Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Modlitwa na śniegu

sobota, 09 stycznia 2010 16:19
Pół piątku spędziłem na reporterskim rajdzie po miejskich szaletach Bydgoszczy. Taki zawód... Pomiędzy jednym kibelkiem a drugim przechodziłem pod Mostem Bernardyńskim, żeby znaleźć się po drugiej stronie jezdni, a potem - rzeki. Mijam pana z pieskiem i już dochodzę do schodów prowadzących na ulicę, gdy wtem widzę dziewczynę w czarnej kurtce i bordowej chuście dobrze owijającej głowę.

Dziewczyna klęczy na rozłożonym na śniegu dywaniku i bije pokłon. Po chwili wstaje, stoi tak jakiś czas i znowu - na dywanik i pokłon. Obok zdjęte kozaczki, dziewczyna stoi na dywaniku w samych skarpetach. Mijam ją w odległości może piętnastu-dwudziestu metrów. Zupełnie nie zwraca na mnie uwagi. Tak samo jak facet w czarnym ubraniu siedzący kilkanaście metrów za nią, na czymś pewnie podlożonym pod tyłek, patrzący na przesuwającą się taśmę wody. Miałem wrażenie, że nikt poza mną ją nie widzi, że udało się jej doskonale ukryć - w obojętności miasta.

Wlazłem na most i z niego obserowałem dziewczynę. Ona dalej toczyła swoją rozmowę ze swoim bogiem, kimkolwiek był. Nie wstydziła się pokazać swojej wiary, w środku miasta i w środku dnia rozłożyła się ze swoim dywanikiem i rytuałem, otoczona wielkomiejskim szmerem. Czarno-bordowa, rytmicznie poruszająca się plama na śniegu.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Taki początek roku, to ja rozumiem

czwartek, 07 stycznia 2010 21:38
Tego samego dnia, kiedy "Wyborcza" obsmarowała moją książkę, dostałem mejla od pani dyrektor Teatru Powszechnego w Łodzi z informacją, że wygrałem konkurs na komedię współczesną. Tekst nazywa się "Życie" z podtytułem "Komedia dla dorosłych". Sztuka ma zostać wystawiona na deskach Teatru Powszechnego, przetłumaczona na angielski, czeski i francuski, oraz umieszczona w antologii komedii. No i zarobiłem na tym więcej niż przez rok na etacie:))) Takie momenty trzeba celebrować, bo zdarzają się  rzadko, ale dają niezłego kopa do pisania. Na wieść o nagrodzie moja żona wyciągnęła z tajnej szafy flaszkę Jima Beana "na specjalną okazję". Oj, pocelebrowaliśmy, że do teraz czuję. Spokojna Wasza nieuczesana chłopaki, z Wami też wypiję!

Załączam linki do informacji na stronie teatru i do artykułu w Dzienniku Łódzkim

PS Porównanie mojego "Życia" do "Kartoteki" Różewicza i do poczucia humoru Petra Zelenki (obu wielbię) uważam za słuszne. Zawsze trzeba równać do najlepszych:)

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kaowiec z Wyborczej

środa, 06 stycznia 2010 12:45
"Gazeta Wyborcza" oddział w Bydgoszczy poprosiła mnie o książkę "Slajdy". Chcieli napisać jej recenzję. Zaniosłem książkę, choć znając poziom dotychczasowej "krytyki literackiej" tutejszego oddziału "Wybiórczej", miałem obawy czy podołają temu zadaniu. Bo jednak, żeby napisać recenzję, należy posiadać co najmniej dwie umiejętności: czytania ze zrozumieniem i formułowania wniosków z lektury. Nie mówię już o rzadkiej u recenzentów umiejętności umieszczania konkretnego dzieła w przestrzeni metaliterackiej, to jest - w kontekście innych dzieł danego autora czy dzieł innych autorów. Nie mówię też o niemalże niewystępującej dziś u recenzentów umiejętności formułowania programów, idei, które wyrastałyby ponad doraźne recenzenctwo.

Odpowiedzialne zadanie napisania recenzji "Slajdów" powierzono Jackowi Kowalskiemu Usiłuje on być w bydgoskiej ekspozyturze michnikowego organu kimś w rodzaju powiatowego Katona, który ostrzem swego pióra demaskuje miałkość i małość lokalnych środowisk. Niestety, dokonania Kowalskiego sprowadzają się do nudnych cotygodniowych felietonów i jeszcze nudniejszych corocznych rymowanych "szopek". Chłopak jednak wierzy w siebie, dlatego postanowił spróbować swych sił w recenzenctwie.

W tej dziedzinie piśmiennictwa niestety podobnie jak w innych Kowalski ponosi porażkę za porażką. Praktycznie wszystko to, co pisze o książkach, demaskuje jego zerowe kompetencje już nie tylko jako krytyka, ale nawet gazetowego recenzenta. Pisanie typu: "książka mi się nie podoba, bo jest nudna" można wybaczyć gimnazjaliście prowadzącemu dzienniczek lektur. W przypadku redaktora "wiodącego tytułu" można już mówić chyba o kompromitacji.

W recenzji zatytułowanej "Behapowiec wyobraźni" (sformułowanie wzięte z książki)
Kowalski uznał "Slajdy" za nieudaną i nudną. Przytoczę "argumenty", którymi się posłużył:
1. Moja książka nie przypomina mu "Fotografii" Janusza Andermana (stałego felietonisty "Wyborczej" - matki).
2. Pokazuję w niej rzekomo, że wszystko jest beznadziejne i nic się nie zmienia w życiu na lepsze, poza faktem narodzin dziecka.
3. Moja książka jest jego zdaniem nieznośnie egocentryczna, bo opisuję w niej swoje przeżycia wewnętrzne.
4. Jak twierdzi, nie chciało mi się dopracowywać wyjętych z szuflady nudnych kawałków.
5. Miałem nie cytować, żeby nie robić JK niezasłużonego zaszczytu, ale to perełka zbyt cenna, aby jej nie przytoczyć: "Jarosław Jakubowski - prozaik - poległ w walce z formą i treścią".

To prawda - poległem w walce z formą i treścią tekstu Kowalskiego. Widocznie musiał pomylić się redaktor Biblioteki "Toposu", skądinąd wybitny poeta Krzysztof Kuczkowski, w której książkę wydałem, a w której wcześniej publikowali m.in. Kazimierz Hoffman, Robert Mielhorski, Krzysztof Karasek czy niedawny laureat Nagrody Kościelskich Tadeusz Dąbrowski. Więc oni wszyscy się mylą, a Kowalski ma rację?

Otóż ośmielam się twierdzić, że to Kowalski nie ma racji, że błądzi w swoich niezdarnych recenzenckich usiłowaniach, że brakuje mu nie tylko elementarnej wiedzy krytycznoliterackiej, ale przede wszystkim wrażliwości, żeby ze zrozumieniem przeczytać książkę i napisać o niej kompetentny tekst. Gdyby miał choć którąś z tych zalet, zauważyłby z pewnością, że "Slajdy" nie są tomem opowiadań, ale tekstów raczej o charakterze eseistycznym z elementami faburalnymi. Że głównym ich tematem jest czas, przemijanie, fenomen pamięci, ocalania chwili itd. Że można doszukać się w mojej książce próby (nie wiem na ile udanej) zbudowania prywatnej mitologii.
Mógłby też pokusić się o prześledzenie wątków metafizycznych albo np. porównać tekst "Licheń" z podobnym w tematyce tekstem Andrzeja Bobkowskiego o Lourdes.

To wszystko mógłby zauważyć rasowy recenzent. Ale nie Kowalski. On wymachuje swoim plastikowym pistolecikiem na wodę i przy okazji robi wodę z mózgu ludziom, którzy książki nie przeczytali, a na podstawie jego chybionych opinii pewnie już jej nie przeczytają. Tacy ludzie jak recenzent Kowalski robią krzywdę polskiej literaturze, choć niestety nigdy tego nie pojmą.

PS Przez chwilę pomyślałem, że Kowalski po prostu mści się na mnie, "pisowcu", za krytykę jakiej nie szczędzę "Gazecie Wyborczej" na moich blogach, będąc co gorsza dziennikarzem konkurencyjnej redakcji. Ale nie posądzałbym czołowego felietonisty oddziału "GW" aż o taką małość;)
PS 2. Wiem, że tym wpisem nobilituję Jacka Kowalskiego. Trudno, nie takie głupstwa człowiek popełniał.

komentarze (4) | dodaj komentarz

Autolustracja (*)

sobota, 02 stycznia 2010 16:46



Tak, przyznaję się, szedłem w pochodzie.

Ale ważniejszy był dla mnie tupot tysiąca butów

niż jego cel i powód.

Tak, niosłem szturmówkę,

ale nie dbałem o jej barwy,

tylko żeby jak należy łopotała na wietrze.


Wiem, że moje tłumaczenia są bezsensowne,

a okoliczności które podaję niczego nie łagodzą.

Mogę jeszcze dodać, że byłem wtedy

dzieckiem, ale to tym gorzej dla dzisiejszego

dorosłego, który maszeruje pojedynczo,

nie nosi szturmówek, ale bezsilnie patrzy

na pochód zmęczenia depczący jego ciało.


Powody i cele ma jasno wytyczone

i tylko wciąż niewyjaśnione pozostaje źródło

tego wiatru, który uporczywie porusza w nim

łopoczący sztandar krwi.


(*) Ten człowieczek na środku zdjęcia, ten w białym berecie z pomponem, to ja...

komentarze (0) | dodaj komentarz

Piosenka Noworoczna II

piątek, 01 stycznia 2010 10:20

Martwe choinki w oknach, ich kolorowe światełka

mrugające jak boje sygnalizacyjne, kiedy mijasz

znajome choć nieznane bramy i ich mieszkańców

pogrążonych w gorączce czasu rozległego jak hałdy

węgla na bocznicy, przyprószone nieśmiałym śniegiem.


Czym jest twoja poezja wobec okiennych, podświetlonych

akwariów ustawionych jedno na drugim, całymi rzędami

jak instalacja z innego, może już umarłego, świata?

Czym jest wobec ciemności, która ogarnia akwaria

jak mściwy wieloryb wędzony w zimowym dymie?


Śpisz. Opierasz głowę o zimną szybę (choinki pachną

lasem, pierwszą radością); brniesz przez czas, uśpiony

jego gorączką pocisk (na szybie rosną paprocie, widłaki i skrzypy;

są prawdziwe jak ciemność rosnąca za oknem). Ktoś

kiedyś wystrzelił cię w niebo, ale się rozpadłeś. Świecąc.


31 grudnia 2009

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 21 marca 2010

Licznik odwiedzin: 31698

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Literatura w czasach zarazy.

O mnie

Nazywam się Jarosław Jakubowski. Urodziłem się 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Jestem absolwentem tamtejszego VI LO. Studiowałem budownictwo i politologię. Pracuję jako dziennikarz. Wydałem siedem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych". Za "Pseudo" dostałem Złotą Strzałę Łuczniczki - nagrodę za Bydgoską Książkę Roku 2007. Ostatnio opublikowałem pierwszą książkę prozatorską pt. "Slajdy". W 2007 roku Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka zorganizowało czytanie mojej debiutanckiej sztuki pt. "Dom matki", w roku 2010 moja sztuka pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego na polską komedię współczesną. Jestem współpracownikiem dwumiesięcznika literackiego "Topos". Należę do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Od stycznia 2009 kieruję bydgoskim oddziałem SPP. Mieszkam w Koronowie.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 29.10.2009 22:53:26
  • autor: Jarosław
  • treść: Niestety, nie dyspon...