Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 328 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Ekscelencje. Komediofarsa w siedemnastu scenach. Część III

środa, 26 czerwca 2013 19:30

Scena 12.

 

JULITA

Dlaczego tak węszysz? Czyżbyś wietrzył spisek, ha, ha, ha?

 

DUST

A, to pani...

 

JULITA

Pani? Jestem twoją córką. Tatusiu. (przywiera do niego całym ciałem, Dust się broni)

 

DUST

Na miłość boską, przestań. Nie jestem perwersyjny z natury, dopiero się uczę.

 

JULITA

O, robisz wielkie postępy. Niedługo będziesz lepszy niż sam pierwowzór. A wiesz dlaczego? Bo masz to, czego on nie miał – wiarę.

 

DUST

Wiarę w kłamstwo?

 

JULITA

Wiarę w rewolucję, głuptasku.

 

DUST

Rewolucja. Śniłem o niej w bezsenne noce. Była mi kochanką.

 

JULITA

I oto rewolucja we własnej osobie. Żywa. Wcielona. Dotknij. (bierze jego ręce i kładzie na swoich biodrach) Możesz być wielki, tylko miej odwagę!

 

DUST

To znaczy?

 

JULITA

To znaczy zdusić w sobie wszystko to, co małe, pokraczne i dawne. Śmierć ojca w tym mnie utwierdziła.

 

DUST

Gadasz jak ta zjawa.

 

JULITA zaniepokojona

Zjawa? W kancelarii prezydenta? O czym mówisz?

 

DUST

Mniejsza z tym, głupstwo, to tylko godziny samotności odciskają piętno na biednym umyśle. Powiem ci coś w zaufaniu. (pochyla się do jej ucha) Mam plan.

 

JULITA

Tak jak każdy tutaj.

 

DUST

Jeśli mi w tym pomożesz, do historii wejdziemy oboje. Razem.

 

JULITA

Z tobą choćby do piekła. Co na jedno wychodzi.

 

Na to wchodzi Łucja, ale nie ujawnia się, tylko podsłuchuje niewidziana przez tamtych

 

DUST

Wygłoszę mowę do narodu. Ale nie taką, jaką mi napisali ci tchórzliwi głupcy. Wyznam narodowi wszystkie nasze grzechy, stanę w prawdzie i nią oświecony poproszę naród o jeszcze jedną szansę.

 

JULITA

A jeśli naród nie posłucha?

 

DUST

Tym gorzej dla niego. Zresztą nie przewiduję takiego obrotu sprawy. Naród chce rewolucji, tylko boi się zrobić ten jeden krok dalej. Ja mu pomogę, pokażę mu drogę. Ja, człowiek znikąd. Zły, co stał się Dustem!

 

Julita przywiera do niego cała, pociąga na biurko; splatają się na nim w miłosnych zapasach. Łucja głośno chrząka. Dust siada za biurkiem i przerzuca papiery, pociagając wyraźnie nosem. Julita siada na biurku, jest nastawiona konfrontacyjnie, też pociąga nosem.

 

JULITA

A, więc ty tu jeszcze?

 

ŁUCJA pociągając nosem, odtąd już wszyscy węszą

Mam takie samo prawo do niego, jak ty.

 

JULITA

Jesteś jak cień, który nigdy nie pada tam, gdzie człowiek się tego spodziewa.

 

ŁUCJA

I jako cień nie mogę opuścić tych, co go rzucają. (do Dusta) Kochanie, zabieram cię dziś wieczór na kolację. Tak dawno już nie byliśmy sami.

 

DUST

Tak, to dobry pomysł. Nie mogę myśleć wyłącznie o państwie.

 

JULITA

Świetnie, jadę z wami. Znam w śródmieściu taką zaciszną knajpkę...

 

Łucja siada na kolanie Dusta, obejmuje go

 

ŁUCJA do Julity

Ty masz dzisiaj wolne. Poczytaj, kup sobie zioło albo wciągnij kreskę.

 

Julita również siada na drugim kolanie Dusta, spychając nieco Łucję, która jednak nie pozwala się usunąć.

 

JULITA

Dobrze, ale córeczka będzie chciała od tatusia całuska na dobranoc. Nie zapomni tatuś?

 

DUST

Duszno jakoś. Nie mogę oddychać. I całkiem już wyraźnie śmierdzi.

 

ŁUCJA wstaje, wącha, ma mdłości z powodu odoru, ale ich nie okazuje Dustowi, stojąc do niego tyłem

Nic nie czuję. To musi być jakieś natręctwo.

 

JULITA wykonuje to samo, co Łucja

Po raz pierwszy muszę się z tobą zgodzić, macocho. (odchodzi dalej, bo ma torsje) Mam nawet wrażenie, że całkiem miło tu pachnie. Czy to nie nowy odświeżacz do powietrza?

 

ŁUCJA z trudem powstrzymując wymioty

Tak, bardzo ciekawy bukiet.

 

Przeciąga już na granicy rzygania słowo „bukiet” i wybiega.

 

JULITA

Jest bardzo wrażliwa na nowe zapachy. Istna kobieta-pies. Pójdę zobaczyć co z nią.

 

DUST

A co z rewolucją?

 

JULITA

Poczeka!

 

Wybiega prawie już rzygając; wyciemnienie

 

Scena 13.

Wbiega Reżyser Maestro w sportowym dresie, z ręcznikiem na szyi. Wbiega też tak samo ubrana Łucja. Robią rozgrzewkę, rozciąganie się itd. Rozmawiają konfidencjonalnie, rozglądając się ostrożnie.

 

ŁUCJA

Musimy lepiej pilnować Dusta namber tu, bo będą kłopoty. Planuje coś w rodzaju publicznej spowiedzi, śni mu się nowy ład, rewolucja, na okrągło o tym gada. I jeszcze ten smród.

 

REŻYSER MAESTRO

Smród?

 

ŁUCJA

Gdy tylko z nim jestem, twierdzi że czuje mdlący fetor. Jest tak przekonujący, że sama zaczynam omdlewać.

 

REŻYSER MAESTRO

Jest przekonujący, a więc niebezpieczny... Smród, mówisz? (wącha) Może faktycznie, coś jakby fetorek...

 

ŁUCJA

A nie mówiłam? Czasami tak bardzo tęsknię za numerem pierwszym!

 

REŻYSER MAESTRO

Tak krawiec kraje, jak mu materiału staje. Ten Zły to trudny przypadek, ale nie takich ujeżdżałem. Dziękuję za czujność i proszę o jeszcze. A jak układa się wasze pożycie?

 

ŁUCJA

Kocha się w Julicie. Ta smarkula go opętała.

 

REŻYSER MAESTRO

Musimy ją wysłać gdzieś bardzo daleko.

 

ŁUCJA zaniepokojona

Co masz na myśli?

 

REŻYSER MAESTRO

Nie to, co ty. Niech jedzie za ocean, na studia, do Indii szukać siebie, niech robi cokolwiek, byle się tu nie pałętała.

 

ŁUCJA

Jak ją znam, to nie zechce wyjechać. Jest na to zbyt zepsuta.

 

REŻYSER MAESTRO

Tym lepiej. Mam kolegę w Hollywood, chętnie ją zatrudni. Zaaranżujemy to tak, że niby gdzieś ją wypatrzył i z miejsca oszalał na jej punkcie.

 

ŁUCJA

Jesteś wielki. Powinieneś koniecznie nakręcić jakąś dużą fabułę.

 

Łucja wącha i wybiega

 

REŻYSER MAESTRO

Większej mi nie trzeba. Trzymam wszystkie sznurki. Nawet jeśli któraś z figur mi się wymknie, użyję pozostałych. Dust może sobie myśleć, że będzie Mesjaszem. Lecz to, czy nim będzie, zależy ode mnie. Pana... Reżysera.

 

Wącha i też wybiega

 

Scena 14.

Dust przy biurku, galowo ubrany, upudrowany, gotowy do wystąpienia. Ostatnie chwile przed nim spędza na przeglądaniu notatek. Na jego vis a vis stoi kamera. Reżyser Maestro nerwowo się przechadza i trzyma chusteczkę przy ustach. Profesor Profesor na wózku-fotelu dręczony przez nudności. Klęczy oparty o minibramkę Kapelan, również nie radzący sobie z tendencją do wymiotów.

 

REŻYSER MAESTRO

Jesteś pewien, że chcesz przemawiać na żywo? Nie lepiej wszystko nagrać, a potem zmontować?

 

DUST

Będzie tak jak mówię. I przestań kwestionować publicznie moje zdanie, bo się rozstaniemy. (do wszystkich) Właściwie to jakie są wasze zakresy obowiązków?

 

REŻYSER MAESTRO

Och, po co zaraz tak ostro. Jestem ci potrzebny, sam o tym dobrze wiesz. Nie chcę dla ciebie niczego, czego ty byś nie chciał. Naprawdę.

 

PROFESOR PROFESOR

My, intelektualiści, stanowimy łącznik między dawnymi i nowymi laty. Jeśli nas wytniesz, zostanie ci tylko motłoch i finansiści. Więc nie kwestionuj naszej historycznej roli i rób co do ciebie należy.

 

KAPELAN

My dajemy ci boskie posłannictwo. Metafizyczne uzasadnienie. Eschatologiczną bazę. Więc nie pierdol synu, ja bardzo cię proszę.

 

wszyscy w coraz większych mękach

 

DUST

Nie mogę już znieść tego przeklętego smrodu. Zmusza mnie, żebym myślał o nim, a nie o rewolucji.

 

REŻYSER MAESTRO

To nerwy, ale zobaczysz, po pierwszych zdaniach orędzia uniesie cię fala. Poczujesz co to znaczy władza! Tylko proszę, nie improwizuj.

 

DUST

Nie improwizuję. Wszystko sobie dobrze przemyślałem. Każde zdanie ułożone w głowie jak kamień brukowy gotowy do podniesienia i do rzucenia nim.

 

PROFESOR PROFESOR

To nawet ładne. Coś mi przypomina. Aha, pamiętam, sześćdziesiąty ósmy, jakeśmy z teatru wyszli na ulicę. To był rok, drugi taki już nam się nie zdarzy...

 

REŻYSER MAESTRO na stronie

Uparty szczeniak! Nie chce grać jak mu każę. Gotów nas wszystkich zgubić dla chorej idei. Smród czuje. Gadając o smrodzie, smród rozprzestrzenia. Ale jeśli tak tęskni za rewolucją, to będzie ją miał. Będzie w samym jej epicentrum, ha, ha, ha. Plan B w gotowości, na razie czekajmy na rozwój wypadków... (głośno) A zatem wszyscy na swoje miejsca, za kilka minut wchodzimy na wizję. (do Dusta) Dast, znaczy Dust – liczymy na ciebie...

 

Wszyscy wychodzą wstrzymując rzyganie, Dust zostaje sam. Jest oświetlony reflektorami. Dobrze by było, żeby kamera pokazywała Dusta na dużym ekranie na wprost widowni. A jego głos, żeby był dobrze nagłośniony.

 

Scena 15.

Dust za biurkiem  odchrząkuje, zaczyna przemawiać

 

DUST rozgląda się teatralnie

Jak myśleć o urządzeniu tego pokoju ładnymi meblami, bibelotami, serwantkami, gdy błocą ciągle podłogę, rozbijają i obtłukują przedmioty? To nie jest życie, to życie motyla i dlatego w charakterze naszym jest tyle cech przypominających tego owada. Jakim cudem mamy być mrówkami???

chwila pauzy dla podkreślenia efektu

Ale to właśnie ten pokój przechodni jest naszym dzianiem się, naszym wspólnym świadomym wyborem. I dlatego, kiedy mówimy o nowym państwie - nie znaczy, że chcemy burzyć i zaczynać wszystko od nowa, ale - że chcemy uczyć się na błędach i okazać mądrymi po szkodzie.

Nie uniknąłem błędów. Ale kto ich unika? Dlatego staję przed wami i proszę: przebaczcie, a jeszcze dzisiaj rozpocznę porządki w pokoju. Tak strasznie tu cuchnie!

pauza dla podkreślenia efektu, łza, ukryta torsja

Niech każdy zrobi podobny rachunek sumienia. Budowa nowego państwa wymaga czasu i poświęceń, nie tylko ze strony władzy! To wy sprawujecie władzę, tylko trzymacie ją moimi rękami.

pauza dla efektu

Miałem sen, że w jednej chwili wszystko staje się prawdziwe. Obiecuję – koniec z obietnicami i z teatrem władzy. Przepędzimy szarlatanów z dźwiękoszczelnych reżyserek!!!

 

Scena 16.

W końcówce przemówienia Dusta wzmaga się zamieszanie, przez scenę przebiegają jacyś ludzie, rozsypują się jakieś dokumenty, teczki itd. Narasta hałas. To zaczyna się pucz antydustowy. Wbiega Łucja.

 

ŁUCJA

Ktoś puścił przeciek, że to wszystko lipa! Że nie było żadnego zamachu, a ty jesteś oszustem! Tłum napiera, żąda twojej głowy! Maestro, profesor i kapelan nagle przepadli jak w wodę. Musimy uciekać, przeczekać gdzieś to piekło!

 

DUST

Uciekać? Dokąd i po co? Uciekać to przyznać się do winy.

 

ŁUCJA

Winny czy niewinny, musisz się ratować! Kiedy tu przyjdą, nikt nie będzie zadawał ci pytań!

 

DUST

Więc niech tu przyjdą, ja jestem gotowy. Może nareszcie ktoś tutaj przewietrzy!

 

ŁUCJA

Daję ci ostatnią szansę, helikopter czeka. Idziesz ze mną?

 

DUST

A gdzie Julita?

 

ŁUCJA

Uciekła za granicę, gdy tylko zaczęły się ruchawki. Sam widzisz, jaka to osóbka... Jeśli stąd nie wyjdziesz, pozbędziesz się szansy, żeby kiedyś tu wrócić. Więc – idziesz?

 

DUST na boku, grając sobie w minipiłkę

Oto chwila próby, niech będzie przeklęta. Zostać i zginąć czy uciec i żyć? Wybór niby prosty, ale czy prawdziwy? Ach, pożądam Łucji, chociaż jej nie ufam, a im bardziej nie ufam, tym mocniej pożądam. Julita zdradziła, lecz i jej pożądam. Ale dlaczego ja tu o dupach zamiast o rewolucji? (w międzyczasie Łucja ucieka słysząc nadchodzących Barbarzyńców) Łucjo, zdecydowałem! Zostaję. A ty rozgłoś ludziom, że nie byłem tchórzem, tylko do końca trwałem na mostku!

 

Dust odwraca się, ale Łucji już nie ma, za to wbiegają Barbarzyńcy i chwytają Dusta. Za Barbarzyńcami wchodzą Reżyser Maestro jako Profesor Profesor, Profesor Profesor jako Kapelan i Kapelan jako Reżyser Maestro.

 

BARBARZYŃCY

W imieniu narodu jesteś internowany! W areszcie domowym poczekasz na proces!

 

Dust popchnięty przez Barbarzyńców, pada na kolana, przybiera pozycję jak Gustaw-Konrad

 

REŻYSER MAESTRO JAKO PROFESOR PROFESOR konfidencjonalnie

To wszystko co mogliśmy dla ciebie zrobić, Dast, znaczy Dust.

 

PROFESOR PROFESOR JAKO KAPELAN tym samym tonem

Kiedy to się skończy, usiądziesz z opozycją do rozmów. My będziemy ekspertami.

 

KAPELAN JAKO REŻYSER MAESTRO też

A na razie morda w kubeł.

 

DUST

Ale trup Dusta...

 

REŻYSER JAKO PROFESOR PROFESOR cicho

Morda w kubeł! Trup dobrze schowany. Może się jeszcze przydać. (głośno do Barbarzyńców) Jakże się cieszę, że obyło się bez rozlewu krwi, że odpowiedzialność za losy kraju znowu wzięła górę nad żądzą politycznego odwetu. Brawo!

 

PROFESOR PROFESOR JAKO KAPELAN

Lepsze pojednanie niż rodaków wieszanie!

 

KAPELAN JAKO REŻYSER MAESTRO

Zgoda, zgoda, a Bóg wtedy rękę poda!

 

BARBARZYŃCY zniesmaczeni

Zgoda zgodą, lecz co tu tak jebie?

 

REŻYSER MAESTRO JAKO PROFESOR PROFESOR wącha ogólnie

Zupełnie nic nie czuję. (wącha Dusta) A nie, teraz poczułem wyraźnie. (pozostali też obwąchują Dusta)

 

PROFESOR PROFESOR JAKO KAPELAN

To się zdarza w chwilach przełomów dziejowych.

 

KAPELAN JAKO REŻYSER MAESTRO

Nie czas na różane zapachy, gdy płoną barykady.

 

BARBARZYŃCY prześmiewczo do Dusta

Marsz do wanny! Może my i barbarzyńcy, ale higiena musi być! Zwłaszcza miejsc intymnych! No, do wanny, zasrańcu ha, ha, ha, ha....!!! (Dust wychodzi upokorzony) Oto jak kończą tyrani – uchodzą z gabinetów ciągnąc za sobą smród hańby.

 

REŻYSER MAESTRO JAKO PROFESOR PROFESOR

Precz z tyranią!

 

BARBARZYŃCY

Precz!

 

PROFESOR PROFESOR JAKO KAPELAN

Niech żyje wolność!

 

BARBARZYŃCY

Niech żyje!

 

KAPELAN JAKO REŻYSER MAESTRO nie wie co powiedzieć, więc pozostali patrzą wyczekująco

Hurrra...?

 

BARBARZYŃCY

Hurrraaaa!!!!

 

Wiwaty, wystrzały, wybuchy fajerwerków. Euforia. W jej trakcie Barbarzyńcy mają torsje i jeden po drugim wybiegają rzygać za kulisy.

 

Scena 17.

Zrujnowany gabinet Dusta. Zawalone resztkami jedzenia i picia biurko, poprzewracane sprzęty, porozrzucane papiery itd. Panuje półmrok. I w tym półmroku spotykają się dwa cienie: cień prawdziwego Dusta i cień prawdziwego Złego. Dust znajduje minipiłkę i nią drybluje. Zły czyta jakąś książkę.

 

DUST

A miało być tak pięknie. I co? Dupa. Mnie zastąpili tobą, a ciebie... też już nie ma.

 

ZŁY

Podobno popełniłem samobójstwo nie mogąc znieść odosobnienia w trakcie obserwacji psychiatrycznej, jakiej mnie poddano. Niech i tak będzie. Jest mi to doskonale obojętne. Nareszcie nic nie muszę. Mam czas na zaległe lektury. Sporo spaceruję, rozmyślam albo po prostu liczę godziny.

 

DUST

Godziny... Nie wiem co ludzie widzą w wieczności, pieją nad nią z zachwytu chyba tylko dlatego, że nie mają pojęcia czym jest. Myślisz, że coś po nas zostało?

 

ZŁY

Tyle co po innych. Ja chciałem odnowy, momentami naprawdę wierzyłem, że można. Dlatego zgodziłem się zniknąć w tobie. Poległem. Ty chciałeś tylko błyszczeć i to ci się udało.

 

DUST

Przez chwilę.

 

ZŁY

A czymże jest życie, jak nie chwilą?

 

DUST

A inni? A poświęcenie? A ofiara złożona z siebie na ołtarzu sprawy?

 

ZŁY

Sprawy przychodzą i odchodzą.

 

DUST

Więc co się liczy?

 

ZŁY

Jak to co? (śpiewa jak Rodowiczka) Futbol, futbol, futbol, tariraraj-rararaj!!! (Rzuca książkę, podbiega do Dusta, odbiera mu piłkę, wykopuje daleko, biegnie za nią) Gramy!

 

DUST biegnąc za nim

To nieprawda! Powiedz, że to nieprawda! Rewolucja to konieczność, wyższa ponad wszystko! To prawo moralne!

 

ZŁY strzela, biegnie, robi samolot i krzyczy jak brazylijski albo argentyński komentator

Gooooooooooooooooooooooooooooooooooool!!!

 

Obaj biegną za piłką; walcząc, znikają. Następuje jakaś tryumfalna muzyka, coś w rodzaju fanfar. Uroczyście wchodzą: Reżyser Maestro Jako Profesor Profesor, Profesor Profesor Jako Kapelan, Kapelan Jako Reżyser Maestro, Łucja, Julita oraz Barbarzyńcy. Łucja idzie pod rękę z RMJPP, a Julita pcha wózek-fotel z PPJK. Wszyscy ubrani odświętnie, przy czym trzej pierwsi z szarfami i jakimiś wielkimi gwiaździstymi orderami.

 

REŻYSER MAESTRO JAKO PROFESOR PROFESOR

Trzeba posprzątać ten burdel.

 

Barbarzyńcy zaczynają sprzątać

 

PROFESOR PROFESOR JAKO KAPELAN

Tak, tak, znowu trzeba posprzątać dom. Ten, w którym mieszkasz, prawda...

 

KAPELAN JAKO REŻYSER MAESTRO

Czasy się zmieniają, a my wciąż sprzątamy. Tacy jak my, choć niewidoczni, są jednak (wypina pierś z orderem) potrzebni.

 

ŁUCJA do RMJPP, czule, z lekkim przytuleniem

Wyglądasz bardzo korzystnie w tej szarfie. (do Julity) Nieprawdaż, kochanie?

 

JULITA

Mam to w dupie.

 

ŁUCJA

Wybaczcie jej. W Hollywood postanowiła zostać radykałką i walczyć. Jeszcze nie wie o co, ale czy to ważne?

 

JULITA przedrzeźniając macochę

Czy to ważne? Najważniejsze, żebyś czuła na karku mój oddech, mamusiu. Będę ci przypominać biednego tatkę.

 

REŻYSER MAESTRO JAKO PROFESOR PROFESOR do Julity

Możesz sobie walczyć o co chcesz, ale najpierw zwróć tę kasę, którą w ciebie włożyliśmy.

 

PROFESOR PROFESOR JAKO KAPELAN

Pamięci za żadne skarby nie oddamy w ręce szaleńców. Nie po to w sześćdziesiątym ósmym lepiliśmy tego bałwana, żeby teraz go wyjmować z zamrażarki.

 

KAPELAN JAKO REŻYSER MAESTRO do Julity

Moje dziecko, polecam ci rekolekcje w jednym z naszych atrakcyjnie położonych klasztorów. Dwutygodniowy turnus według ulgowej taryfy przywróci cię na właściwe tory.

 

JULITA

Rekolekcje? Czemu nie. Ale w celi ma być szerokopasmowy Internet.

 

KAPELAN JAKO REŻYSER MAESTRO

Będziesz miała co zechcesz, jeśli tylko zechcesz. Rozumiesz?

 

Julita puszcza oko do KJRM

 

JULITA

Czy córka Dusta mogłaby nie rozumieć?

 

BARBARZYŃCY do Julity

Wypowiadanie słowa na D jest surowo wzbronione. Jeszcze jeden taki numer i wypierdalasz z naszej paczki.

 

JULITA zmieniając temat

O, chyba coś słyszę.

 

BARBARZYŃCY

Baczność! Jego ekscelencja prezydent dotarł już na miejsce.

 

„Pretorianie” i Barbarzyńcy stają na baczność i stoją wyczekująco patrząc w stronę kulis. Kobiety przybierają zalotne pozy i zmieniają je co chwila na jeszcze bardziej zalotne.

 

ŁUCJA

Jestem tak podniecona, że Jezu!

 

JULITA

Ty jesteś podniecona, za to ja jestem młoda.

 

wymiana znaczących spojrzeń między paniami

 

KAPELAN JAKO REŻYSER MAESTRO

Jak to teraz będzie? Słyszeliście co mówił ten człowiek w orędziu? „Nie chcemy transfuzji krwi w starym organizmie. My chcemy nowego organizmu.” Jak to będzie?

 

PROFESOR PROFESOR JAKO KAPELAN

Dobrze będzie. Rewolucja w końcu zwyciężyła. Fala zmyła załogę z pokładu, ale nam, omułkom, jakimś cudem udało się zaczepić. Nawet nowy organizm potrzebuje starych, sprawdzonych metod.

 

REŻYSER MAESTRO JAKO PROFESOR PROFESOR

To żaden cud. Dajemy dupy na prawo i lewo i tylko dlatego trzymamy się na powierzchni. Kiedyś zrobię o tym film. Będzie się nazywał „Człowiek z guana”. Elegancko, z europejska, albowiem brzydzę się wulgarnością, wulgarność kojarzy mi się z chłopem i robotnikiem. Oni śmierdzą, Boże, jak oni śmierdzą. Tak, kiedyś zrobię ten film. Ale na razie (bierze głęboki oddech) rozluźnij pośladki i do boju. Nowy car nadchodzi!

 

Głośne werble, fanfary. Kurtyna, wyciemnienie i w ogóle.

 

 

KONIEC


Podziel się
oceń
2
0
Tagi: teatr

komentarze (6) | dodaj komentarz

Ekscelencje. Komediofarsa w siedemnastu scenach. Część II

środa, 26 czerwca 2013 19:27

 

Scena 8.

 

DUST

Słyszałem głos Łucji. A może mi się zdawało?

 

ZŁY

Mnie też się zdawało, że ją słyszę. Może jest w innej części pałacu.

 

DUST

Pałacu. Nie lubię tej nazwy. Wolę prosto – miejsce pracy. (przygląda się Złemu) Coś pan taki zgrzany? Trema?

 

ZŁY

Coś jakby... chcę to już mieć za sobą.

 

DUST

Spokojna głowa. Nasi fachowcy zrobią to szybko i perfekcyjnie.

 

Wchodzi Reżyser Maestro z kamerą i statystami (którzy mają nosze, szybko rozkładające się niebieskie tło i walizeczkę) oraz Kapelan pchający wózek z Profesorem Profesorem

 

REŻYSER MAESTRO

Plan jest taki. Pan (do Złego) został właśnie zatrzymany na gorącym uczynku usiłowania zabójstwa naszego drogiego Dasta.

 

DUST

Tylko nie Dasta! Nazywam się Dust. D.U.S.T. 

 

REŻYSER MAESTRO

Wszystko jedno... żartowałem, oczywiście Dusta (do Złego) Pana twarz i tak będzie zamazana, więc mimika nie ma znaczenia. (zamyśla się) Taaa... Niech pan zachowuje się jak człowiek, który przed chwilą spartolił zamach na prezydenta i wie, że wszystko skończone. (Zły nie wie jak się zachować) Niech pan przechodzi zasłaniając twarz przed kamerami, niech pan będzie przestraszony i oszołomiony! (Zły niemrawo wykonuje polecenia, a Reżyser Maestro kręci kamerą) Więcej wyrazu! Tak! Dobrze! Teraz jeszcze raz! Świetnie, jest pan urodzonym niedoszłym zamachowcem! Na wszelki wypadek skręćmy jeszcze jeden dubelek. (zamyśla się głęboko) Niech pan klęczy i kuli się, jakby pan się bał razów policji albo rozwścieczonego tłumu zwolenników Dasta.

 

DUST

Dusta do jasnej cholery!

 

REŻYSER MAESTRO

Tak, tak, nie denerwuj się tak, proszę, zaraz się tobą zajmiemy. (do Złego) Świetnie, tak, tak, jeszcze, jeszcze, a wy (zwraca się do statystów) okrążcie go, chcę mieć w planie wasze nogi i ręce, okrążcie go groźnie, ciasno, tak, dobrze, świetnie! Koniec ujęcia! Jesteście wielcy! (do Dusta) Teraz nasz drogi Da... Dust. Jesteś na szczęście niegroźnie ranny, kula zamachowca tylko cię drasnęła... Mamy tu jakiś pistolet?! (jeden ze statystów wyciąga z walizeczki pistolet i trzyma na palcu zawieszony na tym czymś przy cynglu) O, skręćmy jeszcze pistolet, narzędzie zbrodni, które zamachowiec porzucił na miejscu zdarzenia. (kręci) Teraz (do Dusta) kładziesz się na nosze, jesteś niegroźnie ranny. Mogłeś zdjąć chociaż te spodenki piłkarskie, na miłość Boską! (do statystów) Przykryć mi go czymś, jakimś kocem, czymkolwiek, on nie może być teraz Dustem z otwarcia kolejnego boiska. Albo nie! Na wszelki wypadek skręćmy też w spodenkach, że niby właśnie przygotowywał się do otwarcia kolejnego boiska, kiedy drasnęła go zdradziecka kula zamachowca. No (do statystów) niesiemy go, niesiemy, ponoście go tak w tę i z powrotem, muszę to mieć z różnych stron, dobrze, świetnie, cholera nie uśmiechaj się! Właśnie cudem uszedłeś z życiem z zamachu!

 

DUST

No i dlatego jestem zadowolony.

 

REŻYSER MAESTRO

Dobra, możesz posłać kamerom uśmiech, że niby się nie łamiesz, bo wiesz, że naród jest z tobą, wyciągnij kciuk, albo dwa palce w „V”. Tak. Mam pomysł. Skropmy  palce krwią, niech to ma jakiś wyraz. Mamy krew? Nie mamy krwi.

 

STATYSTA (wyciąga z walizeczki keczup)

Jest keczup.

 

REŻYSER MAESTRO

Keczup. Świetnie. Keczup na palce! I na twarz, kula mogła rykoszetować. (statysta wyciska keczup na rękę i na twarz Dusta) Nie tak dużo (statysta zlizuje keczup z ręki i twarzy Dusta) albo tak, właśnie dużo, dużo krwi (statysta wyciska znowu keczup na rękę i twarz Dusta). Teraz wy! (do Profesora Profesora i Kapelana) Jesteście wstrząśnięci tym, co się stało i natychmiast przyjechaliście dodać otuchy cudownie ocalonemu. Przybyliście w momencie, kiedy Dast... kiedy Dust jest niesiony do karetki albo z karetki, wszystko jedno. Profesorze!

 

PROFESOR PROFESOR przebudzony z drzemki

Co... co się stało? A, tak, jestem wstrząśnięty tym haniebnym atakiem inspirowanym przez antysystemową opozycję, która tym samym straciła moralne prawo do nazywania siebie opozycją. Myślę, że nie będzie przesadą, jeśli nazwiemy ją po imieniu – bydłem!

 

REŻYSER MAESTRO

Dobrze... niektóre rzeczy się ewentualnie powycina. Teraz ksiądz!

 

KAPELAN

Co – ja?

 

REŻYSER MAESTRO

Niech ksiądz robi to, co zwykle robią księża przy chorych. Nie wiem, pociesza, namaszcza, błogosławi, spowiada.

 

KAPELAN

A tak, oczywiście! (pociesza, namaszcza, spowiada i błogosławi Dusta, kolejność tych czynności jest dowolna) Czy mogę coś mówić?

 

REŻYSER MAESTRO

Jeśli to księdzu pomoże wczuć się w rolę, proszę bardzo!

 

KAPELAN do Dusta

Synu, otrzymałeś dziś nowe życie, zatem idź i czyń dobro, bądź wolny od żądzy zemsty, zemstę zostaw policji i służbom specjalnym. Niech Bóg ma cię w swojej opiece. Amen. (znowu błogosławi, namaszcza itd.)

 

REŻYSER MAESTRO

Kamera stop! No, było nieźle. (statyści sprzątają „plan filmowy” i wychodzą, zapominając o keczupie) Powinniśmy coś z tego skleić. (do Dusta) Jeszcze w tym tygodniu będziesz miał wersję demo. (do Złego) Spisał się pan na medal. Za jakiś czas skręcimy kolejne sekwencje z pana udziałem, proces, takie tam. Ale na to jeszcze mamy czas. Oczywiście nie może pan poruszać się bez naszej wiedzy. Najlepiej jeśli w ogóle nie będzie się pan stąd ruszał. I niech pan nie zapomni zostawić w sekretariacie danych do umowy.

 

Zły stoi w pobliżu szafy, zaniepokojony zerka do niej przez szparę, starając się ją zasłonić

 

DUST cały w keczupie, wyciera się chusteczką

Musimy to uczcić. Gdzieś tu miałem precelki i ser, uwielbiam precelki z serem i keczupem. (podchodzi do biurka i wyjmuje z niego precelki i ser, przyrządza je z keczupem, ma tego cały półmisek; Dust opycha się precelkami, patrzy na pozostałych) No, czem chata bogata! Ja tymczasem się przebiorę, mam ochotę na mały meczyk. (podczas gdy wszyscy zajadają precelki, Dust z garścią precelków podchodzi do szafy, ale zagradza mu drogę Zły, Dust próbuje go ominąć, Zły znowu zagradza mu drogę, Dust gromi go spojrzeniem, Zły zrezygnowany ustępuje; Dust otwiera szafę i wyjmuje z niej koszulkę piłkarską i gdy już ma zamykać szafę, zauważa Julitę) Aaaa!!!

 

JULITA

Aaaa!!!

 

Julita gramoli się z szafy. Teraz dochodzi z niej „aaaa!!!” Łucji. Dust otwiera drugie skrzydło szafy, ukazuje się Łucja

 

DUST

Aaaa!!! (Łucja gramoli się z szafy. Dust patrzy to na nią, to na Julitę, to na Złego, nerwowo opychając się precelkami) Aaaa!!!! Teraz wszystko rozumiem! (do Złego i kobiet, bardzo niewyraźnie, bo usta ma pełne precelków) O, szelmy, o niewdzięczni, to ja wam swoje serce na dłoni, a wy mi tak? (napycha sobie usta precelkami) Aaaa!!! Biada mi, zdradzonemu mężowi stanu i swojej żony, ojcu narodu i córki swojej! Aaaa!!!

 

Dust krztusi się precelkami, pada i umiera w konwulsjach.

 

Scena 9.

Wszyscy stoją nad trupem Dusta. Julita i Łucja prześcigają się w opłakiwaniu zmarłego.

 

REŻYSER MAESTRO

To się nazywa suspens.

 

ŁUCJA

Mówiłam, żeby nie opychał się precelkami.

 

JULITA

To była jedna z niewielu jego przyjemności... Biedny... bohater...

 

PROFESOR PROFESOR

To paradoksalne. Zabiło go to, co uwielbiał. Ergo – nic nie jest warte tego, żeby tracić dla tego czegoś głowę.

 

KAPELAN

A co z naszym projektem przez duże pe? Naszą telewizją przez jeszcze większe te? Bożesz Ty mój...

 

ZŁY

To może ja już pójdę.

 

REŻYSER MAESTRO

To wykluczone, młody człowieku. Poniekąd stałeś się deus ex machina całej historii. A może spiritus movens, wszystko jedno, i tak musisz to dokończyć.

 

ZŁY

Przecież już skończone.

 

REŻYSER MAESTRO

Niezupełnie. (do wszystkich) Panie, panowie! Jako wzięty i pokupny reżyser nauczyłem się jednego: nie ma takiej dramaturgicznej kichy, z której nie byłoby wyjścia. Kicha, że tak powiem, sama wskazuje kierunek. (przywołuje ich do siebie palcem)

 

PROFESOR PROFESOR

Najważniejsze żeby nie ucierpiała na tym nasza młoda, dobrze zapowiadająca się demokracja. Bohaterski Dust będzie jej znakomitym symbolem.

 

KAPELAN

Bo umrzeć musi, co ma ożyć w pieśni.

 

ŁUCJA

Ale co będzie z nami?

 

JULITA

Będziemy musieli się stąd wyprowadzić i w ogóle?

 

REŻYSER MAESTRO

Nie widzę takiej potrzeby. Wszystko zostanie po staremu. Z jednym wyjątkiem. Dusta zastąpi... Dust.

 

ZŁY

Nie rozumiem.

 

PROFESOR PROFESOR

My, elita, należymy do rzadkiego gatunku, którego nie da się zastąpić niczym innym.

 

KAPELAN

Dust osiągnął już perspektywę wieczności. Nam przyjdzie ponieść w przyszłość jego niezwykłe dziedzictwo.

 

ŁUCJA

Terefere kuku! Mamy tu trupa, a nie żadne dziedzictwo.

 

JULITA

Nie mów tak o tatku... to okrutne. Nie udławiłby się, gdybyś go nie przestraszyła.

 

ŁUCJA

Nie udławiłby się, gdybyś nie przysparzała mu zgryzot.

 

JULITA

Och, sama się udław!

 

ŁUCJA

Matką ci byłam i tak mi się odpłacasz, niewdzięcznico?!

 

REŻYSER MAESTRO pojednawczo

Proszę o spokój i uwagę. Jak już wspomniałem, mamy dramaturgiczną kichę. I ta kicha wymaga, żeby świętej pamięci Dusta zastąpił (do Złego) pan, młody człowieku. Poddamy pana operacji plastycznej, aby upodobnić go do zmarłego. Mamy świetnych chirurgów. Z pewnością nie uda się usunąć wszystkich różnic między wami, ale to nawet dobrze. Bo Dust po zamachu będzie już przecież całkiem innym Dustem. Pan, to znaczy niedoszły zamachowiec, zginie zabity przez ochronę. Zaaranżujemy panu skromny pogrzeb, a na mogile złoży pan, jako Dust, wiązankę. Oto wiedziona chrześcijańską miłością bliźniego niedoszła ofiara symbolicznie wybacza swemu niedoszłemu mordercy. To ujęcie pójdzie we wszystkich telewizjach świata. I jak?

 

ZŁY

To najstraszniejsza bzdura, jaką w życiu słyszałem. Nigdy się na to nie zgodzę!

 

REŻYSER MAESTRO

Pozwolę sobie zauważyć, że nie ma pan innego wyjścia. Chyba że naprawdę chce pan dołączyć do naszego nieodżałowanego Dusta.

 

Zły próbuje uciec, ale zostaje schwytany przez Reżysera Maestro, Kapelana, Łucję i Julitę. Powalonemu na podłogę nie pozwalają się ruszać.

 

KAPELAN wskazując na trupa Dusta

A co z nim?

 

REŻYSER MAESTRO

A, on... On nie może opuścić tych murów. No, do roboty. Mamy do zrobienia historię.

 

Reżyser Maestro, Kapelan, Łucja i Julita wynoszą omdlałego Złego.

 

PROFESOR PROFESOR przebudzony

Jednak lubię tę naszą młodą, dobrze zapowiadającą się demokrację!

 

Profesor Profesor wraca do drzemki. Wyciemnienie.

 

Scena 10.

Układ jak w Scenie 1. „Nowy” Dust (gra go ten sam aktor, co „starego” Dusta) za mównicą, przed nim na krześle reżyserskim palący jak smok Reżyser Maestro. Jest też pochrapujący Profesor Profesor na swoim wózku-fotelu.

 

DUST czyta bezbarwnym tonem

Narodu nie stać na naszą przegraną
Lider Opozycji ma dużą zdolność
mobilizowania ludzi przez budzenie
negatywnych emocji
Ma on zdolność wywoływania tego
co jest lękiem
czasem histerią
czasem obsesją
Przed taką polityką
trzeba obywateli
chronić

REŻYSER MAESTRO

Więcej wiary w to, co mówisz! To ma być orędzie do narodu, a nie instrukcja obsługi pralki.

 

DUST

Ale to nie moje słowa, tylko Dusta.

 

REŻYSER MAESTRO

Ty jesteś Dastem, znaczy Dustem, do jasnej cholery! Z Dusta powstałeś i w Dusta się obróciłeś. Wyobraź sobie, że mówisz do pojedynczego człowieka.

 

DUST

Do którego?

 

REŻYSER MAESTRO

Wszystko jedno...

 

PROFESOR PROFESOR

Najlepiej do człowieka prostego. Prosty człowiek jest taki wdzięczny. Można go umieszczać w orędziach, poematach i w szambie i wszędzie świetnie pasuje.

 

DUST

Kiedy ja tego nie czuję. Źle mi to w ustach leży.

 

REŻYSER MAESTRO

Mówisz zupełnie jak Dast, znaczy Dust. To dobrze, to bardzo dobrze. Musisz tylko ćwiczyć. Tak długo obracać słowa w ustach aż staną się gładkie jak kamyki w strumieniu. No, dalej. Z większym zaangażowaniem.

 

DUST

Jak trzeba
wybieramy trudniejszą drogę
Jednak nie zostałem prezydentem dlatego
żeby coś na siłę udowodnić
kosztem ludzi

Byłoby błędem niewybaczalnym
takim grzechem ciężkim
gdybyśmy przez jakąś wewnętrzną niezgodność
czy niespójność
oddali władzę konkurencji
To byłoby nieszczęście
dla kraju


REŻYSER MAESTRO

No, ciut lepiej. Widzisz, ćwiczenie czyni mistrza. Jeszcze trochę i będziesz klepał takie mowy bez kartki. (podchodzi do Dusta) Chcę, żebyś wiedział, że wszyscy jesteśmy ci wdzięczni. Świetnie wypadłeś w informacjach na temat zamachu. Byłeś jak należy zagubiony i godny współczucia, notowania podskoczyły nam aż miło. Opozycja goni w piętkę. A poza tym...  zawsze marzyłeś o trzech rzeczach: władzy, sławie i kobietach. Zdobyłeś wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

 

DUST

Ja? Przecież mnie już nie ma.

 

REŻYSER MAESTRO

Nieważne. Liczy się to, co masz. A masz wszystko. Nie spieprz tego (patrząc na zegarek)

No, na dzisiaj wystarczy. W zasadzie teraz powinieneś pójść na mecz, ale dziś możemy ci odpuścić. Musisz w końcu trochę tu pomieszkać. Julita i Łucja niedługo powinny być. Miały dziś nagrania swoich nowych programów w TV BÓG naszego drogiego Kapelana. Łucja odkryła swoje drugie kulinarne ja, a Julita jak nikt potrafi pierdolić o niczym. No, czuj się tu jak u siebie w domu! Au revoir szczęściarzu!

 

Reżyser Maestro wychodzi wyprowadzając wózek z Profesorem Profesorem.

 

PROFESOR PROFESOR przebudzony, na odchodne

Nie pozwolimy ci tego spieprzyć!

 

Scena 11.

Dust sam. Próbuje żonglować minipiłką, strzelać nią do minibramki, a także okładać pięściami i kopać „chłopca do bicia”, ale w żadnej z tych czynności nie znajduje zadowolenia. Zrezygnowany chodzi „tam i sam” oraz monologuje.

 

DUST

Twarz swoją dawną tracąc, nowej nie zyskałem,

Lecz tylko maskę śmierci noszę w miejscu twarzy.

Żyjąc, nie własnym życiem żyję w tych komnatach,

Co domem będąc, lochem stały się zarazem.

Kim jestem więc? Upiorem? Parodią przeszłości?

Dlaczego gadam dziwnie, nie swoimi słowy,

Jakbym czytał palimpsest pisany przez zmarłych?

Więc być – nie będąc wcale albo będąc – nie być?

Lecz jak mam być lub nie być w sobie się nie widząc?

 

Pojawia się duch Złego, który wygodnie rozpiera się za biurkiem Dusta, kładzie nogi na biurku i gwiżdże.

 

DUST

Kto tu?

 

ZŁY

To ja. A raczej ty. Przyszedłem zwabiony trzynastozgłoskowcem.

 

DUST

Czego chcesz? I dlaczego mi się ukazujesz? Już dość mam kłopotów jak na jedno życie.

 

ZŁY

To raczej ja zapytam: czego chcesz? I czy  t e g o  chcesz właśnie?

 

DUST

Ach, nie dręcz zagadkami. Gadaj szybko, po co tu straszysz, bo wzywają mnie obowiązki państwowe.

 

ZŁY

Czujesz jak tu cuchnie?

 

DUST

Cuchnie? Co niby? Sprzątane codziennie.

 

ZŁY

A jednak trupi odór atakuje nozdrza. Na pewno nie czujesz?

DUST

Czuję, że czas na ciebie, przebrzydły fantomie. Jeśli trupem cuchnie, to ty trupem jesteś. Nie ja! Ja żyję, rządzę, kraj modernizuję! Teraz wszystko będzie inaczej, dziś to zrozumiałem. Umarłem, żeby wszystko móc zacząć od nowa! Jak sądzę...

 

ZŁY na odruchach wymiotnych

Już dłużej nie zniosę tej woni zgnilizny. Ona wciska się w każdy por i słowo. Odchodzę, bo jeszcze chwila i puszczę tu pawia. A przyznasz, że duch w rzygowinach to jakoś nie przystoi.

 

DUST

Zaczekaj. (Zły zatrzymuje się na chwilę) Nie zostawiaj samego na pastwę zwątpienia.

 

ZŁY

Ty sam wybrałeś zwątpienie, pewności swej się wstydząc, w słuszności obciach widząc.Paś więc wątpliwości, mój biedny Hamlecie. Żegnaj! Nie zobaczymy się więcej. (odchodzi)

DUST zostaje sam i wącha

Cuchnie? Co cuchnie? Gdzie cuchnie? Nic nie czuję. (chodzi i węszy jak pies prawie) No, może troszkę, ociupinkę śmierdzi. Wywietrzy się i będzie git.

 

Wchodzi Julita

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ekscelencje. Komediofarsa w siedemnastu scenach. Część I

środa, 26 czerwca 2013 19:17

 

 

 

JAROSŁAW JAKUBOWSKI

 

 

 

 

 

 

 

 

 

EKSCELENCJE

komediofarsa w siedemnastu scenach


OSOBY:

 

Dust – prezydent

Reżyser Maestro – reżyser i maestro w jednej osobie

Profesor Profesor – z zawodu autorytet

Kapelan – spowiednik Dusta

Łucja – druga żona Dusta

Julita – córka Dusta z pierwszego małżeństwa

Zły – radykalny opozycjonista

Barbarzyńcy – barczyści lobbyści

Fotograf

Statyści

 

Rzecz dzieje się współcześnie i nieustannie.


Scena 1.

Gabinet prezydenta Dusta.

Dust w marynarce i krawacie, stoi za mównicą, schowany do pasa. Przed Dustem w reżyserskim fotelu palący papierosa za papierosem Reżyser Maestro. Na swoim staromodnym wózku inwalidzkim drzemie pochrapując Profesor Profesor. W gabinecie jest też biurko, fotel, wielka dwudzielna szafa, bramka do minifutbolu oraz „chłopiec do bicia” – taki bokserski przyrząd na sprężynie z narysowana twarzą Lidera Opozycji.

 

DUST

Jestem u władzy żeby innym było lepiej
Nie jest dla mnie jedyną ważną rzeczą
wygrać najbliższe wybory
ale jest dla mnie rzeczą ważną
żeby tak rządzić
by wygrać następne wybory

Nie ma innej siły niż nasza siła
której naród mógłby spokojnie
powierzyć rządy
Ewentualne alternatywy dla nas
mogą więc oznaczać
dla kraju
poważne kłopoty

REŻYSER MAESTRO w głębokiej zadumie

Tak. W zasadzie dobrze. Chociaż właściwie do dupy. Jeszcze raz tylko mocniej, dobitniej. Wiem, że potrafisz.

 

DUST

Muszę? To już siódma próba. Jestem piekielnie skonany. Zasłużyłem na przerwę.

 

Dust wychodzi zza mównicy; teraz widać, że od pasa w dół jest ubrany w strój piłkarski. Podchodzi do gruszki treningowej i zaczyna w nią bić.

 

DUST nie przestając bić

Przemówienia mam w dupie. Muszę dbać o kondycję. Muszę być zdrowy. Ludzie głosują na zdrowych, zdrowszych od siebie.

 

REŻYSER MAESTRO

Ale bez przemówień się nie da. To zresztą jest za długie. Trzeba skrócić.

 

DUST

Bogu niech będą dzięki! Skrócić do niezbędnego minimum.

 

Profesor Profesor budzi się na chwilę z drzemki.

 

PROFESOR PROFESOR

O nie, po moim trupie! Nie pozwolę na żadne skróty! W imię inteligenckiego etosu no pasaran i tak dalej i tym podobne...

 

ponownie zapada w drzemkę, jego „występ” nie robi żadnego wrażenia na mężczyznach; Dust robi teraz pompki

 

DUST

Jak sondaże?

 

Reżyser Maestro milczy

 

DUST

No tak. Wiedziałem, że po tej wpadce na stadionie tendencja zwyżkowa pójdzie się walić! Nie trzeba było mi dawać tak mocno napompowanej piłki, to strzeliłbym w okienko jak zawsze. A tak trafiłem tego gówniarza prosto w twarz. Jak on się czuje?

 

REŻYSER MAESTRO

Przesłaliśmy kosz słodyczy do szpitala.

 

DUST

Dobre i to. Następnym razem nie stawiajcie mi na bramce takiego łamagi! (przestaje robić pompki) Więc jest aż tak źle?

 

REŻYSER MAESTRO

No jest pewna zadyszka. Właściwie to więcej niż zadyszka. Potrzebujemy tlenu, cholera!

 

DUST

Wiedziałem! (uderza pięściami i nogami w przyrząd bokserski z twarzą Lidera Opozycji)

To ta pieprzona niekonstruktywna, antysystemowa i antypaństwowa opozycja! Diabli nadali! Jakby nie wystarczyła opozycja, z którą tworzymy koalicję!

 

REŻYSER MAESTRO

Mówiłem żeby tak nimi nie straszyć ludzi. Zadziałał mechanizm obronny. Straszycie? Więc i my was postraszymy.

 

DUST

Co robić? Co robić? Na ten rok pootwierałem już wszystko co było do otwarcia i poodsłaniałem co było do odsłonięcia.

 

PROFESOR PROFESOR budząc się

Jeszcze raz pragnę powrócić do idei Pomnika Naszej Drogiej Demokracji! Wokół tego symbolu skupią się wszystkie postępowe siły w kraju. A kto będzie przeciwny, ten chuj!

 

wraca do drzemki

 

REŻYSER MAESTRO

Potrzebne jest nowe otwarcie.

 

DUST

Otwarcie srarcie. Zawsze tak mówisz kiedy mamy dołek. Ile można robić tych nowych otwarć???

 

REŻYSER MAESTRO

Tyle ile trzeba. Wszystko zależy od tego jak się otwiera.

 

DUST

Mów jaśniej.

 

REŻYSER MAESTRO

Zrobiliśmy badania i wyszło, że najskuteczniejszym sposobem poprawy sondaży będzie zrobienie z ciebie ofiary zamachu. (Dust robi wielkie oczy) Niedoszłej ofiary. Nasłany przez antydemokratyczną opozycję zamachowiec będzie próbował cię zlikwidować, ale ty ujdziesz cało z zamachu. Jako ofiara brutalnego aktu politycznego barbarzyństwa będziesz miał wysokie notowania – to raz i pretekst do rozpiżenia opozycji – to dwa.

 

Dust podchodzi do Reżysera Maestro, pieszczotliwie szczypie go w policzek

 

DUST

Nieźleś to sobie wykombinował reżyserku. To lepsze niż wszystkie twoje ekranizacje lektur razem wzięte. Ale jedno małe pytanie. Kto będzie zamachowcem?

 

REŻYSER MAESTRO

No i tu jest problem! Ale pracujemy nad jego rozwiązaniem.

 

Wchodzi Kapelan.

 

DUST do Reżysera Maestro

To pracujcie, pracujcie, a kraj wam tego nie zapomni. No, a teraz chcę zostać sam z moim spowiednikiem.

 

Reżyser Maestro wyprowadza Profesora Profesora i Dust zostają z Kapelanem sami.

 

Scena 2.

 

KAPELAN

Widzę że dbasz nie tylko o państwo, ale i o ciało. To dobrze, to bardzo dobrze.

 

DUST

Jak człowiek sam o siebie nie zadba, to nikt o niego nie zadba. Dobrze, że mam tu księdza. Bez tego chyba bym zwariował. Człowiek musi znosić nieustanne ataki, nieprawości. (załamanym tonem) Czasami mam tego wszystkiego dość. (pociera skronie)

 

KAPELAN

Wielkiej pokory i cierpliwości trzeba do pełnienia służby publicznej. Przyjdzie dzień, kiedy prześladowcy zapłacą za swe uczynki. Bóg jest sprawiedliwym sędzią. 

 

DUST

Zanim jednak to nastąpi, chciałbym uporządkować pewne sprawy. Jak to mówią, chcesz posprzątać państwo - zacznij od siebie.

 

KAPELAN

Bardzo słusznie.

 

DUST

No. I właśnie dlatego postanowiłem wziąć ślub z moją żoną. Kościelny, jak Pan Bóg przykazał. Wybory zbliżają się wielkimi krokami, a podleców którzy buciorami włażą w prywatne życie nie brakuje. Chcę im zamknąć gęby, a i swoje sumienie uspokoić.

 

KAPELAN

Oto postawa godna męża stanu. I męża w ogóle.

 

DUST

Jest tylko zasadniczy problem. Ja jestem rozwodnikiem. Błędy młodości... Można by to jakoś załatwić?

 

KAPELAN

Zasadniczo nie widzę przeciwwskazań. Kościół obecnie idzie na rękę ludziom w tym względzie.

 

DUST

Jeśli wszystko pójdzie pomyślnie, szepnę za tobą słówko prymasowi. Nasz Kościół potrzebuje ludzi z otwartą głową. Mam rację?

 

KAPELAN

O, pochlebiasz mi. Naprawdę nie musisz. Wiesz, że robię to przede wszystkim dla kraju.

 

DUST

Wiem, wiem. I wiem, że byłbyś świetnym szefem nowego kanału religijnego, o którym już rozmawiałem z paroma osobami. Zdajesz sobie sprawę, jakie to ważne?

 

Kapelan zbliża się do Dusta, patrzy mu w oczy i nagle szybko całuje w usta. Dust mocno zmieszany

 

KAPELAN

Może to głupie co powiem, ale zawsze chciałem być spikerem. Jak byłem mały, oglądałem telewizję tylko dla tych pięknych kobiet i mężczyzn, którzy bez zająknięcia recytowali program dnia. Znałem na pamięć wszystkie programy na każdy dzień tygodnia.

 

DUST

Cieszę się, że mogę spełnić twoje marzenia. Popykamy trochę?

 

zaczyna dryblować piłeczką do minifitbolu, podczas gdy Kapelan nieudolnie próbuje mu ją odebrać

 

KAPELAN

Nie mam z tobą szans.

 

DUST

Nie ty jeden ha, ha, ha!

 

strzela bramkę, biegnie robiąc „samolot” i krzyczy jak latynoski komentator „gooooooooooooooooool”, następnie prowadząc piłkę wybiega z gabinetu; Kapelan za nim śmiesznym truchtem

 

Scena 3.

Wchodzi Julita, Prezydentówna. Rozgląda się i upewnia, czy jest sama.

 

JULITA

Ach, jak ciężko być córką męża stanu, stanu córką być. Rano kiedy biegam, tłumek paparazzich poluje na moje najlepsze ujęcie. Staram się biec jak na córkę męża, męża stanu córkę przystoi, no wiecie tak (demonstruje bieg) żeby nikt się kurwa nie przyczepił. A potem chata i kefirek i kiedy usta z białej masy przecieram, jeden z drugim trzaska mi fotkę a to z płotu, a to z drzewa, a to z biodra. Wzdęcia i zatwardzenia mam już przez to, bo po kefirku, kiedy zamykam się tam gdzie nawet prezydentówna chodzi piechotą, zamiast o fizjologii zadość czynieniu - o tym myślę, czy aby ktoś wziernika mi jakiegoś nie zamontował. Ach, jaka jestem nieszczęśliwa! Jeden tylko plus, że zawsze jest kierowca i bulić za taryfę nie trzeba.

 

dyskretnie wchodzi Łucja, Prezydentowa, macocha Julity; Julita jej nie widzi

 

A jednak czegoś człowiekowi brakuje. Jakaś pustka wdarła się w serce i boli.

 

melodeklamuje melodramatycznie, może też śpiewać

 

Zakochać się

tak bez opamiętania

zakochać się

bo jak tu bez kochania

 

Kto kocha wie

i pytań nie zadaje

kto kocha wie

i wiedzieć nie przestaje

 

Prezydentowa Łucja bije brawo, Julita ją zauważa

 

ŁUCJA

Masz talent aktorski po ojcu. Powinnaś koniecznie spróbować swych sił w castingach.

 

JULITA

Ty zaś powinnaś nauczyć się pukać do drzwi, (podkreślając słowo „mamo”) mamo.

 

ŁUCJA

Jestem tu u siebie tak samo jak ty, (podkreślając słowo „dziecko”) dziecko.

 

JULITA

Ciężko na to pracowałaś, nieprawdaż?

 

ŁUCJA

O nie, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ach prawda, ty nie wiesz co to znaczy.

 

JULITA

Ależ wiem. To taki sympatyczny sposób na życie. Na nowe życie, zwłaszcza kiedy zamiast urody ma się już tylko desperację.

 

ŁUCJA

Ach ty! Stosujesz metody godne naszej antysystemowej opozycji. Insynuacja, potwarz i niedomówienie. Rzuć błotem, a jakaś grudka zawsze przyschnie.

 

JULITA

Niedomówienie? Ależ ja mogę wprost. Zakochałaś się od pierwszego wejrzenia nie w moim ojcu, ale w jego pozycji.

 

ŁUCJA

Wstrętna smarkula! Poświęciłam wszystko dla twojego ojca w trudnym momencie jego życia, kiedy stanął do najważniejszych wyborów i rozsypało się jego poprzednie życie.

 

JULITA kąśliwie

Matka Teresa! Santo subito!

 

ŁUCJA

A ty? Co ty robisz dla swojego ojca poza sprawianiem mu wiecznych kłopotów swoimi nocnymi rajdami po klubach go go i tasiemcowym serialem pod tytułem „Romanse panny prezydentówny”??? Czy zdajesz sobie sprawę, że twoje życie nie należy tylko do ciebie, ale również do państwa???

 

Julita śmieje się

 

JULITA

Państwo? A co to takiego? Państwo nie istnieje. Nie ma go. Jest projekt. Przez duże pe. Nie wiedziałaś o tym? Ty jesteś jego częścią i ja nią jestem. I nie ma bogów cudzych poza projektem.

 

ŁUCJA w przypływie czułości, przybliża się do Julity

Dziecko... Naprawdę chcę się z tobą zaprzyjaźnić.

 

JULITA chwyta jej dłonie, czule

Naprawdę? (nagle ostro, trzyma dłonie Łucji  mocniej i odtrąca je od siebie) Ale ja nie chcę się z tobą zaprzyjaźnić. Przyjaźń z tobą będzie dla mnie oznaczała kapitulację.

 

Wchodzi Dust i widzi stojące blisko siebie kobiety, fałszywie biorąc  to  za oznakę ich emocjonalnej bliskości; z Dustem wchodzi Fotograf z aparatem, statywem i takim ustrojstwem do oświetlania

 

DUST

O, widzę że moje panie już przygotowane do sesji! Bardzo dziękuję, żeście znalazły czas. A właściwie dlaczego ja dziękuję? Przecież to wasz obowiązek! (śmieje się) No, do roboty, do roboty! (do Fotografa) Wie pan, mam taką koncepcję, żeby to było takie nieupozowane, takie naturalne, wie pan, cinema verite.

 

FOTOGRAF obojętnie

Jak dla mnie może być i verite.

 

DUST

Ale nie do przesady. Mówią, że pan jest dobry w te klocki.

 

FOTOGRAF

Ano, mówią.

 

DUST zmieszany

No tak... więc jak mamy się ustawić?

 

FOTOGRAF

Po uważaniu.

 

DUST

To może ja siądę za biurkiem, a wy (zwraca się do kobiet) ulokujecie się jakoś przy mnie. Że niby wspieracie mnie w pracy państwowej. (do Fotografa) Mam rację, panie fotografie?

 

FOTOGRAF

Pan płaci, pan ma rację.

 

Fotograf zaczyna ustawiać „modeli”: „pani trochę w lewo”, „podbródek wyżej”, „pana proszę o zadowolony wyraz twarzy”, „niech pani patrzy w obiektyw” itd., itd., ale robi to bez zaangażowania właściwego fotografom.

 

DUST

To może zmienimy pozycje?

 

FOTOGRAF

Można, czemu nie...

 

DUST

To jak mamy się ustawić?

 

FOTOGRAF

Ja wiem? Może pani (do Julity) usiądzie panu na kolana, a pani (do Łucji) będzie układać papiery na biurku. (wykonują polecenia) Teraz pani (do Łucji) usiądzie panu na kolana, a pani (do Julity) będzie ścierać kurze z książek. (wykonują) A teraz nich pan usiądzie na biurku, albo nie, założy pan nogi na biurko, pani (do Łucji) będzie podawać panu kawę, a pani (do Julity) filuternie się do niego uśmiechać.

 

ŁUCJA

Przepraszam, jak to – córka filuternie do ojca?

 

JULITA

A dlaczego nie? (do Fotografa) Proszę, mogę filuternie! (pokazuje filuterny uśmiech do Dusta)

 

FOTOGRAF (do Łucji)

Pani też może być filuterna. (do Dusta) I pan! (zapala się) Bądźcie jacyś, bądźcie dziwni, niezrozumiali, bądźcie brzydcy, ładni ale bądźcie jacyś! O tak, tak! Właśnie! Zmiana pozycji! (wszyscy zaczynają gorączkowo zmieniać pozycje, wykonując różne groteskowe układy; Fotograf pstryka zdjęcie za zdjęciem) Ruch! Więcej ruchu! Uśmiech, zaduma, zaskoczenie, o tak, miłe zaskoczenie, pan mile zaskakuje swoje panie, ma pan dobry humor bo właśnie obniżył pan podatki najbogatszym!

 

DUST zaniepokojony

Słucham?!

 

FOTOGRAF zdając sobie sprawę, że palnął gafę

Jest pan w świetnym humorze, bo właśnie obniżył podatki najsłabiej zarabiającym.

 

Dust nagle przygnębiony, o czymś sobie przypomniał, przysiada za biurkiem, opiera głowę o ręce

 

DUST

Podatki... emerytury... deficyt budżetowy... dług publiczny... reforma finansów... Chryste, jakie to wszystko nudne! Tak nudne jak mecz, w którym gra toczy się wciąż w środkowej strefie boiska. Czasami marzy mi się jakaś soczysta akcja podbramkowa, niechby i na naszej połowie...

 

obie panie stoją po obu stronach Dusta i gładzą go po głowie i rękach, Dust obie całuje w dłonie i wtedy obie posyłają sobie nawzajem znaczące spojrzenia; tymczasem Fotograf pstryka zdjęcia

 

FOTOGRAF

Dziękuję! Wystarczy! W ciągu tygodnia będzie pan mógł obejrzeć całą sesję na swoim kompie.

 

Dust, Łucja i Julita przestają pozować

 

ŁUCJA do Dusta

Chodź położysz się trochę. Musisz odpocząć.

 

DUST

Tak, koniecznie. Czuję się jakby przeorał dziesięć hektarów ugoru.

 

wszyscy troje kierują się do wyjścia

 

JULITA

Tatku, będę dziś potrzebowała kierowcy. Muszę choć na parę dni uciec przed fleszami.

 

DUST

Naturalnie, moja duszko, naturalnie. Korzystaj póki możesz.

 

ŁUCJA

Tylko nie baw zbyt długo, wiesz jak twój ojciec martwi się o ciebie.

 

JULITA lekceważąc macochę

Jesteś kochany, tatku!

 

Julita daje tacie buziaka, a macosze pokazuje język; wszyscy wychodzą, na końcu taszcząc swoje przyrządy, Fotograf

 

Scena 4.

Wchodzą Reżyser Maestro, który pcha wózek z Profesorem Profesorem oraz Kapelan.

 

REŻYSER MAESTRO

Panowie, chyba znalazłem rozwiązanie naszego problemu.

 

PROFESOR PROFESOR

To my mamy jakiś problem? Związki zawodowe jedzą nam z ręki, my jemy z ręki związkowi pracodawców... Myślałem że czekają nas już tylko dziesięciolecia rządów.

 

KAPELAN

Nie znamy dnia ani godziny. Doczesność nie powinna być nam horyzontem, ale oczywiście dziesięciolecia rządów to docześnie horyzont najsłuszniejszy.

 

REŻYSER MAESTRO

Ja mówię o rzeczy do zrobienia na teraz. Sytuacja jest poważna. Zajebiście, chciałem powiedzieć nadzwyczaj poważna! Leżymy w notowaniach. Tak źle jeszcze nie było. Opozycja puka do drzwi. Ludzie są zniecierpliwieni. Pytają kiedy zaczniemy realizować obietnice wyborcze. A my co? Udajemy, że nic nam nie grozi, bo jesteśmy tacy ładni!

 

PROFESOR PROFESOR

A nie jesteśmy?

 

REŻYSER MAESTRO

Owszem, jesteśmy i nie ma od nas ładniejszych, ale musimy być czujni i reagować elastycznie na zagrożenia. Kurwa, to znaczy, kurczę panowie, musimy zająć opinię publiczną czymś innym niż niedotrzymane obietnice wyborcze. I dlatego chcę wam coś zaproponować. Ale zanim zaproponuję, powiem, że nie ma alternatywy. To znaczy jest. Taka, że dajemy sobie odebrać władzę.

 

KAPELAN (z najwyższym zaniepokojeniem)

Cóż więc pan proponuje, maestro?

 

REŻYSER MAESTRO

Znalazłem w sieci pewnego blogera, który radykalnie nienawidzi naszego rządu i całego właściwie systemu. Jest nieprzejednany, nie widzi żadnych możliwości współpracy z nami. Tylko rewolucja, Trybunał, szubienica.

 

PROFESOR PROFESOR

Nienawiść. Spójrzcie, jak wciąż sprawna, Jak dobrze się trzyma w naszym stuleciu nienawiść. Jak lekko bierze wysokie przeszkody. Jakie to łatwe dla niej - skoczyć, dopaść.

 

KAPELAN

Nie można budować przyszłości na nienawiści. To biedny, zbłąkany człowiek.

 

REŻYSER MAESTRO

Może i zbłąkany, ale z nieba nam spadł. Poczyniłem już pewne kroki, żeby się z nim skontaktować. Jest słabo sytuowany i ambitny, więc myślę, że będzie otwarty na współpracę. Idea ideą, ale w pysk trzeba mieć co włożyć.

 

PROFESOR PROFESOR

Ja jak byłem młody, to nie jadłem. Może dlatego dziś uważają mnie za autorytet moralny?

 

KAPELAN

Och, z pewnością nie jest to jedyny powód profesorze. (do Reżysera Maestro) W jaki sposób chce pan wyzyskać tego człowieka?

 

REŻYSER MAESTRO

Już mówię. Zainscenizujemy zamach na naszego drogiego Dasta, znaczy Dusta. Sprawcą będzie ów nienawistny bloger. Nasz drogi Dust na szczęście wyjdzie cało z opresji, wszak Opatrzność nad nim czuwa. Bloger jako przedstawiciel antysystemowej opozycji skupia na sobie niezadowolenie opinii publicznej. Prezydent-ocaleniec zyskuje nową legitymację do sprawowania władzy. Władzy silnej ręki. Krótko mówiąc, panowie, przez nieudany zamach do udanych dziesięcioleci rządów!

 

KAPELAN

Ach tak…

 

PROFESOR PROFESOR

Hmmm…

 

KAPELAN

No tak… Ale to jednak, pozwolę sobie zauważyć, swego rodzaju oszustwo.

 

PROFESOR PROFESOR

Są sprawy większe niż doraźne oszustwa, drogi księże kapelanie.

 

REŻYSER MAESTRO

O, to, to. Jedną z tych spraw jest nasz projekt. Projekt przez duże pe. Panowie, mam już wstępną akceptację Dusta dla mojego, naszego planu. Liczę na wasze wsparcie. I na waszą dyskrecję. Absolutną dyskrecję.

 

Kładzie palec na ustach. Kapelan i Profesor Profesor wykonują ten sam gest. Profesor Profesor może się zdrzemnąć. Wyciemnienie.

 

Scena 5.

Zły i Reżyser Maestro chodzą po scenie. Rozmawiają z sobą, ale się nie widzą. Zły ma na głowie kominiarkę.

 

ZŁY

O czym teraz myślisz. Czy można pisać z samego wkurwienia?

 

REŻYSER MAESTRO

Dodaj komentarz. No ba!

 

ZŁY

Napisz notatkę. Tytuł. Pieśń zbieraczy jabłek. Treść.

 

Jabłka rosną wysoko

Człowiek upada nisko

Z jabłka upuścisz soku

Z człowieka tylko krew

 

Słodki jest jabłka owal

Mdli ludzie w garniturach

I nie ma o nas słowa

W ich politycznej grze

 

Wstaliśmy gdy świt nastał

Bo trzeba spłacić raty

Nas było osiemnastu

A siedzeń tylko sześć

 

Dzień budził się w szarudze

A nam się śniły jabłka

Wciąż śnimy, biedni ludzie

Tylko już wieczny sen

 

Jabłka rosną wysoko

Człowiek upada nisko

Z jabłka upuścisz soku

Z człowieka tylko krew!

 

REŻYSER MAESTRO

Lubię to.

 

ZŁY

Zły wylosuj swoją myśl na dziś. "Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi, coś kocha i coś stracił..."

 

REŻYSER MAESTRO

Dodaj komentarz. Czego Pan się boi?

 

ZŁY

Dodaj komentarz. Tego, że kiedyś stanę się taki jak wy.

 

REŻYSER MAESTRO

Dodaj komentarz. Nie ma „nas”. Każdy jest sobą, każdy buduje swoją wolność. Pan też, Zły.

 

ZŁY

Dodaj komentarz. Nie ma wolności dla przeciwników wolności, co?

 

REŻYSER MAESTRO

Dodaj komentarz. To oczywiste.

 

ZŁY

Dodaj komentarz. Albo jest wolność, dla wszystkich, albo jej nie ma.

 

REŻYSER MAESTRO

Dodaj komentarz. Dużo Pan mówi o wolności. Ale czy stać Pana na to, żeby zbuntować się naprawdę?

 

ZŁY

Dodaj komentarz. Nie rozumiem dlaczego nazywanie skurwysyństwa skurwysyństwem nazywa pan tak górnolotnie – buntem?

 

REŻYSER MAESTRO

Lubię to. Nowa wiadomość. Do: Zły. Temat: bez tematu. Wiadomość: Niech mi Pan prześle jeszcze jakiś tekst. Chętnie bym o tym z panem porozmawiał. Warto to wydać i wypromować. Bardzo brakuje nam dziś poezji zaangażowanej. Oddaliśmy się pięknoduchostwu, tymczasem świat wymaga od nas czegoś więcej niż mieszczańskiej estetyki ciepłych kapci!

 

ZŁY

Odpowiedź: Kusząca propozycja. Mimo wszystko. Muszę się zastanowić. Nowa wiadomość. Do: Reżyser Maestro. Temat: Pieśń zbieraczy jabłek 2. Wiadomość:

 

Bankierzy zżarli nasze długi

Robaki zżarły nasze jabłka

Jak kraj szeroki jest i długi

Nikt nie opowie naszej nędzy

 

Śpimy w mogiłach osiemnastu

A ty wygodnie się rozeprzyj

I ciesz się że to nas tu

Dzisiaj - nie ciebie - gnicie dręczy

 

Dostałeś bilet czy kupiłeś

Bogaty jesteś czy ubogi

Przechodniu ciesz się bo przeżyłeś

Kolejny dzień z dni twoich reszty

 

A gdy już wyjdziesz stąd na miasto

I lepki cię ogarnie wieczór

To pomyśl o nas osiemnastu

Nikt ciebie w tym dziś nie wyręczy

 

Bo jabłka rosną wysoko

Człowiek upada nisko

Z jabłka upuścisz soku

Z człowieka tylko krew!

 

Scena 6.

W trakcie deklamacji wiersza wchodzą: Dust i Kapelan pchający wózek z drzemiącym Profesorem Profesorem. Zły zdejmuje kominiarkę. Dust ubrany jak w Scenie 1. Podchodzi do Złego, przygląda mu się.

 

DUST do Złego

Wie pan jaka jest moja ulubiona lektura? Drobne opowiastki o małych tyranach starożytnej Grecji. Porozrzucane po różnych autorach, choćby u Herodota. Trzy, cztery stronice o jakimś tyranie w Syrakuzach, jak zaczął panować, kogo zamordował i jak to się skończyło. Taka krótka lektura na 15 minut. Zawsze mam to przy sobie, czytam przed zaśnięciem. Uwielbiam to, czytam w kółko.

 

REŻYSER MAESTRO żartobliwym tonem

Może godzinami o tym opowiadać, zna wszystkie te biografie na pamięć. Nie znam innego człowieka, który byłby takim specjalistą w historii tyranów. Może tylko Machiavelli miał podobną orientację ha, ha, ha!

 

ZŁY do Dusta

Dlaczego pan mi o tym mówi?

 

DUST

Chcę żebyśmy się lepiej poznali. Lubię ludzi. Lubię różnice między nimi. Zdecydowanie lubię to.

 

PROFESOR PROFESOR

Różnijmy się pięknie!

 

KAPELAN

Różnijmy się, dyskutujmy, a nawet kłóćmy, lecz nie zapominajmy, że wszyscy jesteśmy ludźmi.

 

ZŁY

Co to wszystko ma znaczyć? (do Reżysera Maestro) W co chcecie mnie wrobić?

 

REŻYSER MAESTRO

Zaraz tam wrobić! Chcemy pana prosić o przysługę.

 

ZŁY

Jaką przysługę?

 

Reżyser Maestro odciąga Złego na bok i coś mu chwilę klaruje na ucho. Po chwili Zły odskakuje od niego jak oparzony.

 

ZŁY

O nie! Niedoczekanie wasze! Nie zrobię czegoś takiego za żadne skarby!!!

 

REŻYSER MAESTRO

Po tym wszystkim będzie pan bogaty.

 

PROFESOR PROFESOR

Będzie pan miał co opowiadać wnukom. (przysypia)

 

DUST

Zostanie pan za życia legendą opozycji. Wprawdzie rozbitej, ale zawsze.

 

KAPELAN

Niech pan o tym pomyśli w perspektywie wieczności.

 

REŻYSER MAESTRO

Będzie pana stać na wszystko. Na kupowanie i wydawanie mnóstwa książek. Na dzieci. Na żonę. Na kochanki. Na podróże. Na lekarzy. Na co pan chcesz.

 

ZŁY

Nie!

PROFESOR PROFESOR budzi się

Nie? (zapada w drzemkę)

 

DUST

Nie?

 

KAPELAN

Nie?

 

REŻYSER MAESTRO

Ależ tak!

 

Zły walczy z sobą, walka jest bolesna i wyczerpująca.

 

ZŁY

Ach, jak ja siebie nienawidzę! Gdybym tylko nie musiał brać fuch, gdyby starczało mi do pierwszego, byłbym rewolucjonistą pełną gębą!

 

Wchodzą Łucja i Julita, następuje wymiana znaczących spojrzeń między nimi a Złym oraz między nimi obiema.

 

ŁUCJA

Cóż to za krzyki w naszym domu?

 

JULITA

To nie jest nasz dom. To jest kancelaria prezydenta.

 

ŁUCJA

Która teraz jest naszym domem.

 

DUST

Ten młody człowiek właśnie podjął najważniejszą decyzję w swoim życiu.

 

PROFESOR PROFESOR nagle przebudzony

Co wy tam wiecie o życiu, gówniarze...

 

KAPELAN

Wymagało to nie lada determinacji. I wiary.

 

REŻYSER MAESTRO

Pan zgodził się pomóc nam w realizacji naszego projektu. Nieprzejednany przeciwnik, a jednak potrafił wznieść się ponad doraźne podziały. 

 

DUST

Panie pozwolą, że go przedstawię. Pan Zły.

 

Łucja i Julita „na wyprzódki” podają Złemu dłonie do ucałowania. Zły całuje wedle starszeństwa.

 

ŁUCJA

Zły? Jakie to piękne, dźwięczne nazwisko. W sam raz dla kogoś takiego jak pan.

 

JULITA

Zupełnie nie pasuje do pana oczu. Pan ma dobre oczy. A więc zgodził się pan pomóc tatce?

 

ZŁY

Właściwie to... (na stronie) Ach, jak ja siebie nienawidzę! (do pań) Właściwie to tak, owszem, zgodziłem się na wszystko...

 

ŁUCJA zalotnie

Zapewniam, że pan nie pożałuje...

 

JULITA zalotnie

Jestem panu (podkreślając słowo „osobiście”) osobiście bardzo wdzięczna.

 

ZŁY

Mam zawroty głowy. Nudności. Mdłości. Czuję jak planety wypadają ze swoich orbit, gwiazdy dopiero co rozbłysłe kisną w mroźnej ciemności. Wszystko, w co dotąd wierzyłem, wszystko o co dotąd walczyłem w jednej chwili stało się niczym! Chcę zostać sam! Zostawcie mnie samego!

 

REŻYSER MAESTRO klepie Złego po plecach

Jasna sprawa. Ale pamiętaj. Jesteś po właściwej stronie, a my jesteśmy z tobą.

 

Wszyscy wychodzą; Zły zostaje sam

 

Scena 7.

 

ZŁY

Dziwne, jak niewiele mnie to kosztowało. Powinienem chyba jednak dłużej dać się prosić. Zawsze byłem w gorącej wodzie kąpany! Ale ta mała niczego sobie. Ta starsza też ma to coś. Jakby tak odrzucić ideę, to człowiek mógłby się tu całkiem nieźle urządzić! Ale jak żyć bez idei? Bez idei, za to z przywilejami. Bez idei, ale i bez trosk materialnych. Powinienem czuć się nieszczęśliwy, a wcale tak się nie czuję. Jestem taki jak oni? Nieee... to niemożliwe. Jestem z innego budulca, inne wytworzyły mnie warunki. Wmawiam sobie, że jestem nimi, bo może chciałbym, ale spokojna głowa. Nigdy taki nie będę. Nie ma bata. Nawet gdybym się mocno starał. Będę więc z nimi, nimi nie będąc. Zasieję tu bakcyla rewolucji, a przy okazji... a przy okazji obrosnę w tłuszczyk.

 

melodeklamuje melodramatycznie; może też śpiewać

 

Zakochać się

w idei albo w ciele

zakochać się

czy pragnę aż tak wiele?

 

Kto kocha wie:

idea to nie ciało

i wybrać jak

gdy zawsze czegoś mało?

 

Na to wchodzi Julita

 

JULITA

Jak pan pięknie rymuje. Zawsze chciałam poznać prawdziwego poetę. (Podchodzi do niego, dotyka ramion, twarzy itd.) A więc jednak nie jesteście zbudowani z marzeń i mgły ha, ha, ha! To dobrze. Będzie nam łatwiej...

 

ZŁY

Pardon?

 

JULITA

W rzeczy samej. Podoba mi się pan. (konfidencjonalnie) Może mnie pan mieć kiedy tylko pan zechce. Rozumie pan?

 

ZŁY

Nie uznaję seksu przedmałżeńskiego. Jeśli nie służy on rewolucji społecznej.

 

JULITA

Ależ oczywiście! Jestem tego samego zdania. Ale my oboje służymy rewolucji. Społecznej.

 

padają sobie w objęcia, następnie padają na podłogę, pieszczą się, całują, itd.

 

GŁOS ŁUCJI

Julito! Julito, dziecko kochane, gdzie ty się podziewasz? Mamy dziś proszony obiad w Towarzystwie Opieki nad Sierotami, nie pamiętasz? Musisz poćwiczyć swój odczyt na temat „Sieroty a produkt krajowy brutto”!

 

Zły chowa Julitę w dwudzielnej szafie.

 

JULITA (do Złego) Nadchodzi moje fatum!

 

Zły zamyka szafę. Na to wchodzi Łucja

 

ŁUCJA

Wydawało mi się, że słyszę głos Julity.

 

ZŁY

Tak? Całkiem możliwe, właśnie pani szukała. Ale już sobie poszła.

 

ŁUCJA zbliżając się do Złego

Ach! Jest jeszcze taka nieopierzona! Między nami mówiąc – strasznie trudne dziecko. Jeden Bóg wie ile wkładam wysiłku w to, żeby nasze relacje były poprawne. Ale świadomość, że robię to dla męża, to znaczy dla państwa, dodaje mi skrzydeł. Widzi pan, żyjemy tu trochę jak w klasztorze. Wszystko od-do i ani centymetra dalej. (znacząco zbliża się do Złego) Dlaczego pan nic nie mówi? Gardzi pan mną?

 

ZŁY

Nie, skąd...

 

ŁUCJA ocierając się już o Złego, dysząc z podniecenia

Ależ proszę gardzić! Nie mam nic przeciwko temu. Jest pan taki piękny, kiedy pan gardzi!

 

ZŁY błądząc dłońmi i ustami po ciele Łucji

O tak, gardzę panią, nawet pani nie wie jak gardzę! Tak gardzić może tylko człowiek, który w pogardzie ćwiczył się długo...

 

ŁUCJA

Kiedy pan tak mną gardzi, wreszcie czuję po co żyję...aaaa.....

 

padają na podłogę; pieszczoty itd. Nadchodzi Dust. Zły szybko zamyka Łucję w drugiej części dwudzielnej szafy, obok Julity. Na widok Dusta Zły szybko doprowadza się do porządku, zapina rozporek itd.


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: teatr

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  786 936  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Literatura w czasach zarazy.

O mnie

Jarosław Jakubowski. Urodzony 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Absolwent tamtejszego VI LO. Studiował budownictwo i politologię. Zawód: reporter.
Wydał osiem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych" i "Flow". Oraz jedną z prozą - "Slajdy". "Pseudo" i "Slajdy" otrzymały tytuły Bydgoskiej Książki Roku. Równolegle rozwija karierę dramatopisarską. W 2007 roku w Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka odbyło się sceniczne czytanie tragedii pt. "Dom matki", w roku 2010 komedia pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego. W tymże samym roku dramat "Generał" znalazł się w finale konkursu "Metafory Rzeczywistości" Teatru Polskiego w Poznaniu.
Współpracownik dwumiesięcznika literackiego "Topos". Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Koronowie.

Statystyki

Odwiedziny: 786936

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl