661 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Po sobie, po tęczy, po kasę!

niedziela, 27 kwietnia 2008 20:32

Ten wpis czynię na gorąco, więc nie gwarantuję, że będzie obiektywny. Przed chwilą na kanale TVP Kultura obejrzałem Galę Silesiusa, nagrody literackiej miasta Wrocławia. 100 tys. PLN za całokształt dostał Tadeusz Różewicz, poeta wielki, może nawet największy, od lat mieszkający we Wrocławiu. Nagrodę za debiut roku (20 tys. PLN) dostała Julia Szychowiak za tom "Po sobie" wydany przez Biuro Literackie. Nagrodę - 50 tys. PLN - za książkę roku (zbiór "Po tęczy" wydany przez Biuro Literackie) otrzymał Andrzej Sosnowski.

Biuro Literackie to wydawnictwo mieszczące się we Wrocławiu i sponsorowane przez miasto Wrocław. Gala Silesiusa była kulminacyjnym punktem tegorocznego festiwalu Port Wrocław organizowanego przez Biuro Literackie. Przewodniczącym jury był prof. Jacek Łukasiewicz, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego.

Nie mam pretensji o to, że władze Wrocławia chcą promować swoich twórców i animatorów kultury. Niech to robią, bo robią to chyba najlepiej w kraju! Tylko po cholerę cały ten holyłódzki system "nominacji", które są po to tylko, żeby nominowani siedzieli jak kukiełki na scenie i udawali, że szlag ich nie trafia, gdy wygrywa kto inny. Ale może też po to, żeby organizatorzy tej szopki mieli argument: przecież nominowani byli związani nie tylko z Breslau!

Na końcu gali przywołano cytat z Anioła Ślązaka:

"Gdy duchem wzlecisz, człecze, nad miejsce i nad czas,
To możesz w każdej chwili wieczność poczuć wraz"

Organizatorzy "Silesiusa" jakoś nie mogli wznieść się co najmniej nad miejsce.

 

PS Szanowni Państwo, wybaczcie że zajmuję się tak przyziemnymi sprawami jak nagrody literackie. Z pewnością przemawia przeze mnie zawiść i małość, a nie jak chcę Wam wmówić, troska o przejrzystość zasad. Nie mogę wykluczyć też najprostszej możliwości - takiej otóż, że według obiektywnego jury Szychowiak i Sosnowski rzeczywiście napisali najlepsze książki w swoich kategoriach, a ja po prostu się czepiam jak rzep psiego ogona. (Różewicza z tych rozważań wyłączam, wszak to zupełnie inna kategoria, nie podlegająca, że tak powiem, ciśnieniom środowiskowym).

Z pewnością też problem, o którym tu napisałem, interesuje naprawdę niewielką garstkę. I może właśnie dlatego o nim napisałem :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Dziennik podróży

czwartek, 24 kwietnia 2008 11:59

To jest dziennik podróży, która się nie odbyła,

a jednak odbywam ją nieustannie.

Jest dzień wiosenny, niebo czyste.

Śpiewają ptaki i piły w tartaku.

Ulicą powoli idzie dziewczynka.

Jest ładna, za kilka lat zacznie

łamać serca chłopcom i pewnie ktoś

złamie jej serce. Ale teraz bije ono

spokojnie, pulsem tego wiosennego dnia,

który dopiero się zaczął.

 

To jest dziennik podróży,

a to są niewykonalne prace,

którymi trzeba go wypełnić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ogłaszam koniec poezji

piątek, 18 kwietnia 2008 16:10

W najnowszym numerze pisma literackiego "Red" (Radek Wiśniewski, Sławek Kuźnicki i spóła) na stronach 46-51 mój artykuł pt. "Jaka piękna klęska", opatrzony niezłymi mottami z "Pamiętnika" Stanisława Brzozowskiego. Tekst odnosi się do młodej poezji polskiej. Piszę w nim, że mi się ona nie podoba i dlaczego. Taki fragment Wam zapodam, a po resztę odsyłam do "Reda", który już jest w sprzedaży:

"Młoda (albo nowa) polska poezja jest poezją niedojrzałą i, co gorsza, nie ma ambicji, aby stawać się dojrzalszą. Zrywając z powagą i dezerterując z wojny o ludzkie dusze, popełniła grzech pierworodny i tym samym skazała się na wygnanie do zatęchłych nisz. Stamtąd może jedynie wysyłać słabo czytelne sygnały, ale jej opór przeciwko wszechogarniającej głupawce jest słaby i niezorganizowany jak polska kampania 1939 roku. Nieprzyjaciel z łatwością rozbija pozbawione amunicji oddziały, które, choć liczne, w rozproszeniu nie stanowią żadnej realnej siły. Starzy Mistrzowie okopali się na swych pozycjach, dowódcy-krytycy zamiast mobilizować do walki z wrogiem napuszczają jedne bataliony na drugie. Klęska poezji stała się faktem."

Czyli - kolejne moje skomlenie o Wspólnotę Wartości, Idei, Celów. Jak chleba łaknę dyskusji, polemiki, zwykłej rozmowy, która zastąpi to przeklęte poklepywanie się po pleckach i nieśmiertelne "miśki".

Dla ścisłości dodam, że ten numer "Reda" poświęcony jest zjawisku "zadymy". Oprócz mojego świetnych tekstów całkiem sporo, między innymi przegląd zadym literackich ostatnich lat według Grzegorza Hetmana, Radka Wiśniewskiego demitologizacja Jasnej Góry, wiersze Wojtka Borosa, Gosi Lebdy etc. No i jak zawsze w "Redzie" cała masa recenzyj.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Dziura w ziemi

wtorek, 15 kwietnia 2008 16:48

Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że moim największym talentem jest pakowanie się w tarapaty, w śnieg, lód, błoto, glinę, wypadki, poślizgi, stłuczki a także zbłądzenia na tzw. ziemi niczyjej wskutek nadużycia C2H5OH.

Dzisiejszy dzień stanął pod znakiem Wyprawy Po Piasek Do Piaskownicy. Załadowałem do bagażnika plastikową wanienkę, cynkowe wiadro i łopatę, na tylne siedzenie Olafa i śmignęliśmy do podkoronowskiej żwirowni. Wielka dziura w ziemi, a raczej w piachu i żerujące na niej żółte potwory z łychami wielkości naszego samochodu każda. Tylko jest problem: nie ma Szefa. Panek z koparki każe jechać w las, tam na pewno znajdziemy Szefa. Wjeżdżamy toteż w las, a koła smarują po wieloletnim błocisku, jakie tworzy się tylko na naszej szerokości geograficznej. Dojeżdżamy do jakiegoś skrzyżowania leśnych duktów, a tam limuzynka z opalonym w turbosolarze pankiem. Pytam czy jest Szefem, ale nie, przynajmniej nie w żwirowni. Zawracamy i znowu do koparki. Panek z kabiny mówi, że widocznie za słabo szukaliśmy, bo Szef na pewno jest w lesie.

- Zresztą, jedźcie do drugiej żwirowni, tą drogą, aż do końca.

Żwirownia numer 2 jest jakiś kilometr od tej z numerem 1. Ale jaki to kilometr! Kilometr piaszczystą drogą, poprzecinaną wzdłuż koleinami w których spokojnie zmieściłoby się małe dziecko. Brzuchem szuramy po niemalże pomarańczowym piachu, podskakujemy na dziurach, kamieniach i korzeniach. Wreszcie docieramy do celu, czyli budki Szefa numer 2. Jesteśmy szczęśliwi, bo przed nami cała masa białego piaseczku w sam raz do piaskownicy, a Szef numer 2 nie chce za to ani grosza.

- A bierz sobie z Bogiem.

Bierzemy. Bieluchny piaseczek wypełnia wanienkę aż miło. Ale nie dam rady jej przenieść do auta. Podjeżdżam bliżej. I to mój największy błąd. Koła zapadają się w grząskim podłożu, na nic próby jazdy do przodu i wstecz. Zawieszam się. Pomocy... pomocy... pomocy!!!

Panek od tutejszej koparki mówi, żebym podkopał samochód. Podkopuję, pot leje się ze mnie jak z żywego wodotrysku, wydobywam spod brzucha auta zbitą glinę i wilgotne kamienie. Wsiadam za kółko, włączam sprzęgło, zapalam silnik, puszczam sprzęgło, cisnę na gaz. Stoję. To samo na wstecznym.

Pomocy!!!!!!!

- To już będzie kosztowało. Dychę.

Boże kochany, tylko tyle za wyciągnęcie z najgłębszej dziury, w jaką kiedykolwiek wpadłem? Jestem jednak farciarzem. Panek z ciężarówką zaczepia nas na hol i ciągnie, ciągnie - wreszcie jesteśmy w strefie bezpiecznej. Teraz tylko załadować piach do bagażnika i do domu.

Po pierwszym kursie Olaf stwierdził, że przygód na dzisiaj mu wystarczy. Po drugą porcję wróciłem na żwirowisko sam. Podobnie po trzecią, czwartą i piątą. Piękne to były kursy. Od północo-zachodu zaczęła nadciągać burza. Zwałowisko stalowoszarych chmur zawisło nad ogromnym betonowym sarkofagiem elewatora zbożowego. Na szybie pojawiły się pierwze krople deszczu. W oddali błysnęło. Powietrze przepełnił zapach wiosny.

W radiu szła audycja z Krzysztofem Jaryczewskim. Stary rockowy wymiatacz, od dziesięciu lat bez dopalaczy, zaserwował słuchaczom swoje ulubione kawałki. Zaczęło się od "All Along The Watchtower" w wykonaniu Jimiego Hendrixa. Dzięki Ci za to Panie: wielka dziura w ziemi, burza na potęgę, piasek w wanience, a w radiu Jimi śpiewa o tym, że

There must be some way out of here, said the Joker to the Thief.

Musi być stąd jakieś wyjście, powiedział błazen do łotrzyka.

A pewnie, że musi.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Trzeba się liczyć ze słowami

środa, 09 kwietnia 2008 9:40

Prawie cały poprzedni tydzień w Piszu na Mazurach, na festiwalu poezji, gdzie zaprosił mnie Wojtek Kass, poeta i gospodarz Muzeum K.I. Gałczyńskiego w Praniu. Tuż przed wyjazdem napisałem wiersz dedykowany moim Bliskim, a kończący się tak:

 

Ale jeśli Pan Bóg pozwoli mi do Was wrócić

chcę żebyście wiedzieli że wszystko co mam

jest Wasze

bo musiało upłynąć wiele lat

zanim zrozumiałem prostą prawdę

że żyje tylko ten kto żyje dla kogoś

i nie umiera ten

kto przytula życie na pożegnanie

każdego dnia.

 

Jakieś dwie godziny po napisaniu tych słów miałem wypadek samochodowy pod Fordonem. Moi dwaj koledzy i ja przeżyliśmy, choć auto zostało skasowane. Możliwości są dwie: albo nie warto wywoływać słowami wilka z lasu, albo warto pożegnać się na zapas. Ale jedno jest dla mnie pewne: nie my decydujemy o swoim życiu, tylko Bóg.

 

PS Chcę podziękować organizatorom festiwalu za wspaniałą atmosferę i ogromną dawkę pozytywnej energii. Mało jest dzisiaj ludzi, którzy wkładają takie serce w swoją pracę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 20 września 2017

Licznik odwiedzin:  807 818  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Literatura w czasach zarazy.

O mnie

Jarosław Jakubowski. Urodzony 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Absolwent tamtejszego VI LO. Studiował budownictwo i politologię. Zawód: reporter.
Wydał osiem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych" i "Flow". Oraz jedną z prozą - "Slajdy". "Pseudo" i "Slajdy" otrzymały tytuły Bydgoskiej Książki Roku. Równolegle rozwija karierę dramatopisarską. W 2007 roku w Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka odbyło się sceniczne czytanie tragedii pt. "Dom matki", w roku 2010 komedia pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego. W tymże samym roku dramat "Generał" znalazł się w finale konkursu "Metafory Rzeczywistości" Teatru Polskiego w Poznaniu.
Współpracownik dwumiesięcznika literackiego "Topos". Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Koronowie.

Statystyki

Odwiedziny: 807818

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl