Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 328 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Zasnąć

wtorek, 26 lipca 2011 12:54

Zasnąć pod cichym baldachimem paproci, słuchając kropel padających na liście, patrząc na żuka toczącego gnojną kulkę do swojej kryjówki, patrząc tak długo aż wzrok zagubi się w igliwiu, mchach i patykach.


Zasnąć z głową na miękkim poszyciu, w którym kryją się wszystkie pory wszystkich lat. Zasnąć głęboko, spadać w dół, w drzewnych słojach, coraz niżej, głębiej i w spadaniu bezpiecznym się czując jak w matczynej kołysce. 


Mokre rośliny są śliskie jak spocone ludzkie ciała. Parują. Kapie z nich woda.  Miękko lśnią ich kształty w świetle przedzierającym się przez korony drzew. W mokrych roślinach jest coś w najwyższym stopniu intymnego, ich nagość zmusza do ściszenia głosu, wstrzymania oddechu. Pochylasz się nad nimi i widzisz jak drżą, jak wchodzą w tajemny trójkąt ze słońcem i ziemią.

 

Ale nie jesteś tu intruzem, jesteście - ty i rośliny - mieszkańcami tego samego świata. Dlatego właśnie tu, pod cichym baldachimem paproci, wśród szeptu kropli, pragniesz zapaść w sen. I w tym śnie dalej śnić sen o śnie o śnie o śnie...


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: zasnąć

komentarze (0) | dodaj komentarz

Piosenka dla Amy

sobota, 23 lipca 2011 22:12

Ten wiersz napisałem jakieś dwa lata temu. Uwielbiałem, uwielbiam Jej głos, Jej talent. Wielka szkoda, że już nie zaśpiewa...


Dlaczego to sobie robisz Amy Winehouse?

Moglibyśmy przecież tworzyć niezły duet

ty z głosem jak tunel do nieba

i ja w ten tunel zapuszczony

 

zamiast tego zapuszczamy się oboje

tyle że ty na oczach gawiedzi

tu wszyscy polują na twoją śmierć

mieliby ją wreszcie myśleliby że ją mają

Twoje życie jest dla nich

tunelem do śmierci

gdyby tylko mogli ściągnęliby ją zoomem

wyklikali fotoshopem

 

widzę jak plujesz i rzucasz się na nich

cała w ranach i strupach

bełkocząca naćpana pijana

jakbyś wyzywała na pojedynek wszystkie plagi

jakbyś samą śmierć widziała w tunelu

i wyszła jej na spotkanie

 

Amy Amy Amy

wracaj wariatko

masz jeszcze trochę bólu

do sprzedania.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Co myślę o Bydgoskim Kongresie Kultury

piątek, 22 lipca 2011 13:55

Moja krótka wypowiedź dla portalu www.bydgoszcz24.pl na temat zbliżającego się Bydgoskiego Kongresu Kultury. Czytajcie tutaj, no i dyskutujcie.

 


Podziel się
oceń
0
1
Tagi: kultura

komentarze (0) | dodaj komentarz

Chodzenie

czwartek, 07 lipca 2011 11:32

Od lutego staram się regularnie chodzić po lesie z kijkami do nordic walking. Zacząłem głęboką zimą. Ścieżki kryła gruba warstwa puchu, śnieżne czapy zwieszały się z gałęzi, tropy i mocz zwierząc znaczyły ich wędrówki, przecinające się z moim człapaniem. Nie raz i nie dwa gubiłem się w leśnej głuszy, bo po kilku kwadransach łażenia wszystkie przecinki wydawały się takie same. I długo człapałem zanim udało mi się w końcu znaleźć samochód, którym wracałem do śpiącego domu. Szron na brodzie i piersi powoli zmieniał się w rosę. W domu prysznic, kawa, płatki z mlekiem. Budzą się dzieci, zwykle najpierw Olaf, ma to po mnie, szkoda mu czasu na długi sen. Potem Zosia, zaspana, przeciągająca się przed wielkim lustrem ściennej szafy. Ania ciepła od snu, robi sobie kawę, czasem siadamy wszyscy przy naszym okrągłym stole, ale częściej Ania i dzieci jedzą sami, a ja wychodzę na autobus.


W autobusie jakaś książka, staram się żeby codziennie choć te trzy, cztery kwadranse kwadranse poświęcić lekturze. Tomiki znajomych i przyjaciół, dzienniki Mrożka, jego listy, dręczące jak ból zęba autobiografie Bernharda, a teraz od paru dni Marai, jego dystynkcja, europejskość i pesymizm zmieszany z umiłowaniem życia w najdrobniejszych szczegółach.W marcu śniegi zaczęły wycofywać się. Las odsłaniał swoje czarne dziąsła. Zapach wilgotnego igliwia naoliwiał nozdrza, mieszając się z potem. Ja i kijki stawaliśmy się coraz bardziej jednnym. Początkowo nie umiałem znaleźć rytmu, nogi plątały się z aluminiowymi protezami, z czasem jednak przybyły mi dwie dodatkowe kończyny i jak dziwne zwierzę, trochę podobne do owada, przemierzałem nasze podkoronowskie lasy, na ogół w pobliżu leśniczówki Wilcze Gardło.


Wiosna obsypała lasy ptakami i ich śpiewem, który najlepiej wybrzmiewa wczesnym rankiem. Pojedyncze okrzyki, gwizdy, świsty, przeciągłe zawodzenia, rytmiczne odezwy, hejnały grane z wysokich sosen i rozłożystych buków i dębów. Muzyka lasu wchodziła we mnie stopniowo, dając szansę na oswojenie się z jej naturalnym i niepowtarzalnym chaosem, w którym jest odwieczny porządek. Spotkania ze zwierzętami stały się teraz jakby bliższe. Sarenka stojąca na ścieżce, nieruchoma jak gipsowy posążek z przygranicznego bazaru. Idę w jej kierunku, a ona wciąz nieruchomo, z napiętymi z uwagi uszami, cała gotowa do natychmiastowego susu w las. Ale nie ucieka, tylo kiedy zbliżam się na kilkadziesiąt kroków spokojnie wchodzi między drzewa, tak jak wchodzi się do swojego pokoju, w którym wszystko znajome.Zbaczam kiedyś ze ścieżki i idę lasem, chcąc spróbować jak nordic walking sprawdza się w większej dziczy. Nagle locha, pewnie ciężarna, bo z brzuszyskiem ogromnym jak bęben, ucieka niemal mi spod nóg. Jest wielka i płowa, sprężysta bryła mięśni pędząca wśród drzew, znikająca równie nagle jak się pojawiła. Wiewiórka - przed chwilą zeszła z drzewa i teraz widząc mnie kilka metrów od siebie, nie bardzo wie co z sobą zrobić. Więc stoimy tak patrząc na siebie, ja z uśmiechem jak dziecko, a ona pewnie sparaliżowana strachem, a może równie jak ja rozbawiona moim widokiem?W końcówce kwietnia, ale najbardziej w maju, zaczął występy chór żab w leśnym stawku, przy początku moich codziennych spacerów. Każde żabie zawołanie rozumiałem jako "jestem jestem jestem". Obwieszczały światu jak cieszą się że są, że natura wywołała ich z nicości na czas, który muszą wypełnić obowiązkiem przedłużenia gatunku. Więc kotłowały się w tym wodnym oczku, aż bulgotało, aż kipiało od kiści skrzeku, a potem spotykałem na drodze rozjechane samochodami ciałka, z kończynami wyciągnietymi jakby do lotu, jakby w ostatniej chwili swojego krótkiego życia zrozumiały, że dalej jest znowu to nic z którego się wzięły, że w to nic trzeba im znowu skoczyć.


Nic nie wiem o zaskrońcach poza tym, że spotkałem wiele ich zwłok wbitych bieżnikami opon w piasek.


Miałem też spotkania z ludźmi. Pracownicy leśni patrzyli na mnie z początku jak na nieszkodliwego wariata dzień w dzień brodzącego w głębokim śniegu czy w błocie. Z czasem przyzwyczaili się do mojej regularnej obecności w ich "zakładzie pracy". Większe zdziwienie za to wykazują przyjezdni. Idę niedawno i słyszę za sobą terkot rowerów i rozmowę. Jedzie trzech. Słyszę jak jeden mówi do pozostałych: "to głupizna te kijki, lepiej rowerem pojeździć, to więcej daje". Z pretensją i agresją w głowie, typową dla "dziennych Polaków rozmów". Odpowiadam: "Wie pan, każdy dąży do szczęścia po swojemu". Gość chyba nie spodziewał się riporty, więc mija mnie w milczeniu, ale jadący jako ostatni starszawy jegomość mówi pojednawczo: "ale z tymi kijami to jednak trzeba się nachodzić". "I o to chodzi" - mówię i wracam do swojego rytmu.


Zalew Koronowski, który ukazuje mi się zawsze w tym samym miejscu, kiedy wychodzę z porośniętej wysoką trawą przecinki na wiodący wzdłuż linii brzegowej szeroki dukt, owiewa swoim świezym oddechem. Zimą skuty lodem i pobladły, siny z błekitnymi żykami między bielejącymi wydmami. Latem ciemnozielony, stalowobłekitny albo srebrny od pełnego słońca. Zapach rozgrzanej żywicy miesza się z zpaachem traw, igliwia, a wszystko to podane w oprawie skrzącej się nieskończaną liczbą odcieni zielenią. Przypomina mi się moje dzieciństwo, kiedy chodziliśmy kąpać się "na siatkę". Tak nazywaliśmy miejsce wcale nieodległe od Wilczego Gardła, tylko po drugiej stronie Zalewu. Ponoć kiedyś stawiano tam sieci do łapania "pływających wysp", jakich pełno było na akwenie u jego początków, kiedy to co zalano w latach 60., zaczęło wypływać na powierzchnię i zagrażac urządzeniom elektrowni. Radość, słońce, herbata pita z terosu w kraciasty wzór, pomidory z solą, pajdy chleba z roztopionym masłem. Radość, radość, radość. Burza, która przyszła od strony Wilczego Gardła, jakby z Wilczego Gardła wyciągnięta, wściekła, ciskająca pioruny w wodę, i my, dzieciaki z mamą chowające się pod kocem, jakby koc mógł uchronić nas przed nawałnicą. Wtedy wierzyliśmy, że może.


Kijki uczą dyscypliny, co przydaje się w pisaniu. Będąc głównie poetą nie doceniałem roli czasu w pisaniu. Wiersz przychodził albo nie i nie działo się nic nadzwyczajnego. Co innego z pisaniem sztuk teatralnych, zwłaszcza kiedy gonią terminy. Teraz wiem, że wracając z pracy trzeba poświęcić czas rodzinie, pograć w piłkarzyki, poczytać Marai'ego na leżaku, porozmawiać z dziećmi przed snem, a wieczorem znowu do komputera, do tej pracy-nie pracy, która gdyby jej nie było, to z pewnością należałoby ją wymyśleć.


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: chodzenie

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  786 954  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Literatura w czasach zarazy.

O mnie

Jarosław Jakubowski. Urodzony 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Absolwent tamtejszego VI LO. Studiował budownictwo i politologię. Zawód: reporter.
Wydał osiem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych" i "Flow". Oraz jedną z prozą - "Slajdy". "Pseudo" i "Slajdy" otrzymały tytuły Bydgoskiej Książki Roku. Równolegle rozwija karierę dramatopisarską. W 2007 roku w Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka odbyło się sceniczne czytanie tragedii pt. "Dom matki", w roku 2010 komedia pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego. W tymże samym roku dramat "Generał" znalazł się w finale konkursu "Metafory Rzeczywistości" Teatru Polskiego w Poznaniu.
Współpracownik dwumiesięcznika literackiego "Topos". Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Koronowie.

Statystyki

Odwiedziny: 786954

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl