Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 328 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Rocznica

poniedziałek, 28 lipca 2008 10:16
Dziesięć lat temu umarł Zbigniew Herbert, dla mnie poeta najważniejszy i taki, który sprawia mi największy problem. Bo nie umiem się wobec niego do końca określić. Bo tam, gdzie Herbert jest tyrtejski i niezłomny, ja chciałbym go widzieć bardziej "miłoszowatym", mięsiście egzystencjalnym. Z kolei Herbert z "Różowego ucha" wydaje mi się niecałkowity, bo właśnie brakuje mi w nim pierwiastka etycznego męstwa. Dlatego jest to poezja, która będzie mi towarzyszyć do końca moich dni jako coś żywego, bolesnego, niechcącego sie zagoić.
Wcześniej nie mówiło i nie pisało się o tym wiele, ale dzisiaj wiemy, że Herbert przez dużą część swego życia cierpiał na chorobę objawiającą się w cyklicznych nawrotach depresji. Jaką musiał mieć w sobie siłę, żeby mimo to napisać te wszystkie wiersze, eseje, dramaty, żeby stworzyć tak kolosalny zbiór epistolografii! Na przekór swemu cierpieniu pisał o tym, że trzeba być wiernym zasadom, nawet jeśli zapłacą ci za to "chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku". Żyjemy w kraju, w którym raczej zabójstwo za wyznawanie niepopularnych zasad nie grozi, ale chłosta śmiechu już owszem. Śmiechu chóralnego, rozlegającego się z telewizorów, gazet, z internetowych forów. Żyjemy w kraju, który 10-lecie śmierci Herberta obchodzi mocą sejmowej uchwały, ale słowa z "Przesłania Pana Cogito" traktuje coraz bardziej jako szacowny zabytek muzealnej mowy, a nie jako mowę żywą, którą powinno się na co dzień przykładać do rzeczywistości.
Dziesięć lat temu nocowałem w jednym z gdańskich akademików. Dnie spędzałem na plażach Jelitkowa, Brzeźna, Orłowa albo Sopotu. Było gorąco, na plażach mrowił się kolorowy tłum, który jakaś niewidzialna siła przemieszczała z centrum miasta na jego nadmorskie obrzeża i z powrotem. Woda w zatoce była brudna i martwa, a ciasnota wokół coraz bardziej dojmująca. I wtedy nadszedł ten upalny ranek, kiedy włączyłem radio i usłyszałem, że w Warszawie nad ranem zmarł Zbigniew Herbert. Próbowałem wyobrazić sobie burzę, która towarzyszyła Jego ostatnim chwilom, kiedy przechodził przez bramę "królestwa bez kresu i miasta popiołów". Może rześkie powietrze sprawiło mu ulgę, a deszcz i światła błyskawic były jak gest pocieszenia ze strony natury.
Bardzo mi dzisiaj brakuje Jego żywego słowa. Zastanawiam się, czy poezja polska jest w stanie ponieść dalej Jego kategoryczne moralnie przesłanie. Co tam "poezja polska". Taki jeden poeta...

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Powrót z urlopu

środa, 23 lipca 2008 9:56
Już nazwy mijanych miejscowości - Czarna Woda i Złe Mięso - nie wróżyły niczego dobrego. Jechaliśmy kawałkiem "berlinki", czyli autostrady, którą Hitler chciał połączyć Berlin z Konigsbergiem. Nic z tego nie wyszło. Dzisiaj autostrada jest opustoszałą szosą, po której samochód podskakuje jak na podkładach kolejowych. Jednostajny dygot wprawia w stan oszołomienia i pół-transu.
W takim stanie docieram do domu. Wypakowanie "bambetli", jakieś gorące wrażenia z podróży opowiedziane rodzicom i piekielny żal, że to już koniec. Pamięć pracuje na zdwojonych obrotach, podsuwa wciąż nowe obrazy z ostatniego tygodnia. Leniuchowanie na plaży, walka z falami zimnego jak diabli Bałtyku, syn i córka budujący miasta z piasku, głowa Ani w chmurach, dziewczyna sprzedająca kwietne girlandy i prażone orzeszki w karmelu, sączenie zimnego "Kapera", rozmowy z przypadkowo poznanymi ludźmi "z Polski", burza z piorunami, mowa Michnika na pogrzebie Geremka i chmury wiszące wieczorem nad horyzontem jak zapowiedź czegoś wielkiego, ostatecznego. Doprawdy nie wiem, gdzie to wszystko poupychać, jak to wszystko skatalogować, spożytkować, żeby nie sczezło.
Na razie stygnę, wracam do poprzedniego stanu skupienia. Patrzę na szklaną kulę z zanurzoną w niej latarnią morską. Będzie odtąd oświetlała coraz to odleglejszy brzeg - wakacje 2008 roku.



On the Road...

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Słowa

czwartek, 10 lipca 2008 22:16
Codziennie zapisuję tysiące słów. Taka moja praca. Taka moja pasja, powołanie, taka moja misja. Ale wieczorem, kiedy słowa karnie śpią w czarnych kolumnach, widzę w całej jaskrawości ich daremność. Dziennikarstwo, literatura to nie najgorsze sposoby na przechytrzenie tej daremności. Bo czasem widać jak ze słów wyrzynają się kiełki, jak metafora przeradza się w twardą rzeczywistość. Takie chwile są niezmiernie rzadkie i mają zawsze związek z drugim człowiekiem. To on sprawia, że samotność w jakiej rodzą się i umierają słowa, nabiera niekiedy waloru bohaterstwa.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Pożegnanie z Europą II

czwartek, 03 lipca 2008 21:26

Spojrzałem kiedyś ze wzgórza na moje miasto

Nie miałoby żadnego sensu gdyby nie wieża kolegiaty

To ona spinała kompozycję w opowieść o ludziach

zwierzętach i maszynach To ona trwała

nad miastem jak maszt nad pokładem zalewanym

przez fale niepamięci Przypominała niemo strzelając

w to samo choć całkiem już inne niebo Niebo jałowe

poddane kwantowej logice zera absolutnego

Domy tonęły w mgle i szarości oddechy kładły się ciężko

na wilgotnych poduszkach ulicznych kamieni

W środku ciebie Europo zanikało już tętno

wieża kolegiaty stała w martwocie popołudnia

obmywana przez prądy zimnych wiatrów

jak przez ciągnące zewsząd armie barbarzyńców

Nie można było temu zapobiec robiło się coraz później

moje grzechy kładły się ciężko na wilgotnych

poduszkach ulicznych kamieni Brodziłem w nich

nie mogąc dojść do domu w środku gasnącej ciebie

Europo A jednak rano wieża kolegiaty stała jak zawsze

jak wielki stalaktyt ze Starego Świata

Wraz z pierwszymi promieniami słońca zabrzmiały dzwony

odpowiedziała im głucha cisza panująca we mnie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  786 909  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Literatura w czasach zarazy.

O mnie

Jarosław Jakubowski. Urodzony 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Absolwent tamtejszego VI LO. Studiował budownictwo i politologię. Zawód: reporter.
Wydał osiem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych" i "Flow". Oraz jedną z prozą - "Slajdy". "Pseudo" i "Slajdy" otrzymały tytuły Bydgoskiej Książki Roku. Równolegle rozwija karierę dramatopisarską. W 2007 roku w Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka odbyło się sceniczne czytanie tragedii pt. "Dom matki", w roku 2010 komedia pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego. W tymże samym roku dramat "Generał" znalazł się w finale konkursu "Metafory Rzeczywistości" Teatru Polskiego w Poznaniu.
Współpracownik dwumiesięcznika literackiego "Topos". Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Koronowie.

Statystyki

Odwiedziny: 786909

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl