Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 328 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Pilch, czyli rechot wykształciucha

piątek, 31 sierpnia 2007 11:46
Jerzy Pilch, pierwszy pisarz III RP, w swojej felietonistyce uprawianej na łamach "Dziennika" od dwóch mniej więcej lat z właściwą sobie nieprzejrzystością stylu drąży temat "Kaczorów". Wartość poznawcza tych tekstów jest żadna, Pilch co tydzień z uporem godnym lepszej sprawy powtarza tę samą antykaczorową mantrę, okraszoną jedynie innymi przykładami "z życia wziętymi". Tym razem Pilch wziął na ząb wywiad Rymkiewicza dla "Rzepy" (o którym pisałem w ostatniej nocie). Przez kilka akapitów ciągną się próby uczynienia ze słów JMR jakiegoś kiepskiego żartu, koniec końców efekt uderza w Pilcha - to jego felieton okazuje się głupstewkiem. Znowu zamiast rzeczowej polemiki jest "Szkło kontaktowe", rechot wykształciucha, podszyty wszak straszliwym kompleksem niższości.
Casus Pilcha świetnie ilustruje mechanizm robienia karier w III RP, zaprojektowanej przy tzw. okrągłym stole i utrwalanej przez utrwalaczy z byłego PZPR-u i ich poputczików z Mumii Demokratycznej. Pilch jak żaden inny pisarz w latach 90. potrafił doskonale wykorzystać okazję przystępując do jaśnieoświeconego Salonu. Najpierw "Tygodnik Powszechny", potem "Polityka", "Nike" od samego Nadredaktora Michnika i wreszcie kącik na antykaczorowe ślozy w "Dzienniku", który od "Wyborczej" różni się już chyba tylko winietą.
Z czasem Pilch stał się takim Szczypiorskim po liftingu, równie jak on cynicznym, choć w bardziej zawoalowany, rubaszno-szwejkowaty sposób. Jądro jest jednak to samo: Polakom trzeba wbić do głów komu powinni ufać, a kogo wykopać na śmietnik historii, ponieważ nie są zdolni do samodzielnych wyborów.
O popularności Pilcha w III RP zdecydowały nie jego książki, ale jego poglądy, "dziwnie" zbieżne z poglądami jego pracodawców. Mogę zostać oskarżony o zazdrość, frustrację i cokolwiek innego, ale napiszę wprost: Jerzy Pilch jak dotąd nie napisał nic istotnego, nic kontrowersyjnego, nic co sprawiłoby, że jego pisarstwo moglibyśmy chociażby nieśmiało porównywać do Gombrowicza czy Mackiewicza. Nie wiem z czego bierze się miałkość tej literatury, może właśnie z oportunizmu pisarza.
Gdyby uniósł się ponad to czym go uczynili Boniecki z Michnikiem, gdyby napisał jedną uczciwą powieść o robieniu kariery w III RP, to odszczekałbym wszystko co tu napisałem. Ale obawiam się, że Pilch już czegoś takiego nie napisze. Salon go stworzył, więc musi służyć Salonowi.
Efektem jest (bo być musi) postępujący uwiąd tego pisarstwa, jeszcze jednego "nibytu" rodem z III RP.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Nielichy Rymkiewicz

czwartek, 30 sierpnia 2007 23:18
Jarosław Marek Rymkiewicz nie ma zbyt dobrego zdania o człowieku w ogóle. W "Wieszaniu" pisze tak: "Gatunek, do którego należymy, kiedyś zniknie z pożytkiem dla planetarnej całości - wcześniej czy później coś takiego z pewnością nastąpi i myślę o tym z prawdziwą przyjemnością". Jednak dla jednego człowieka poeta z Milanówka znajduje wyjątek. Mianowicie dla premiera Jarosława Kaczyńskiego. W ostatniej sobotniej "Rzepie" udzielił wywiadu red. Joannie Lichockiej, w którym ni mniej, ni więcej, tylko oddał całościowy i bezapelacyjny hołd premierowi. Dla Rymkiewicza Kaczyński jest człowiekiem, który obudził ospałego "białowieskiego żubra" i kazał mu biec, innymi słowy - bezpowrotnie zaprzepaścił nadzieje tych, którzy z Polski chcieli utworzyć może i nieźle urządzony, ale jednak przedpokój Europy. Sprawił, że Polska zaczęła urządzać się po swojemu.
Jak można było się spodziewać, wśród "obrońców polskiej demokracji" podniosły się głosy o tym, że Rymkiewicz jest niespełna rozumu. Pomijając chamstwo tych opinii
(przećwiczone 10-15 lat temu na Herbercie) trzeba zaznaczyć, że istotnie, pogląd Rymkiewicza opiera się nie tyle na rozumie, co na wierze. Wierze w to, że polski los nie jest zależny od wspomnianych już "obrońców demokracji", wolnych (a raczej bezwolnych w swym umysłowym lenistwie mediów), przez całą dobę wbijających Polakom do głów, że żyją w gównianym kraju, a nawet od milionów "wykształciuchów" w stylu inżyniera Karwowskiego. Rymkiewicz lansuje tezę, której osobiście kibicuję, że lepsza Polska "jakaś", niechby i nierozumiana przez Zachód, niż Polska nijaka, Polska Kwaśniewskiego i Tuska. W czasach tryumfu konformizmu i oportunizmu Rymkiewicz zaaplikował nam potężną dawkę romantyzmu, którego Polak potrzebuje jak powietrza i wódki. (Swoją drogą, to jest odpowiedź dlaczego nie mamy Muzeum Okrągłego Stołu, a mamy za to wspaniałe Muzeum Powstania Warszawskiego).
Ciekawe, czy ten "białowieski żubr" nie padnie gdzieś po drodze. Nie od strzałów myśliwych z zachodu czy wschodu, ale w swojskim bagienku. Może tak się stać, jeśli sami Polacy nie pozwolą zwierzęciu nabrać odpowiedniego impetu.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

"Mój" Popiełuszko

piątek, 24 sierpnia 2007 7:29
W Warszawie ruszyły zdjęcia do filmu fabularnego o księdzu Jerzym Popiełuszce, kapelanie "Solidarności" zamordowanym przez komando esbeków 19 października 1984 roku. Miałem wtedy 10 lat, pamiętam telewizyjne relacje z procesu zabójców, jeszcze widzę zaciętą, nienawistną twarz towarzysza Piotrowskiego w starym "Rubinie", który stał w mieszkaniu mojej ciotki w zadymionym Wałbrzychu.
Film ma być epicką, trzygodzinną opowieścią o tym jak prosty chłopak z podlaskiej wsi staje się duchowym przewodnikiem swego pokolenia. Losy księdza Jerzego będą pokazane na tle ważnych wydarzeń naszej historii - pierwszej pielgrzymki Ojca Świętego do Polski, strajków sierpniowych, wprowadzenia stanu wojennego.
Reżyser i scenarzysta filmu, Rafał Wieczyński, dużo czasu spędził na studiowaniu dokumentów, m.in. wystąpień księdza Popiełuszki, starannie też zamierza odtworzyć realia tamtych lat.
Na efekt pracy realizatorów przyjdzie nam poczekać jeszcze ponad rok, premiera przewidziana jest na październik 2008 roku. Nie przesądzając niczego, spodziewam się jednak, że film Wieczyńskiego pójdzie w inną stronę niż "Zabić księdza" w reżyserii Agnieszki Holland. Tamten film, z Christopherem Lambertem w roli głównej, wyprodukowano najwyraźniej z myślą o zachodniej widowni. Stąd szereg uproszczeń i spłaszczeń, choć obraz oddziaływał mocno na emocje. W 23 lata po śmierci księdza Jerzego wiadomo jednak znacznie więcej. Mam nadzieję, że zostanie pokazana rola, jaką w tym zabójstwie odegrali szefowie ówczesnego MSW, bo tam należy szukać prowodyrów zbrodni. I wreszcie oczekuję od tego filmu, że pokaże duchowy wymiar życia i śmierci księdza Jerzego, to jakie znaczenia ma jego postać dla obecnych pokoleń.
Główną rolę zagra Adam Woronowicz, znakomity warszawski aktor, który dał się poznać w fenomenalnej roli Mirona w sztuce Teatru TV "Pamiętnik z Powstania Warszawskiego" według Białoszewskiego. Cieszę się z tej decyzji obsadowej podwójnie. Po pierwsze Woronowicz niezwykle przypomina księdza Popiełuszkę, zresztą sami oceńcie

- a po drugie - już jakiś rok temu zaproponowałem mejlowo realizatorom filmu, by to właśnie on zagrał tytułową rolę. Nie wiem czy mój głos został w ogóle wzięty pod uwagę, czy po prostu reżyser ma ten sam gust, co ja. W każdym razie czekam na film "Popiełuszko" z niecierpliwością. Tym bardziej, że część zdjęć będzie kręcona w pobliskiej Bydgoszczy, skąd ks. Popiełuszko wyruszył w swoją ostatnią podróż.

PS Swoją drogą to zadziwiające jak rzadko nasi filmowcy sięgają po tematy z burzliwej, najnowszej historii Polski. Ciekawy tekst na ten temat w "Rzepie"
http://http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070823/kultura/kultura_a_1.html?k=on;t=2007082320070823
Trudno mi zgodzić się z panami reżyserami, że polska widownia takich filmów nie chce oglądać. Czym różnimy się od Amerykanów, którzy ze swojej historii potrafią robić wartościowe, a przy tym komercyjne kino? Chyba sam sobie odpowiedziałem - oni to POTRAFIĄ.
Jeden chyba Krzysztof Krauze w "Grach ulicznych" dotknął ważnego tematu najnowszej historii. Na ogół jednak nasi reżyserzy wolą "karmić się swoją wyobraźnią". Nie zawsze to pożywny pokarm, niestety, co widać na ekranach.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Notatki późnego lata

wtorek, 14 sierpnia 2007 13:36
Późne lato przygnębia mnie. Zwijające się, żółknące z dnia na dzień trąbki liści; zieleń, która coraz bardziej przechodzi szarością; słońce coraz niżej wędrujące nad widnokręgiem. Choć K.Ć. twierdzi, że jego przygnębia tyle rzeczy, że późnego lata już nawet nie zauważa.
A święty Benedykt w swojej Regule napomina, aby "śmierć nadchodzącą mieć codziennie przed oczyma". Stosuję się do tego zapisu sumiennie, ale dziś w drodze z pracy nagle widzę: żółty kombajn tryskający złotym ziarnem. Przeciwko śmierci.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zjednoczeni w pluciu

środa, 08 sierpnia 2007 16:36
Nie ma dnia, żebym w Internecie i w innych mediach nie czytał i nie słyszał opinii szkalujących Polskę. Ich autorami są zarówno Polacy, jak i cudzoziemcy. Nie pamiętam jeszcze takiego nagromadzenia krytyki po 1989 roku. Oczywiście znam jej powody. Po raz pierwszy po 1989 roku rządy w Polsce sprawują ludzie, którzy dążą do realnej, a nie kosmetycznej zmiany kraju. Wiem, wiem, często słabo im to wychodzi, często więcej w tym pustej retoryki niż czynów, ale widzę, że nie są to ludzie, których pochłania sama tylko technologia władzy. Zbyt wiele już spotkało ich upokorzeń, żeby mogli zadowolić się władzą dla niej samej. Dlatego wierzę im, kiedy zapewniają mnie, że IV RP jest wciąż jeszcze możliwa, choć kto wie czy nie bardziej odległa teraz niz jeszcze półtora roku temu.
Nie ma dla Polski innej drogi, niż dogłębna sanacja wszystkich dziedzin życia społecznego. Na pierwszy plan wysunąłbym tu jednak sferę kultury. Żyjemy bowiem w epoce kompletnego zakłamania pojęć. Na przykład "lewica" - wmówiono nam, że jest nią zgraja
byłych aparatczyków PZPR względnie Zrzeszenia Studentów Polskich skupiona na robieniu własnych geszeftów. Na przykład "społeczeństwo obywatelskie" - wmówiono nam, że jego budowę i trwałość gwarantuje tylko przymierze inteligencji uosabianej przez Adama Michnika i "Gazetę Wyborczą". Trzeci przykład - "wolność". Wmówiono nam, że gwarantuje ją ludziom tylko lewica i liberalizm.
Słowem - daliśmy się, ludzie uważający się za konserwatystów, zepchnąć do narożnika, z którego możemy próbować wołać, że nie jesteśmy wielbłądami. Zawłaszczenie przestrzeni publicznej przez dyskurs lewicowo-liberalny jest faktem, stąd tak histeryczne reakcje "postępowej inteligencji" na wszelkie próby złamania tego monopolu. Stąd powstanie Zjednoczonego Frontu Opluwaczy Polski. Trzeba odpowiedzieć im jedno: psy szczekają (plując), a karawana idzie dalej.
W odkłamywaniu rzeczywistości prym powinni wieść ludzie kultury, przede wszystkim pisarze i reżyserzy, którzy mają największy wpływ na świadomość społeczną. Niestety, nie widać jak dotąd symptomów jakiegoś przełomu. Twórcy, którzy prywatnie nawet ciepło wypowiadają się o PiS, w publicznych wypowiedziach wybierają asekurację. Wypada jednak zapytać: czy mają w ogóle pomysł na kraj, w którym żyją? Czy noszą w sobie Polskę swoich marzeń, Polskę-ideę, o którą warto się bić, tak jak bili się Powstańcy Warszawscy? Niech każdy z nas odpowie sobie na te pytania. Odpowiedź powinna być wskazówką po której stronie chcemy być: plwaczy czy opluwanych. Ja jednak wolę to drugie. Śliny w końcu będzie musiało zabraknąć.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  786 950  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Literatura w czasach zarazy.

O mnie

Jarosław Jakubowski. Urodzony 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Absolwent tamtejszego VI LO. Studiował budownictwo i politologię. Zawód: reporter.
Wydał osiem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych" i "Flow". Oraz jedną z prozą - "Slajdy". "Pseudo" i "Slajdy" otrzymały tytuły Bydgoskiej Książki Roku. Równolegle rozwija karierę dramatopisarską. W 2007 roku w Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka odbyło się sceniczne czytanie tragedii pt. "Dom matki", w roku 2010 komedia pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego. W tymże samym roku dramat "Generał" znalazł się w finale konkursu "Metafory Rzeczywistości" Teatru Polskiego w Poznaniu.
Współpracownik dwumiesięcznika literackiego "Topos". Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Koronowie.

Statystyki

Odwiedziny: 786950

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl